Obserwuj nas

Minął weekend

Twierdze w Radomiu i Płocku upadły #MinąłWeekend – 21. kolejka

Warta zdobyła Warszawę, Lech rozniósł Bruk-Bet, w Łęcznej grali na śniegu, a Radomiak i Wisła Płock przegrały po raz pierwszy u siebie – to wszystko wydarzyło się w 21. kolejce Ekstraklasy.

Mecz kolejki

Poznańska lokomotywa rozjechała Słonie z Niecieczy

Lech Poznań 5:0 Bruk-Bet Termalica Nieciecza

Zdecydowanym faworytem tego spotkania był Kolejorz. Ponadto Lech chciał pokazać, że trzy gole stracone z Cracovią były tylko wypadkiem przy pracy. Bruk-Bet, będący czerwoną latarnią Ekstraklasy, chciał sprawić niespodziankę i wywalczyć w Poznaniu chociażby punkt.

O dziwo Bruk-Bet nie cofnął się, a nawet w 13. minucie goście przeprowadzili ciekawą akcję. Po szybkim kontrataku Mateusz Grzybek dośrodkował wprost na głowę Adama Radwańskiego, Jednakże Radwański uderzył niecelnie. To rozwścieczyło gospodarzy, którzy ruszyli do ataku. Ataki te przyniosły skutek w postaci gola. W 18. minucie bramkę zdobył Mikael Ishak. Szwed wykorzystał znakomite podanie, debiutującego w Lechu, Kristoffera Velde. Dziewięć minut później było już 2:0. Dani Ramirez chciał minąć za jednym razem dwóch obrońców Termaliki. Nie udało się to Hiszpanowi. Obrońców minęła za to piłka, do której dopadł Jakub Kamiński, a on dopełnił już formalności.

Po drugim trafieniu Kolejorz wszedł na swój poziom i co chwila gorąco było pod bramką gości. Bruk-Bet po stracie goli otrząsnął się dopiero w 36. minucie . Wtedy to, Piotr Wlazło fantastycznie podał do Grzybka. Grzybek nieźle przyjął, nawinął Pedro Rebocho i… nie trafił w piłkę. Cztery minuty później ponownie w dobrej sytuacji znalazł się Grzybek. Tym razem trafił w piłkę, ale z jego strzałem poradził sobie FIlip Bednarek. Niewykorzystane akcje gości zemściły się w 44. minucie. Gola strzelił Dani Ramirez.

„Kownaś” powrócił z golem

Kolejorz nie zwalniał tempa również po przerwie. W 48. minucie z ostrego konta uderzał Dawid Kownacki. Tomasz Loska odbił piłkę na rzut rożny. W 55. minucie piłka zatrzepotała w siatce Bruk-Betu po raz czwarty. Po rzucie wolnym Kamiński idealnie podał do Bartosza Salomona, który zdobył bramkę z najbliższej odległości. Blisko piątego gola gospodarze byli w 72. minucie. Najpierw dobrą interwencję zaliczył Loska, a po chwili piłka po uderzeniu Kownackiego wyszła na rzut rożny. Dwie minuty później szansę na dublet miał Salamon. Jednakże piłkę po jego uderzeniu, niemalże z linii bramkowej, wybił Wlazło. Kolejorz w końcu zdobył piątą bramkę, Dokonali tego w 85. minucie. Joel Pereira znakomicie odnalazł dalekim podanie Adriela Ba Loua. Iworyjczyk chciał skierować piłkę do bramki, ale zamiast tego zaliczył asystę przy golu Kownackiego. Był to ostatni gol w tym meczu.

Lech pokazał swoją moc. Jednakże prawdziwe sprawdziany dopiero przed Lechem. Kolejorza czekają teraz dwa wyjazdy. Zespół z Poznania zmierzy się kolejno z Lechią i Pogonią. Za to przed Bruk-Betem heroiczna walka o ligowy byt.

Śnieżny remis

Górnik Łęczna 1:1 Śląsk Wrocław

Górnik przystąpił do tego spotkania bez dwóch filarów. Bartosz Śpiączka pauzował za kartki, a Macieja Gostomskiego wyeliminowała choroba. Mimo tego trener Kiereś miał powody do zadowolenia. Mecz ze Śląskiem był 100 w którym poprowadził klub z Łęcznej. Przez ten czas potrafił wywalczyć dwa awanse.

Mecz był rozgrywany w iście zimowej atmosferze, co wpłynęło na sposób gry obu drużyn. Piłka zatrzymywała się w śniegu i trudno było przeprowadzić akcję po ziemi. Pierwszy strzał w tym meczu na śniegu oddał Marcel Zylla. Piłkarz Śląska ładnie przyjął, ale uderzył wysoko nad bramką. W pierwszych minutach to goście przeważali. Wrocławianie próbowali tworzyć składne akcje, ale wyraźnie utrudniała im to pogoda. W 14. minucie, po piłkarskim bilardzie w polu karnym Górnika, strzał oddał Mark Tamas. Piłka po jego uderzeniu przeleciała nad poprzeczką. Składną akcję Śląsk przeprowadził w 20. minucie. Patryk Janasik wymienił się podaniami z Fabianem Piaseckim. Jednak strzał tego pierwszego zdołał obronić, debiutujący w Ekstraklasie, Adrian Kostrzewski. Po chwili odpowiedzieć mógł Górnik, Jason Lokilo zagrał wprost na głowę Przemysława Banaszak, lecz dobrą interwencją popisał się Michał Szromnik. W 31. minucie na strzał zza pola karnego zdecydował się Zylla, ale był on za słaby żeby zaskoczyć Kostrzewskiego.

Śląsk blisko gola był w 40. minucie. Z dystansu uderzył Waldemar Sobota. Piłka odbiła się od Szymona Drewniak i nabrała takiej rotacji, że o mało nie wpadła do bramki. W 43. minucie cieszyli się za to Górnicy. Dośrodkowanie Lokilo na gola zamienił Sehij Krykun.

Dobrze, do czasu

Górnicy mogli świetnie wejść w drugą połowę. Ładnie zza pola karnego uderzył Lokilo. Jednakże świetną interwencję zaliczył Szromnik. W 66. minucie strzałem z bocznej strefy Szromnika chciał zaskoczyć Damian Gąska. Były zawodnika Radomiaka był blisko szczęścia, ale piłka minęła słupek. Zielono-Czarni radzili sobie całkiem dobrze. Niestety do czasu. W 71. minucie drugą żółtą i w konsekwencji czerwoną kartkę dostał Kryspin Szcześniak. Śląsk grając o jednego zawodnika więcej zaczął przeważać, co w końcu skończyło się wyrównaniem. W 78. minucie Robert Pich podał do Adriana Łyszczarza. Łyszczarz minął dwóch zawodników Górnika, wpadł w pole karne i zdobył bramkę. Gospodarze po chwili znów mogli być na prowadzeniu. Na bramkę Śląska strzelali Przemysław Banaszak i Michał Mak. Uderzenie pierwszego obronił bramkarz, zaś Mak uderzył obok bramki. Wrocławianie szansę na wywiezienie trzech punktów mieli w doliczonym czasie gry. Lecz dwie fantastyczne interwencje zaliczył Adrian Kostrzewski.

Choć na boisku bardziej można było jeździć na nartach niż grać w piłkę, to obie drużyny stworzyły na prawdę ciekawe widowisko. Na pochwałę na pewno zasługuje Adrian Kostrzewski, który, jak powiedział w pomeczowym wywiadzie, o tym, że wystąpi dowiedział się kilka godzin przed meczem. „Adi” godnie zastąpił Macieja Gostomskiego i w końcówce wybronił Górnikowi jeden punkt.

Nawet Stal osłabiona Wisłę pokona

Wisła Kraków 0:1 Stal Mielec

Stal już tydzień temu grała bez typowego napastnika. Wtedy na szpicy zagrał Mateusz Mak. Niestety z powodu zapalenia mięśnia sercowego w najbliższych tygodniach nie pomoże swojej drużynie. Trener Adam Majewski musiał wdrożyć plan „C” i na pozycji napastnika wystawił Maksymiliana Sitka.

Pierwszy strzał w tym spotkaniu oddali gospodarze. Bezpośrednio z rzutu wolnego uderzył Dor Hugi, ale był to strzał niecelny. Na odpowiedź Stali trzeba było czekać do 11. minuty.  Maciej Domański podał do Grzegorza Tomasiewicza, który zdecydował się na strzał zza pola karnego. Jan Biegański sparował piłkę na rzut rożny. Właśnie po tym stałym fragmencie drużyna z Mielca cieszyła się z trafienia.  Domański dośrodkował z narożnika, Marcin Flis przedłużył tę centrę, a gola strzelił Tomasiewicz. Wisła w pierwszej połowie była „bezzębna” w ataku, a w obronie zostawiała za dużo miejsca zawodnikom ofensywnym gości. W efekcie to stal schodziła do szatni prowadząc. Po przerwie Biała Gwiazda się ożywiła, ale to Stal była bliżej gola. W 54. minucie mocny strzał Krystiana Getingera obronił Biegański. Goście zdołali dowieźć zwycięstwo do końca.

Postawa Białej Gwiazdy wołała o pomstę do nieba. Wisła grała bez pomysłu i oddała tylko jeden celny strzał. Stal grała mądrze i zasłużenie wygrała. Po tej porażce z Wisły zwolniony został Adrian Gula. Jego miejsce zajął Jerzy Brzęczek.

„Nie sztuką jest przeczekać burzę…”

Radomiak Radom 0:1 Raków Częstochowa

Do niepokonanego na własnym boisku Radomiaka przyjechał walczący o najwyższe cele Raków. Radomianie chcieli obronić swoją twierdzę i powrócić na zwycięską ścieżkę, a drużyna z Częstochowy chciała wygrać drugi mecz w tym roku.

Spotkanie rozpoczęło się fantastycznie dla przyjezdnych. Zawodnicy Radomiaka nie zdążyli nawet kopnąć piłki, a już przegrywali. Ben Lederman minął dwóch zawodników gospodarzy i podał na lewą stronę do Fabio Sturgeona. Portugalczyk dośrodkował w pole karne, ale piłkę wybił Damian Jakubik. Lecz wybił ją wprost po nogi Giannisa Papanikolaou. Grek uderzył z pierwszej piłki i zdobył przepiękną bramkę. Była trzynasta sekunda spotkania. Radomianie w pierwszych minutach wyraźnie nie mogli otrząsnąć się po stracie gola. W 7. minucie Fran Tudor znakomicie podał do Vladislavsa Gutkovskisa, ale jego strzał został zablokowany. Minutę później Sturgeon dośrodkował z rzutu rożnego wprost na głowę Tomasa Petraska. Kapitan Rakowa mógł cieszyć się z gola, lecz piłkę z linii bramkowej wybił Thabo Cele. W 20. minucie szansę na gola miał Lederman. Jednakże jego strzał wybronił Filip Majchrowicz.

Po przerwie to Radomiak przeważał, ale podopieczni Dariusza Banasika nie potrafili stworzyć wielu klarownych akcji. W 54. minucie głową obok bramki uderzył Maurides, a sześć minut później z dystansu próbował Karol Angielski. Piłka po jego strzale również minęła światło bramki. W 63. minucie szansę na podwyższenie prowadzenia mieli przyjezdni. Majchrowicz popełnił fatalny błąd, ale nie wykorzystał go Tudor. Częstochowianie ostatecznie dowieźli skromne prowadzenie do końca i trzy punkty zabrali do Częstochowy.

Dawid Abramowicz w przerwie meczu zapytany o gola straconego przez Radomiaka w trzynastej sekundzie powiedział: „Nie sztuką jest przeczekać burzę, tylko nauczyć się tańczyć w deszczu”. Ten „taniec w deszczu” trochę nie wyszedł Radomiakowi, który traci do Rakowa już pięć punktów.

Najważniejsze co w sieci

Górnik Zabrze – Jagiellonia Białystok

Przez pierwsze minuty mecz toczył się w spokojnym tempie. Na pierwszą ciekawą akcję którejkolwiek z drużyn trzeba było czekać do 25. minuty. Fedor Cernych wypracował sobie dobrą okazję i uderzył z 16. metra. Czujny w bramce Górnika był jednak Daniel Bielica. Na odpowiedź gospodarzy czekaliśmy cztery. W 29. minucie Bartosz Nowak wpadł w pole karne i wystawił piłkę Lukasowi Podolskiemu, ale z jego strzałem poradził sobie Zlatan Alomerović. W 35. minucie Górnik już prowadził. Nowak przerzucił piłkę do Roberta Dadoka. Dadok wystawił ją Piotrowi Krawczykowi, a napastnik trafił z najbliższej odległości. Jaga chciała szybko wyrównać. Jednakże dobrego podania Bartłomieja Wdowika nie wykorzystał Andrzej Trubeha.

Po przerwie ciekawiej

W przerwie trener gości – Piotr Nowak – przeprowadził dwie zmiany, które miały ożywić grę. Na boisko weszli Bojan Nastić i Oliwier Wojciechowski. Kilka minut po wznowieniu gry na uderzenie z dystansu pokusił się Przemysław Mystkowski. Bielica odpił piłkę do boku. DO futbolówki dopadł Cernych, ale bramkarz Górnika zdołał wstać i obronić strzał Litwina. W 57. minucie zza pola karnego uderzył Alasana Manneh. Piłka trafiła tylko w słupek i Górnik nadal prowadził tylko 1:0. Dwie minuty później strzał z rzutu wolnego oddał Lukas Podolski. Tylko dobra interwencja Alomerovicia uchroniła Jagę od straty drugiego gola.

Dwie niewykorzystane akcje zabrzan zemściły się w 66. minucie. Karol Struski dośrodkował idealnie na głowę Bogdana Tiru, który zgrał ją do Tomasa Prikryla. Prikryl przyjął piłkę i umieścił ją w bramce. W 76. minucie bardzo blisko gola był Górnik. Manneh znakomicie podał do Nowaka, ten przelobował bramkarza, ale piłkę w ostatniej chwili wybił sprzed bramki Michał Pazdan. W 85. minucie zakotłowało się pod bramką gości. Ostatecznie zewnętrzną częścią buta uderzył Podolski, lecz jego strzał obronił Alomerović. Cztery minuty później zabrzanie wyszli z błyskawiczną kontrą. Podolski przedarł się prawą stroną i wystawił piłkę Dariuszowi Stalmachowi, ale młodzieżowiec nie zdołał oddać strzału. Górnik przycisnął w końcówce, ale to Jagiellonia zdobyła bramkę. Piłkę w pole karne wgrał Prykryl, a pięknego gola strzelił Struski.

https://twitter.com/KubaSeweryn/status/1493298730845495297?s=20&t=G2qMOC8PPW0opVNCx3iqrA

Górnik może żałować, że w Zabrzu nie został chociażby punkt. Zabrzanie oddali więcej strzałów, ale byli po prostu nieskuteczni. Jaga, dzięki temu zwycięstwu odskoczyła od strefy spadkowej na siedem punktów.

Obiecujący początek Pasów

Cracovia 2:0 Lechia Gdańsk

Pasy, jak i biało-zieloni udanie weszli w nowy rok. Lechia na własnym stadionie pokonała pewnie Śląsk Wrocław. Natomiast podopieczni Jacka Zielińskiego na własnym stadionie zremisowali wysoko 3:3 z liderem ligowej tabeli Lechem Poznań. Obie ekipy chciały udowodnić, że pierwsze mecze w nowym roku w ich wykonaniu nie były dziełem przypadku.

Jako pierwsi dogodną sytuację do strzelenia bramki wywalczyła Cracovia po błędzie Dusana Kuciaka. Na szczęście słowackiego bramkarza uratował Michał Nalepa, który wybronił piłkę uderzoną przez Michała Rakoczego. Z kolei po stronie gości na pochwałę zasłużył Ilkay Durmus, który trafił w poprzeczkę. Futbolówka  nie chciała znaleźć drogi do bramki po żadnej ze stron. Dlatego po pierwszej połowie ciężko było wskazać drużynę, która zdominowałaby przeciwnika. Początkowo przewaga widoczna była po stronie Lechii, ale wraz z upływem czasu, to gospodarze dochodzili do głosu.

W drugiej części gry obraz spotkania uległ zdecydowanej zmianie. Pasy nie pozostawiły złudzeń, kto tu chce zgarnąć komplet punktów. Początkowo zepchnęli przyjezdnych do defensywy, Na efekty tej gry trzeba było poczekać do 69. minuty. Cracovia wykorzystała błąd w rozegraniu Jarosława Kubickiego. Szybką kontrę wykończył Michał Rakoczy. Dla 19-latka jest to 3. bramka w sezonie, a 2. w tym roku kalendarzowym.  Lechia nie potrafiła się przeciwstawić naporowi Pasów. Świadczy o tym fakt, że w drugiej odsłonie gry przyjezdni nie uderzyli ani razu celnie na bramkę. Cracovia w ostatniej akcji meczu po rzucie rożnym ustaliła wynik spotkania na 2:0 po golu Cornela Rapy.

Tym samym gospodarze zrewanżowali się gościom za porażkę poniesioną w rundzie jesiennej w Gdańsku 3:0. Cracovia może być zadowolona z wyników osiąganych po przerwie zimowej. Także krakowskich kibiców ucieszyła informacja o pozyskaniu Yevgena Konoplyanki 86-krotnego reprezentanta Ukrainy. Do debiutu 32-latka może dojść już w najbliższym spotkaniu z Jagiellonią Białystok.

Twierdza zdobyta

Wisła Płock 0:2 Piast Gliwice

Płocczanie zawdzięczają miejsce w środkowej części tabeli, dzięki temu, że byli niepokonani na własnym stadionie. Na wyjazdach tak rewelacyjnie nie jest. Do tej pory zgarnęli tylko 4 punkty na obcym terenie. Nafciarze za wszelką cenę musieli ponownie bronić przewagi swojej twierdzy, która po przerwie zimowej rośnie w oczach. Budowa kolejnych części obiektu zdaje się umacniać płocką twierdzę. Jednak Piast starał się zrobić wszystko, aby naruszyć fundamenty budowanego stadionu. Gliwiczanie w przerwie zimowej zwiększyli siłę rażenia w formacji ofensywnej, pozyskując Kamila Wilczka.

Przyjezdni nie mogli wyobrazić sobie lepszego początku. Piast wywalczył rzut karny. Jednak nie potrafił wykorzystać go Damian Kądzior. Strzał Polaka był na tyle nieprecyzyjny, że bez większych problemów z tym uderzeniem poradził sobie Krzysztof Kamiński. Drużyna Waldemara Fornalika wywierała ciągłą presję na zawodnikach gospodarzy. Nafciarze nie znaleźli żadnego sposobu na odgryzienie się rywalom. Na ich szczęście goście nie byli w stanie udokumentować przewagi golem.

W drugiej części gry Wisła częściej wychodziła z własnej połowy, ale nie przyniosło to oczekiwanych efektów. Za to Piast w końcu znalazł sposób na pokonanie Krzysztofa Kamińskiego. W 64. minucie po silnym strzale Michała Chrapka piłka odbiła się od poprzeczki, wpadła wprost pod nogi Martina Konczkowskiego, który wpakował futbolówkę do siatki. Cztery minuty później premierową bramkę po powrocie do Piasta zdobył Kamil Wilczek. Piast kontrolował przebieg meczu do końca spotkania, a Wisła była bezradna w swoich poczynaniach.

Tak też po 10 meczach (8 zwycięstw, 2 remisy) upadła płocka twierdza. Dokonała tego drużyna z Gliwic pod dowództwem Waldemara Fornalika. Tym samym gliwiczanie uciekli od strefy spadkowej, która była już całkiem blisko.

Nowy zawodnik zapewnia komplet punktów

Pogoń Szczecin 2:1 Zagłębie Lubin

Miedziowi w minorowych nastrojach pojechali do Szczecina. Podopieczni Piotra Stokowca przegrali ostatnie trzy mecze, w poprzedniej kolejce ulegli Legii, kolejna strata punktów mogła skutkować pojawieniem się lubinian w strefie spadkowej. Na przeciwnym biegunie są Portowcy, którzy są niepokonani od dziewięciu spotkań.  Dla nich zwycięstwo nad słabo spisującym się Zagłębiem było obowiązkiem, aby wciąż deptać po nogach liderowi z Poznania.

Spotkanie rozpoczęło się obiecująco dla szczecinian. Luka Zahovic skorzystał z prostopadłego podania Mariusza Malca i wykończył akcję, posyłając piłkę przy narożniku bramki rywali. Kiedy spojrzy się na statystyki posiadania piłki, to można pomyśleć o wyrównanej grze z obu stron. Jednak w rzeczywistości to Portowcy wywierali nacisk na rywali. Natomiast po stracie piłki szybko stawali do pressingu. Efektem tego było utrzymanie prowadzenia do przerwy.

Druga odsłona była nerwowa w wykonaniu gospodarzy. Przyjezdnym dali więcej przestrzeni w rozgrywaniu piłki, czym samym ściągali na siebie kłopoty. W 58. minucie Patryk Szysz wykorzystał zagubienie szczecińskiej defensywy i główką strzelił wyrównującego gola. Przy straconej bramce źle zachował się Dante Stipica, który nie zdążył przeciąć piłki, kiedy ta szybowała jeszcze w powietrzu. Pogoń zerwała się do ataków. Jednak Miedziowi byli lepiej zorganizowani w obronie, przez co o kolejne bramki było o wiele trudniej. Dlatego szczecinianom potrzeba było jakiegoś efektownego, zaskakującego strzału. Taki oddał zmiennik Vahan Bichakhchyan, nowy nabytek Pogoni, z którym w Szczecinie wiążą ogromne nadzieje. Ormianin przymierzył mocnym strzałem z lewej nogi tuż przy słupku Dominka Hładuna. Dotychczas 22-latek w barwach Pogoni kończy każdy meczu ligowy lub sparingowy ze zdobytą bramką

https://twitter.com/CANALPLUS_SPORT/status/1492894258000543745?s=20&t=WerC3wMGDyX2WNXIfYNMFg

Portowcy nie oddali prowadzenia do końca spotkania. Mimo chwilowych trudności zgarniają komplet punktów i pozostają na drugim miejscu w ligowej tabeli. Zagłębie po wygranej Warty Poznań i remisie Górnika Łęczna ląduje w strefie spadkowej.

Walka o wyjście ze strefy spadkowej

Legia Warszawa 0:1 Warta Poznań

W rundzie jesiennej Warta była jednym z nielicznych zespołów w ekstraklasie, które Legia Warszawa była w stanie pokonać. Dlatego w tak trudnym momencie, w jakim obecnie znajduje się Legia, mecz z poznaniakami mógł dać wiarę warszawianom na przedłużenie passy wygranych meczów do dwóch spotkań. Natomiast przyjezdni nie zamierzali odpuszczać. Również zielono-biali zdają sobie sprawę z tego, w jakim trudnym położeniu się znaleźli. Dlatego nie zamierzali łatwo odpuszczać faworyzowanym gospodarzom, wiedząc, że wygrana pozwoli wyprzedzić mistrza Polski w ligowej tabeli.

Obie ekipy bały się zaatakować. Dlatego widowisko dla kibiców było marnej jakości. Wszystko zmieniło się w 23. minucie, kiedy to Adam Zrelak podał do Dawida Szymonowicza. 26-latek kopnął piłkę w światło bramki Artura Boruca i po chwili mógł się cieszyć z debiutanckiego gola w barwach Warty. Dawid przyczynił się do jeszcze innego ważnego wydarzenia w meczu, ale o tym za chwilę. Po straconej bramce Legia nie była w stanie zdominować rywala. Ponownie problem pojawiał się z rozgrywaniem piłki. Wszystko toczyło się w wolnym tempie, bez żadnego przyspieszającego podania, które mogłoby zgubić formację defensywną przyjezdnych.

Warta korzystała ze zdobytej przewagi i czyhała na kolejne błędy rywali. Jednak szanse na odwrócenie przebiegu spotkania w 72. minucie spadły diametralnie. Chwilę wcześniej Artur Boruc przed podaniem piłki do swojego zawodnika z drużyny, odepchnął Dawida Szymonowicza, przewracając go na murawę. Arbiter Łukasz Kuźma po analizie z wozem VAR ukarał bramkarza Legii czerwoną kartką. Zachowanie Artura Boruca idealnie obrazuje irytację, jaka narasta u piłkarzy Legii.

Warta nie dała sobie wydrzeć zwycięstwa, dzięki czemu opuszcza strefę spadkową, nadal pozostawiając tam Legię. Kiedy mogło się wydawać, że ubiegłotygodniowe zwycięstwo Legii nad Miedziowymi daje nowe pozytywne otwarcie warszawianom, tak spotkanie z Wartą sprowadza ich do punktu wyjścia. Czy nie długo to „wyjście” będzie oznaczać opuszczenie ekstraklasy? Jeszcze jesienią wydawało się to czystą abstrakcją, która teraz powoli nabiera realnych kształtów.

 

Następna kolejka

GospodarzeGoście
Lech PoznańZagłębie Lubin
Piast GliwiceRadomiak Radom
Legia WarszawaCracovia
Górnik ŁęcznaJagiellonia Białystok
Śląsk WrocławGórnik Zabrze
Wisła PłockStal Mielec
Wisła KrakówWarta Poznań
Pogoń SzczecinBruk-Bet Termalica Nieciecza
Raków CzęstochowaLechia Gdańsk

Mecz kolejki: Lechia Gdańsk – Lech Poznań

Lechia jeżeli marzy o podium, to musi pokonać Lecha. Jednakże dla Kolejorza liczy się tylko zwycięstwo i pozostanie liderem.

 

Autorzy:

Mateusz Bartoszek

Mateusz Adamczyk

Pasjonat polskiego sportu, zwłaszcza piłkarskiej Ekstraklasy.

Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz więcej Minął weekend