Obserwuj nas

EURO 2024

Plan wykonany, czas na Cardiff, czyli jak reprezentacja Polski powinna zagrać z Mołdawią

Szybko, łatwo, pewnie, bez zbędnego wysiłku. Tak w skrócie można opisać półfinałowy mecz barażowy reprezentacji Polski z Estonią na PGE Narodowym. Goście nie pokazali kompletnie niczego, jeśli chodzi o warsztat piłkarski, a zdołali raz pokonać Wojciecha Szczęsnego. Teraz trzeba zapomnieć o cukierkowym zwycięstwie nad Estonią i mentalnie przygotować się na ciężki bój w Cardiff z reprezentacją Walii. Czy ten mecz wskazał, jakich wyborów ma dokonać Michał Probierz na finał baraży? Czy można powiedzieć, że w końcu ta kadra ma jakikolwiek styl? Kto był najlepszy w czwartkowy wieczór, a kto może zapomnieć o grze we wtorek? Zapraszam na reprezentacyjny „Komentarz ze stadionu”.

Magiczne wahadła

Polska reprezentacja wahadłowymi stoi! Jeszcze kilka miesięcy temu to zdanie brzmiało jak jakiś nieśmieszny żart podczas zamawiania piwa w barze. Jednak trzeba oddać królowi, co królewskie. Pomimo tego, że selekcjoner Michał Probierz wybrał dość kontrowersyjny skład, umieszczając chociażby Sebastiana Szymańskiego, Jakuba Modera, czy Matty’ego Casha na ławce rezerwowych. Osobiście dziwiło mnie to ostatnie nazwisko, gdyż Matty Cash regularnie występuję na boiskach najlepszej ligi świata. Zadałem sobie pytanie, czy reprezentację Polski stać na posadzenie takiego zawodnika na ławce rezerwowych?

https://twitter.com/LaczyNasPilka/status/1770880860411044251

Nie ma co ukrywać, zawodnik Aston Villi rozegrał tylko jedno spotkanie z orzełkiem na piersi (teraz to bardziej na mostku), które zapadło kibicom reprezentacji Polski w pamięć. Mowa tu o meczu przeciwko reprezentacji Holandii w Rotterdamie, gdzie Cash zdobył bramkę. Jednak trzeba przyznać, że trener Probierz „miał nosa”, co do wyboru obu wahadłowych. Zarówno Nicola Zalewski, jak i Przemysław Frankowski zagrali fantastyczne spotkanie. Owszem to była tylko reprezentacja Estonii, lecz naszych orłom udawało się już wcześniej dokonywać niemożliwego i chociażby przegrać z Mołdawią, czy zremisować z tą samą reprezentacją na PGE Narodowym.

***

Na absolutną pochwałę po meczu z reprezentacją Estonii zasługuje Nicola Zalewski. Zawodnik Romy fantastycznie zabrał na karuzelę Paskotsiego, który już po 27. minutach w Warszawie musiał opuścić boisko. Nasz reprezentant wybił mu z głowy grę w piłkę poprzez bardzo dobre poruszanie się bez piłki. Dzięki temu reprezentacja Polski przez ponad godzinę mogła grać w przewadze, ponieważ obrońca gości otrzymał dwie żółte kartki, co w konsekwencji oznaczało karę w postaci zejścia z boiska. Zalewski poza tym, że osłabił rywala, nie bał się grać jeden na jeden, czy chociażby brać czynny udział w stałych fragmentach gry. Owszem – kilka prób było nieudanych, ale trzeba chwalić i zachęcać do dalszych prób. Tak, to była tylko Estonia pamiętam, ale na miłość boską, niech Ci zawodnicy złapią pewność siebie właśnie na takich rywalach…

Natomiast Przemysław Frankowski otworzył wynik spotkania czwartkowego spotkania. Zawodnik RC Lens, świetnie wykorzystywał swoje warunki motoryczne przeciwko estońskim obrońcom. Dobrze poruszał się bez piłki, lecz w mojej ocenie słabo radził sobie z rozegraniem jej w ataku pozycyjnym. Czasami zbyt długo przytrzymywał futbolówkę przy nodze, a same dośrodkowania również mocno do poprawy. Były zawodnik Jagiellonii Białystok spotkanie zakończył po 45 minutach, ze względu na uraz jakiego się nabawił podczas pierwszych trzech kwadransów. W wyniku absencji Casha (naciągnięcie mięśnia dwugłowego), wydaje się, że nie ma innej opcji jak właśnie Zalewski z Frankowskim na obu wahadłach. Ciężko ocenić pracę defensywną obu Panów, ze względu na… No po prostu była to Estonia. Estonia, która grała w dziesiątkę. No właśnie…

https://twitter.com/sport_tvppl/status/1770909947921867000

Tak należało wygrać z Mołdawią

„Nie można było tak od razu?” – zapewne każde dziecko w Polsce, choć raz usłyszało to zdanie od wkurzonego rodzica. Trzeba powiedzieć wprost i zachować się jak typowa matka w stosunku do reprezentacji. Wszyscy pamiętamy haniebne eliminacje do finałów mistrzostw Europy w Niemczech, a przede wszystkim mecze z reprezentacją Mołdawii.  No właśnie z zespołem, który poziomem bardzo mocno przypominał poziom Estonii. Z takimi rywalami nawet zawodnikami z PKO Ekstraklasy mamy obowiązek wygrać. Nieważne jak, ale wygrać. Oczywiście w przypadku rezerwowych.

Jednak trzeba zauważyć fakt, a właściwie aspekt najważniejszy tego spotkania. Selekcjoner Michał Probierz po meczu z Estończykami był bardzo zadowolony, ponieważ piłkarze realizowali konsekwentnie jego plan. Miały być strzały z dystansu? Były strzały z dystansu. Miały być dośrodkowania? Były dośrodkowania. Oczywiście na Walię taka gra na pewno nie wystarczyłaby, aby przypieczętować awans. Spojrzałem na to nieco z innej strony. Jeśli piłkarze realizują praktycznie cały plan trenera to znaczy, że wierzą w jego warsztat i ufają mu w kwestii rozwiązań taktycznych. Trzeba pamiętać, że selekcjoner Michał Probierz dopiero formuje swój żelazny wyjściowy skład. O ile z Estonią mógł podejść do wyjściowego składu nieco z fantazją. O tyle z Walią nie będzie miejsca na eksperymenty.

***

Choć osobiście uważam, że selekcjoner będzie się zastanawiał nad jedynie dwoma pozycjami – partnerem Lewandowskiego w ataku oraz środkowym obrońcą. Jan Bednarek zaprezentował się najsłabiej z tercetu defensywnego, więc jego szanse na grę są nieco mniejsze, pomimo tego, że obrońca Southampton doskonale zna styl gry na wyspach. Kto na jego miejsce? Obstawiam kogoś z dwójki Salamon – Walukiewicz. Partner Lewandowskiego do ataku? Patrząc statystycznie miejsce powinien obronić Karol Świderski, choć pomimo braku bramki w czwartek, do wyjściowego składu mocno puka Adam Buksa. Jego umiejętność gry głową oraz warunki fizyczne przydałyby się nie tylko w polu karnym przeciwnika, ale również w fazie obrony stałych fragmentów gry Walijczyków. Reszty zmian nie przewiduje ze względu na to, iż reszta zawodników z wyjściowego składu zaprezentowała się na całkiem niezłym poziomie patrząc na ogólny przekrój.

Pewność siebie kluczem do awansu

Jak zagrać z reprezentacją Walii? Przede wszystkim z pełną koncentracją przez 90 minut oraz z wiarą we własne umiejętności. Mam wrażenie, że mecz z Estonią był bardzo potrzebny, żeby niektórzy uwierzyli, że swoje umiejętności z klubu przenieść do reprezentacji. Chociażby na przykładzie Jakuba Piotrowskiego, który w Łudogorcu z dystansu strzela przepiękne bramki. I to właśnie były zawodnik Pogoni Szczecin strzelił przepiękną bramkę zza pola karnego Estończyków. No, bo kiedy, jak nie z takim rywalem, podnieść sobie morale strzelając z łatwością kilka bramek oraz spokojnie trenować grę w ataku pozycyjnym. Zwłaszcza, że morale po beznadziejnych eliminacjach Polacy doskonale wykorzystali swoją szansę, choć trzeba przyznać, że jedynym dość dużym minusem były stałe fragmenty gry.

Czy Polacy mają już swój styl gry? Na pewno to jeszcze nie czas na wydawanie takich wyroków. Jednak powoli Michał Probierz daje nam sygnały, iż w jego taktyce to wahadłowi grają najważniejszą rolę w zespole. Czy mecz z Walią będzie podobny do tego z Estonią? Oczywiście, że nie. Tylko głupiec oglądający mecze na flashscore’a, odpowiedziałby twierdząco. Trzeba powiedzieć wprost… W Cardiff nie będzie liczył się styl, nie będzie liczyło się to, kto strzeli gola. Nie będzie się liczyć iloma golami wygramy. Liczy się tylko i wyłącznie awans na EURO 2024. Możemy ten mecz wygrać nawet po golu samobójczym bez żadnego celnego strzału, lecz mimo „januszy” z opinii publicznej, nie będzie to miało żadnego znaczenia. Natomiast, jeśli nie wygramy i tym samym nie awansujemy… Moim zdaniem prezes Cezary Kulesza powinien podać się do natychmiastowej decyzji. Nie może być sytuacji, w której na wielki turniej jedzie pół Europy, a my nie możemy awansować z „grupy śmiechu”.

Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz więcej EURO 2024