Obserwuj nas

Ekstraklasa

Cecha charakterystyczna? Walka do końca [KOMENTARZ ZE STADIONU]

Osobom z nadciśnieniem tętniczym nie poleca się oglądania meczów Legii Warszawa. Tak pewnie brzmiałaby diagnoza każdego doktora, który usłyszałby, że jego pacjent jest kibicem zespołu z Warszawy. W niedzielny wieczór wicemistrzowie Polski po raz kolejny w końcówce spotkania dostarczyli mnóstwa emocji kibicom zgromadzonym przy ul. Łazienkowskiej 3.  Do końca oba zespoły walczyły o komplet punktów. Jednak za sprawą bramki Igora Strzałka Legia Warszawa dopisuje sobie 3 punkty i w ligowej tabeli PKO Ekstraklasy goni Śląsk Wrocław. Czy było widać różnicę w grze w porównaniu z Aston Villą? Czy zmiennicy spisali się na medal? Kto zaprezentował się najlepiej w niedzielny wieczór? Zapraszam na tradycyjny cykl z Łazienkowskiej – „Komentarz ze stadionu”.

Koło rotacji wystartowało

Szeroka kadra. Ten frazes spędzał sen z powiek dyrektora Jacka Zielińskiego. Jednak po intensywnym letnim okresie transferowym, czas na weryfikację nowych nabytków. Przed Legią Warszawa bardzo napięty terminarz, gdzie zmagania w Lidze Konferencji UEFA będą musieli pogodzić z występami w PKO Ekstraklasie. Po intensywnym czwartkowym spotkaniu z Aston Villą, nieuniknione były zmiany na spotkanie z Górnikiem Zabrze. Na ławce zasiedli chociażby Josue, Paweł Wszołek czy Steve Kapuadi. Mecz z zespołem Jana Urbana był idealną okazją do udowodnienia trenerowi Runjaiciowi, że mylił się, wybierając skład z Aston Villą. Jednak oczekiwania wyglądały nieco inaczej niż rzeczywistość…

Pięciu zmian postanowił dokonać Kosta Runjaić względem meczu z Aston Villą – Pekhart, Rosołek, Baku, Celhaka, Jędrzejczyk. Jednak tylko trzech z nich zagrało na poziomie godnym reprezentowania Legii Warszawa. Niestety, ale po dobrym okresie w warszawskim zespole Makana Baku znów obniżył loty w niedzielny wieczór. Od samego początku był mocno rozkojarzony i nie utrzymywał koncentracji w kluczowych momentach akcji ofensywnych. Za to w defensywie, no cóż… To po jego fatalnym zagraniu Sebastian Musiolik z łatwością doprowadził do wyrównania wyniku spotkania. Jednak w drugiej części meczu Yokota z łatwością zyskiwał teren na lewej stronie Górnika. Wynikało to przede wszystkim ze złego ustawienia niemieckiego wahadłowego. A już było dobrze…

***

Liczba 100 zawsze robi wrażenie. Zwłaszcza, jeśli rozgrywasz setne spotkanie w barwach wielokrotnego mistrza Polski Legii Warszawa. Mowa tu o Macieju Rosołku, który niestety nie może wspominać dobrze swojego jubileuszu w koszulce z eLką na piersi. Na konferencji pomeczowej Kosta Runjaić wspomniał, że: Dzisiaj myślałem o tym, żeby wystawić go [przyp. red. Igora Strzałka] w pierwszym składzie. Ostatecznie zdecydowałem się jednak na Macieja Rosołka, który ma trochę więcej doświadczenia i jest bardziej fizycznym graczem. Mamy w zespole wielu świetnych piłkarzy. Igor ma duży talent, znajduje się na dobrej drodze, ale musi się cały czas uczyć.

Trudno powiedzieć, czy niemiecki szkoleniowiec żałuje tego wyboru. Na pewno Maciek mógł zdobyć piękną bramkę w pierwszej połowie. Jednak ostatecznie był bardzo mało widoczny w perspektywie całego występu. Nie był on nawet zawodnikiem, który, kolokwialnie mówiąc, odwalał czarną robotę. Przykro patrzyło się na napastnika Legii, ponieważ nie raz udowodnił, że potrafi grać w piłkę. Jednak okresy bycia w formie są zdecydowanie krótsze, aniżeli marazm i bezradność na boisku w jego wykonaniu.

 

Wchodzę, załatwiam, wychodzę

Niesamowity, konsekwentny, w życiowej formie – to tylko kilka epitetów opisujących jednego zawodnika Legii Warszawa, a dokładniej Pawła Wszołka. Pomimo tego, że mecz z Górnikiem zaczął na ławce rezerwowych, to po jego wejściu w 62. minucie prawa strona warszawskiego zespołu zdecydowanie się ożywiła. Doskonale dogadywał się z Josue, który już po wejściu na boisku sygnalizował nawet do Makany Baku, żeby rozpędzał się za plecy obrońców, a tam dostanie piłkę. Jednak z lewej strony wyglądało to o wiele gorzej niż na przeciwległej flance. Wszołek świetnie wszedł w mecz i nie dał rozwinąć skrzydeł w obronie Erikowi Janze.

Obecnie prawy wahadłowy Legii przyzwyczaił nas do tego, że bierze udział w praktycznie każdej akcji bramkowej. Notuje formę życia, a jego powołanie do reprezentacji Polski wydaje się zwykłą formalnością. Co go może powstrzymać? Chyba jedynie kontuzja, bo naprawdę Wszołek wydaje się niezmordowany grą, a fizycznie wygląda świetnie. Powoli można się zastanawiać, czy przypadkiem w zimowym okienku transferowym nie pojawi się oferta życia dla wahadłowego Legii Warszawa.

 

Charakter zwycięzców

– Byłem spokojny, bo od początku widziałem dobrą postawę drużyny. – tak trener Runjaić odpowiedział na pytanie, czy był zestresowany w doliczonym czasie gry, gdy na tablicy wyników widniał rezultat remisowy.  Po raz kolejny Legia Warszawa musiała walczyć do końca o pełną pulę punktową z rywalem. Z Górnikiem Zabrze, który zwłaszcza w drugiej części spotkania postawił poprzeczkę dość wysoko, ponieważ goście już właściwie pod koniec walczyli o zgarnięcie chociażby punktu z Łazienkowskiej. Z jednej strony najważniejsze są trzy punkty, a z drugiej takie mecze Legia Warszawa powinna zamykać dużo wcześniej. Podobnie twierdzi Tomas Pekhart, że jeśli strzeliliby na 3:1 graliby w drugiej połowie o wiele spokojniej. Podzielam zdanie Czecha, o ile dla kibiców i emocji bramki w końcówce zawsze będą piękne, o tyle nie są one warte wprowadzania zawodników, którzy w danym meczu powinni odpocząć. Zawodnicy tacy jak Wszołek, Elitim, Josue – dziś w ogóle nie powinni podnosić się z ławki rezerwowych w idealnym scenariuszu spotkania.

Legia Warszawa notuje kolejne zwycięstwo i kolejny raz główną rolę odgrywają zawodnicy rezerwowi. Trzeba pochwalić trenera Runjaicia, ponieważ staje się to cechą charakterystyczną, jeśli chodzi o walkę do końca. Jednak niedzielny mecz kosztował wiele sił zawodników, co może mieć przełożenie na środowe spotkanie w Szczecinie. Jak wiemy doskonale, polskie zespoły zazwyczaj po awansie do europejskich pucharów miały problem z grą co trzy dni.  Trend odwrócił Lech Poznań i oby tym trendem podążała Legia Warszawa.

***

Przechodząc do rubryki „plusy” i „minusy”. Do „minusów” spotkania z Górnikiem Zabrze zdecydowanie trzeba zaliczyć dwójkę Baku, Rosołek. Niestety, ale obaj nie zaprezentowali poziomu, o którym wiemy, że potrafią na niego wejść. Nieudany występ, o którym szybko muszą zapomnieć, ponieważ tuż za rogiem czają się koledzy z zespołu palący się do gry.

Z kolei do „plusów” warto zapisać dwójkę podstawowych wahadłowych – Kuna oraz Wszołka. Jak już wcześniej wspomniałem Wszołek jest w życiowej formie i chyba tylko kontuzja może go zatrzymać. Natomiast były zawodnik Rakowa Częstochowa wyszedł maksymalnie naładowany energię i zanotował asystę przy trafieniu Tomasa Pekharta. Oprócz tego raz po raz z łatwością radził sobie z Robertem Dadokiem, który miał duże problemy z upilnowaniem zawodnika Legii. Kun bardzo mocno poprawił zejścia na swoją gorszą, prawą nogę. Już nie tylko lewa noga służy do rozgrywania, ale wahadłowy chce sobie otwierać coraz więcej scenariuszy na rozwiązanie akcji ofensywnych.

Do „plusów” dołączam również Pekharta, który świetnie obrócił się na plecach z obrońcą Górnika, zdobywając bramkę. Jak i również Jurgena Celhaka, który obok Slisza szefował w środku pola. Doskonale kontrolował tempo akcji, jak i również wiedział, gdzie zagrać piłkę, aby ułatwić grę kolegom. Świetnie znajdował wolne przestrzenie pomiędzy formacjami Górnika oraz podaniami zyskiwał teren dla Legii. Oby tak dalej, ponieważ Jurgen ma ogromne możliwości na rozwój na Łazienkowskiej. Albańczyk tym meczem poszedł drogą swojego kolegi z kraju, który również pojawił się na boisku i znów niesamowicie namieszał w szeregach rywala.

 

Oceny pomeczowe

Oceny w skali 1-10 (ocena wyjściowa: 5)

 

Ławka rezerwowych

Wszołek – 8

Josue – 7,5

Elitim – 7

Muci – 8

Strzałek – zagrał zbyt krótko

Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz więcej Ekstraklasa