Obserwuj nas

Rozgrywki

Pierwszy egzamin oblany

Analizując terminarz Lecha, można było zauważyć, że przed nim kluczowe spotkania. Spotkania, które nie rozstrzygają jeszcze o mistrzostwie, ale dadzą komfort punktowy i przewagę psychiczną nad rywalami. Można nawet powiedzieć, że drużynę Macieja Skorży czeka sesja egzaminacyjna, znienawidzona przez studentów. Pierwszym egzaminatorem została Lechia, która wygrała 1:0 i pokazała, że bez nauki i poprawy nie uda się zdać. Przed Lechem jeszcze spotkania z Pogonią w Szczecinie i z Rakowem u siebie. Pomiędzy tymi spotkaniami, piłkarzy czeka wyjazd do Zabrza na ćwierćfinał Pucharu Polski.

Przewaga w pierwszej połowie

Tak można podsumować pierwszą część gry, bo przewaga była. Lech do pewnego momentu naciskał i przeważał, ale nie było dobrych sytuacji do strzelenia gola. Lechia głównie patrzyła na to, co robi rywal. Najlepszą okazję do zdobycia gola i objęcia prowadzenia Lech miał w 10 minucie., kiedy po dośrodkowaniu z rzutu rożnego, Satka strzelił głową w poprzeczkę, a potem z bliska niecelnie dobijał Milić.

Przewaga w posiadaniu piłki była, w liczbie strzałów też, ale na tablicy wyników widniało 0:0. Kolejne takie spotkanie, gdzie piłkarze Lecha neutralizują ofensywę przeciwnika, ale sami są też bezproduktywni.

Znowu stały fragment

Zdecydowanie więcej emocji było w drugiej połowie. Nawałnica Lecha Poznań trwała w najlepsze, ale po zmianach, jakich dokonał trener Tomasz Kaczmarek, Lechia zaczęła się rozkręcać. 

W 71. minucie Lech w końcu trafił do bramki. Dawid Kownacki podciął futbolówkę nad Kuciakiem, a Kamiński głową umieścił piłkę w siatce gospodarzy. Radość nie trwała długo, bo VAR zabrał się do pracy. Okazało się, że Kownacki był w tej sytuacji na spalonym i gol nie został uznany. Niewykorzystane sytuacje lubią się mścić i przeczuwałem, że tak może być i tym razem. Tym bardziej, że Lech dużo razy tracił punkty w końcówce i po optycznej przewadze. Cztery minuty przed końcem regulaminowego czasu Filip Koperski dobił piłkę z bliskiej odległości po dośrodkowaniu z narożnika boiska. Defensorzy Lecha stali jak wryci. Ostatni raz miało to miejsce, niech pomyślę, z Cracovią na starcie rundy wiosennej.

Poznańskie demony

Ten mecz można podsumować trzy razy „znowu”. Znowu strata punktów, znowu gol w końcówce i znowu po stałym fragmencie gry. Widać, że póki co zawodnicy nie wyciągają wniosków z poprzednich spotkań, a może być to kluczowy aspekt w dalszej walce o mistrzostwo. Kibice mogą czuć spore rozczarowanie, ale sami piłkarze też, bo przy lepszej skuteczności ta bramka byłaby co najwyżej na wagę remisu. Lech oddał siedem celnych strzałów, Lechia siedem strzałów w ogóle. Statystyki oddają obraz tego spotkania, ale nikt jeszcze nie rozdaje punktów za statystyki i niezłą grę bez konkretów.

Czy Lechia wygrała zasłużenie? Trudno stwierdzić, ale wydaje mi się, że Lech sam jest sobie winien, a wynik to konsekwencja braku skuteczności i momentu dekoncentracji w końcówce meczu. Nowym liderem Ekstraklasy została Pogoń Szczecin, co daje jej przewagę psychologiczną przed bezpośrednim starciem obu ekip. Natomiast Lech zamiast powiększać przewagę, to w trzy spotkania roztrwonił bufor ochronny w postaci 4 punktów.

1 Comment

1 Comments

  1. Pingback: Szczecin miastem lidera #MinąłWeekend - 22. kolejka | WATCH EKSTRAKLASA

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Advertisement

Musisz zobaczyć

Zobacz więcej Rozgrywki