Obserwuj nas

Ekstraklasa

Nudny Kolejorz, porażka Śląska, remis na Podlasiu. Co w Ekstraklasie piszczy?

Na emocje w ostatni weekend kwietnia narzekać nie można, zafundowała je nam Ekstraklasa. Od podziału punktów pomiędzy Jagiellonią a Pogonią, przez zwycięstwo Ruchu we Wrocławiu i gradu goli w Radomiu, aż po wyczerpujący psychicznie mecz Lecha z Cracovią. Ponadto Górnik zawitał w czołowej trójce po zwycięstwie nad Łódzkim Klubem Sportowym, Raków pokonał łódzki Widzew, a Goncalo Feio odniósł pierwszą wygraną na stanowisku szkoleniowca Legii Warszawa. Walka o tytuł nie nabiera tempa, ale coraz ciekawiej robi się w dolnej części tabeli. Choć szanse na nagłe utrzymanie Ruchu i ŁKS-u są nikłe, to wciąż pozostaje miejsce dla trzeciego spadkowicza.

Piątek, piąteczek, piątunio

Kolejka standardowo ruszyła w piątek. Rozpoczęliśmy w Gliwicach, gdzie czekało nas starcie pomiędzy miejscowym Piastem a Wartą Poznań. Traktowane bardziej jako przystawka przed wieczornym hitem w Białymstoku. Chociaż podopieczni Dawida Szulczka w ubiegłej kolejce postanowili pięciokrotnie pokonać Mateusza Kochalskiego, tak Frantiska Placha nie byli w stanie złamać. Prawdą jest jednak, iż Warta znacznie rzadziej próbowała do tego doprowadzić. Od pierwszego do końcowego gwizdka arbitra tylko dwa razy jej piłkarze oddali strzał w światło bramki. Gospodarze natomiast do siatki trafili dwukrotnie. Pierwszy raz za sprawą Kamila Wilczka, a drugi, ostateczny cios zadał Grzegorz Tomasiewicz. Przez ostatnie minuty regulaminowego czasu gry wydawało się, że jest jeszcze szansa na remis, ale pomocnik Piastunek nie pozostawił złudzeń.

https://twitter.com/_Ekstraklasa_/status/1783917261318664517

Danie główne podano do stołu dopiero wieczorem. Przy wypełnionym stadionie Jagielloni wybrzmiał gwizdek Szymona Marciniaka. Gorąco było od samego początku, ponieważ zarówno gospodarze, jak i goście mieli zamiar wyjść na prowadzenie. Udało się to Portowcom po trafieniu Kamila Grosickiego. 35-latek odpalił swoje słynne „turbo”, co sprawiło, że żaden defensor nie zdołał go zatrzymać. Na odpowiedź lidera czekać za długo jednakże nie musieliśmy. Na listę strzelców wpisał się Pululu, co jednocześnie rozpoczęło mecz od nowa. Pod koniec pierwszej części meczu podopieczni trenera Siemieńca po raz drugi wywołali euforię na trybunach.

Pogoń po powrocie na murawę chciała za wszelką cenę strzelić gola. Dopięli swego po uderzeniu Leo Borgesa. Po godzinie gry zatem już ujrzeliśmy cztery bramki. Rezultat ten nie zmienił się aż do końca. Chociaż oglądaliśmy gole, ciekawe sytuacje i futbol na dobrym poziomie, to najbardziej zapamiętamy ostatnią akcję owego wieczoru. Piłkę meczową na nodze miał Dominik Marczuk, a do pokonania został mu jedynie golkiper rywali. Młodzieżowiec Jagielloni oddał strzał, ale niecelny, a futbolówka trafiła w boczną siatkę. Samo przestrzelenie miało ogromną wagę, co w późniejszym czasie może odegrać sporą rolę w kwestii tego, kto zdobędzie tytuł. Jednocześnie łzy i złość zagościły w szeregach białostoczan. Jedni koledzy momentalnie okazali wsparcie Marczukowi, zaś inni nie ukrywali swojej frustracji. Do drugiego grona należeli: Imaz, a przede wszystkim Taras Romanczuk, którego słowa zostały ujawnione na antenie Canal+ Sport. Emocje wzięły górę.

Górnik, Ruch i Raków górą w sobotę

Jeżeli jesteś w polu karnym z piłką przy nodze, a na zegarze upływają ostatnie sekundy meczu, to nie podawaj do Patryka Klimali. To on bowiem miał przed sobą pustą bramkę, ale wciąż do niej nie trafił. Już samo to brzmi komicznie, lecz co gorsze, było to uderzenie, które mogło pozwolić Śląskowi na zgarnięcie jednego punktu w meczu z Ruchem. Koniec końców Niebiescy odnieśli swoje pierwsze wyjazdowe zwycięstwo w aktualnie trwającym sezonie. Wrocławianie natomiast nazywani byli mistrzami jesieni, jednakże gdyby sugerować się tylko i wyłącznie wiosenną tabelą, to zajmują miejsce w strefie spadkowej. Ich marzenia na zostanie Mistrzem Polski maleją z kolejki na kolejkę. Wprawdzie jeśli reszta czołówki punktowałaby lepiej, to Śląsk byłby niżej, niż na czwartej pozycji.

https://twitter.com/_Ekstraklasa_/status/1784272607312744788

Górnik dość wysoko pokonał Łódzki Klub Sportowy, bo aż cztery do jednego. Zabrzanie wykorzystują koszmarną formę reszty zespołów, gdyż sami od kilku kolejek fenomenalnie punktują. Kolejne trzy punkty dopisane do swego dorobku po sobocie umożliwiają im wejście na podium. Ich strata do lidera wynosi pięć punktów, a do wicelidera brakuje im już tylko jednego oczka. Ciężko oszacować, czy Górnicy są w stanie realnie zawalczyć o tytuł, aczkolwiek jeśli podtrzymają taką dyspozycję, to grę w europejskich pucharach mają wręcz zagwarantowaną. W pamięci po tym spotkaniu została bramka Lawrenca Enalliego, która padła w 35. minucie. Niemiec zabawił się z piłką niczym na treningu, a wszystko zwieńczył golem. Nie będzie zaskoczeniem, jeśli zabrzanie zarobią na nim latem całkiem sporą sumę.

https://twitter.com/_Ekstraklasa_/status/1784236070432837936

Dzień zakończyliśmy rywalizacją Widzewa z Rakowem. Z początku mogło się wydawać, że faworytem była drużyna trenera Myśliwca. Czerwona Armia jest jedną z lepszych drużyn ligi na wiosnę, a Medaliki zachowują się jak prawdziwy średniak tabeli. Spotkanie było dość wyrównane. Widzieliśmy w tej kolejce już znacznie ciekawsze mecze, ale tego nie należy określać nudnym. Jedni i drudzy próbowali, natomiast nie zdołali wyjść na prowadzenie w pierwszej połowie. W 81. minucie nagle Koczerhin popisał się uderzeniem. Można je nawet porównać do tego słynnego, które miało miejsce kilka lat temu na Twierdzy Kłodzko. Jednobramkowa przewaga Rakowa utrzymała się do ostatniej sekundy, co poskutkowało wywiezieniem trzech punktów z Serca Łodzi. Dla częstochowian było to pierwsze zwycięstwo od 13 marca.

https://twitter.com/_Ekstraklasa_/status/1784310788267585907

Grad goli, zwycięstwo Legii i bezbramkowy remis w Poznaniu

Niedziela, podobnie jak sobota nie zawiodła. Przywitaliśmy ją siedmioma golami, które padły na stadionie w Radomiu. Meczyk do rosołku pomiędzy Radomiakiem a Zagłębiem zamienił się w prawdziwe meczycho. Pierwsza połowa w pełni należała do Miedzowych, bowiem podczas zejścia piłkarzy do szatni, na tablicy widniał wynik 3:0 dla podopiecznych trenera Fornalika. Zieloni na pierwsze trafienie czekali do 51. minuty. Po bramce Vagnera Diasa natomiast nie musieliśmy czekać na odpowiedź gości zbyt wiele czasu. Dwie minuty później Zagłębie strzeliło swojego czwartego gola. Nadzieja na zgarnięcie punktu przez Radomiak wróciła, ale za późno. Najpierw do siatki trafił Grzesik, a następnie Abramowicz. Końcowy gwizdek wybrzmiał przy rezultacie 4:3 dla lubinian. Emocji absolutnie nie zabrakło.

https://twitter.com/_Ekstraklasa_/status/1784558929432769022

W pierwszych dwóch starciach jako szkoleniowiec Legii, Goncalo Feio dwukrotnie zremisował. Trzech punktów doczekał się w Mielcu, pokonując Stal wynikiem 3:1. Zawodnicy do szatni schodzili na przerwę przy remisie. Choć Wojskowi jako pierwsi zdobyli bramkę, to do wyrównania doprowadził Szkurin. Później prowadzenie Legii przywrócił Kapustka, a podwyższył je Maciej Rosołek wykorzystując rzut karny w doliczonym czasie drugiej połowy. To zwycięstwo sprawia, iż w Warszawie wciąż jest spora szansa na grę w pucharach. Obecnie ich dorobek wynosi 50 punktów, zaś będący wiceliderem Lech posiada 52 oczka. Różnica jest więc bardzo mała, zwłaszcza, że podopieczni Goncalo Feio plasują się na piątej lokacie w Ekstraklasie.

https://twitter.com/_Ekstraklasa_/status/1784598544365625481

Pojedynek Lecha z Cracovią był jedynym, w którym nie padła żadna bramka. Kolejorz podobno miał plan na to spotkanie, aczkolwiek wygląda na to, że jedyne co gospodarze chcieli zrobić, to pogorszyć resztę dnia wszystkim, którzy ten mecz obejrzeli na żywo. Frekwencja tego dnia w Poznaniu była bowiem godna pochwały, gdyż na trybunach zasiadło ponad 40 tysięcy widzów. Aż dziwi, że Lech prezentując taki futbol wciąż utrzymuje się na podium. Wszędzie padło już wystarczająco słów dosadnie opisujących postawę Kolejorza w rundzie wiosennej. Jeżeli planem na walczącą obecnie o utrzymanie Cracovię – jest gra na remis, to zwyczajnie widać, że potrzebne jest w Poznaniu sporo zmian. Samo spotkanie nie porywało. 0:0, które równie dobrze można puścić w piątek o osiemnastej lub w poniedziałek.

https://twitter.com/_Ekstraklasa_/status/1784635485664444729

Powiedzą, że młody i głupi. I zapewne mają racje, ale co go cechuje, to spore ambicje. Za życiowy cel obrał sobie zostać dziennikarzem i tego się trzyma. Po co komu wielkie mecze w Lidze Mistrzów, skoro można obejrzeć poniedziałkowe partidazo między Puszczą a Radomiakiem? Ponadto dzieciak z Gdańska, więc dużo tekstów jego autorstwa dotyczy miejscowej Lechii.

Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz więcej Ekstraklasa