
– Co to w ogóle za klub? Wychodzimy i walimy ich 5:0 – tak Piotr Nowak miał rzekomo motywować piłkarzy Jagiellonii, gdy ci walczyli o utrzymanie klubu w Ekstraklasie. Swoim nastawieniem oraz całokształtem pracy nie tylko nie potrafił zmobilizować zawodników, ale działał na nich deprymująco. Dlatego nie jest dziwne, że w Białymstoku odetchnęli na wieść o końcu współpracy.
Brak profesjonalizmu
Piotr Nowak drużynę z Białegostoku przejął na przełomie roku, gdy ta zajmowała bezpieczne miejsce w tabeli. Szkoleniowiec nie spełnił oczekiwań klubu, który punktował najgorzej w historii jego gry w Ekstraklasie. Średnia punktów na mecz ledwo przekroczyła punkt i była gorsza od tak krytykowanego na Podlasiu Bogdana Zająca, ale również od Tomasza Hajty, który kariery trenerskiej nie zrobił. Sporo mówiło się również o jego podejściu do codziennej pracy. Do tej pory można było usłyszeć szczątkowe informacje na ten temat. Na światło dzienne wyszło po opublikowanym w niedzielę wywiadzie z Michałem Nalepą.
Michał Nalepa @95Popo wspominał swój pobyt w Jagiellonii Białystok i w mocnych słowach wypowiedział się na temat współpracy z Piotrem Nowakiem. Wyjaśnił też, dlaczego znów zdecydował się na wyjazd do Turcji.
Zapraszam na @sport_tvppl https://t.co/IBjqAPUqAZ
— Maciej (@Rafalski_M) July 3, 2022
Były już piłkarz Jagiellonii (obecnie turecki Sakaryaspor) przybliżył kibicom metody szkoleniowe Nowaka, mówiąc wprost, że z profesjonalizmem nie miały one nic wspólnego. Chodziło głównie o brak szacunku do pracodawców, swoich współpracowników, piłkarzy oraz kibiców. Jak się okazuje, Piotr Nowak rozmawiał jedynie z jednym asystentem, którego sprowadził do Białegostoku. Na treningach chodził wokół boiska i nie przyglądał się prowadzonym zajęciom. Rzekomo nie miał respektu także do rywali. Analiza taktyczna? “Co to w ogóle za klub? Wychodzimy i walimy ich 5:0”, powinno było wystarczyć.
Pozaboiskowe problemy
Michał Nalepa w przytaczanym wywiadzie stwierdził, że Ekstraklasę dla Jagiellonii uratowali inni członkowie sztabu szkoleniowego, czyli Rafał Grzyb, Maciej Patyk oraz Piotr Zinkiewicz. Mimo braku współpracy to oni mieli dawać z siebie absolutne maksimum, aby piłkarze jak najlepiej wypadali w meczu. Jako że piłkarze nie potrafili w zeszłym sezonie grać piłką, niezrozumiałe wydaje się być, że tak mało pracowali nad tym aspektem. A futbolówkę przez pół treningu miał szkoleniowiec, ale pod pachą.
A tak jeszcze z obozu Jagiellonii.
„Teraz ciagle trenujemy z piłką, gry na małej przestrzeni. Nie to co kiedyś, że trener robił pół treningu biegania wokół boiska, a piłka była pod jego pachą”.
„Kiedyś” to wiosna tego roku. Piotr Nowak.
— Samuel Szczygielski (@SamSzczygielski) July 3, 2022
Skąd mogło się wziąć takie, a nie inne nastawienie Piotra Nowaka? Były piłkarz odpowiedzi szuka w problemach niezwiązanych z boiskiem, a mianowicie licznych wizytach szkoleniowca w kasynie. Były trener Lechii szybko jednak odpowiedział piłkarzowi na Twitterze, odpierając ten zarzut. Jakby mało było aferek w polskiej piłce, w przerwie pomiędzy sezonami tutaj również jest ciekawie. Nowak odbija piłeczkę, zarzucając zawodnikowi jego brak zaangażowania na treningach oraz meczach.
Komu wierzyć, a komu nie
W tym momencie należy odpowiedzieć sobie na pytanie, gdzie w tym konflikcie leży prawda. Z jednej strony nie jesteśmy zdziwieni, że Michał Nalepa zdecydował się zdradzić kulisy pracy już po odejściu z Jagiellonii. Z drugiej jednak, piłkarz był jednym z najbardziej krytykowanych w drużynie i jego zaangażowanie doskonale widać było z trybun białostockiego stadionu.
Zanim"dwa dzbany od szklany"zaczną powtarzać jak mantrę:podobno,gdzieś słyszałem,ktoś mi powiedział, krótko i na temat.Nigdy w swoim życiu nie byłem w kasynie,NIGDY.Tyle w tym prawdy co ilość sprintów wykonana przez P. Michała w czasie treningów i meczów czyli..wiecie ile?… cdn
— Piotr Nowak (@realPiotrNowak) July 3, 2022
Potwierdza się jednak to, że z pobytu Piotra Nowaka w Białymstoku będzie można usłyszeć kilka ciekawych historii. Ustawicznie w trakcie minionego sezonu mówiło się o sposobie pracy trenera, na którego głosy narzekania było słychać także za czasów pracy w Lechii. I coś czujemy, że w przypadku żółto-czerwonej drużyny to jeszcze nie koniec.