Obserwuj nas

Rozgrywki

Ostatki w Sercu Łodzi [relacja ze stadionu]

W niedzielne popołudnie sympatycy Widzewa po raz ostatni przed zimową przerwą mogli oglądać swoich ulubieńców przy alei Piłsudskiego w Sercu Łodzi. Z perspektywy gospodarzy było to nie najlepsze zakończenie wspaniałego roku w wykonaniu RTS-u. Radomiak zaskoczył, wygrywając z łodzianami 1:3.

Pokazać lepszą stronę

Przed tygodniem podopieczni Janusza Niedźwiedzia niespodziewanie zostali rozgromieni przez Górników aż 3:0.  Zabrzanie się rozpędzają, co potwierdziło sobotnie spotkanie, kiedy to pokonali Pogoń na ich terenie aż 1:4. Dlatego rzuca to zupełnie nowy cień na poprzednie spotkanie Widzewa. Widać, że przegrana RTS-u nie była przypadkowa. Mimo niekorzystnego rezultatu łodzianie próbowali kontynuować swoją grę. Na konferencji przedmeczowej trener gospodarzy przekonywał, że po porażce w szatni nie było większej nerwowości:

U nas nie polega to na tym, że jeśli wynik jest dobry, to się głaszczemy, a jeśli jest słaby to krzyczymy i opowiadamy, że nagle jest źle. Regularnie wykonujemy dobrą pracę na treningu i to jest najważniejsze.

Radomiak także miał coś do udowodnienia. W poniedziałkowy mglisty wieczór w Radomiu dali się pokonać Warcie Poznań.  Po raz ostatni w Ekstraklasie radomianie zremisowali w lipcu. Od tego momentu grają zero-jedynkowo. Na ostatnich 13 meczów zwyciężyli w sześciu, a przegrali w siedmiu.

Przyjezdni, marząc o zwycięstwie, musieli sforsować silną defensywę Widzewa. Łodzianie w ostatnich czterech spotkaniach u siebie nie stracili bramki. Od dłuższego czasu solidna obrona oparta jest na tych samych nazwiskach. Jednak goście mogli  upatrywać swoich szans w postawie Serafina Szoty, który świetną passę spotkań przerwał w Zabrzu, gdzie wypadł bardzo słabo.

Zmiany w wyjściowych jedenastkach

Na wydarzenia z ostatniej kolejki trener Niedźwiedź zareagował kilkoma roszadami w wyjściowej jedenastce.  Szansę gry dostali zmiennicy, którzy pojawili się w drugiej połowie w Zabrzu. Byli to Karol Danielak, Juliusz Letniowski oraz Mateusz Żyro. Po raz pierwszy w tym sezonie Żyro i Szota zostali zestawieni obok siebie w jednym składzie podczas meczu Ekstraklasy. Jedyny raz, kiedy zagrali w jednym zestawieniu to spotkanie w Pucharze Polski przeciwko KKS-owi Kalisz. Tym razem na ławce musieli pozostać Paweł Zieliński, Mato Milos oraz Dominik Kun. Natomiast w linii ofensywnej nie dokonano żadnych zmian. Radomiaka miało straszyć trio Terpiłowski-Snachez-Pawłowski.

Mariusz Lewandowski wprowadził tylko jedną zmianę. W miejsce Roberto Alvesa powędrował 21-letni wychowanek Radomiaka Jakub Nowakowski, który miał wspierać kolegów w środkowej części boiska.

Przed rozpoczęciem spotkania w Sercu Łodzi uczczono także nadchodzącą 104. rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości. Kibice utworzyli przepiękną kartoniadę, która przedstawiała Polską flagę oraz datę 11 listopada 1918 roku.

Szybkie otwarcie

Od początku radomianie utrzymywali się przy piłce. Efekt przyszedł dość szybko, bo w 2.  minucie goście zaskoczyli defensywę gospodarzy. Egzekutorem Widzewa okazał się Mateusz Grzybek. Jednak na pochwały zasłużył Nascimento, którego prostopadłe podanie przeszyło wszystkie formacje gospodarzy. Grzybek jednym przyjęciem zwiódł obronę rywali i strzelił pierwszego gola w sezonie. Na nieszczęście gospodarzy Żyro oraz Szota nie zdołali na czas pokryć 26-latka. Tym samym gospodarze w Sercu Łodzi stracili bramkę po raz pierwszy od 27 sierpnia, kiedy to Henricha Ravasa pokonał Davo piłkarz Wisły Płock.

https://twitter.com/CANALPLUS_SPORT/status/1589263609867083777?s=20&t=k613exxWnQJ5j4A5MANKqg

Radomiak zyskał to, co chciał. Nie dziwi więc, że goście cofnęli się na własną połowę. Futbolówkę oddali łodzianom i na nich zrzucili odpowiedzialność rozegrania. Jednak RTS nie był w stanie przebić się przez linię defensywną gości. Centry z bocznych sektorów boiska nie znajdowały adresatów w polu karnym. Szybkie kombinacyjne podania były szybko przerywane. To samo działo się z prostopadłymi podaniami, które najczęściej próbował zagrywać Marek Hanousek.

Nie był to najlepszy mecz Czecha. Szczególnie w pierwszej połówce.  Notował wiele zawahań, przez co tempo akcji spadało. W ten sposób ciężej było zaskoczyć obronę Radomiaka. Swojej szansy nie wykorzystał Danielak.  31-latek wypracował sobie kilka razy wolną pozycję. Jednak w kluczowej fazie akcji zabrakło mu podjęcia odpowiednich decyzji. Pakował się w obrońców, zamiast podawać do kolegów.

W 24. minucie Juliusz Letniowski obracając się, zgubił rywala i oddał strzał z dystansu, który dobrze obronił Gabriel Kobylak. Po chwili po rzucie rożnym rozegranym przez Widzew Radomiak wyszedł z kontrą.  Ponownie Nascimento obsłużył kolegę dobrym podaniem, dzięki czemu po rajdzie przez połowę boiska Lisandro Semedo zdobył pierwszą bramkę w sezonie.

Był to dzień przełamań. Zaskakujące, że wydarzyło się to w Sercu Łodzi, gdzie ostatnio Widzewiacy nie tracili bramek. Trzeba przyznać, że Radomiak był niezwykle skrupulatny i z niezwykłą skutecznością wykończył każdą dogodną sytuację.

https://twitter.com/CANALPLUS_SPORT/status/1589269349193293824?s=20&t=k613exxWnQJ5j4A5MANKqg

Z czasem rozwinęli skrzydła

Dopiero od wyniku dwóch goli w plecy Widzew zaczął rozwijać skrzydła. Dalszy przebieg spotkania można opisać tylko jednym słowem: NIESKUTECZNOŚĆ. Co z tego, że do przerwy Widzew oddał 12 strzałów, z czego tylko 4 powędrowały w światło bramki. Bartłomiej Pawłowski próbował wykorzystać swoją silną broń, czyli strzały z dystansu, ale wędrowały one z dala od bramki Radomiaka. Do przerwy obraz gry, jak i wynik się nie zmienił. Łodzianie byli zbyt elektryczni. Często ich przyjęcia nie były dokładne.

Po przerwie Niedźwiedź już nie wypuścił na boisko Danielaka. Jego miejsce zajął Kun. Była to zmiana na plus, ale wciąż brakowało tego błysku, które Dominik potrafił dać swojemu zespołowi w poprzednich meczach.  W 50. minucie w końcu wszystko zagrało w akcji RTS-u. Drogą do sukcesu okazały się dokładne i sprawne podania pomiędzy Szotą, Hanouskiem, Terpiłowskim. Zwłaszcza warto docenić Ernesta, który z pierwszej piłki dograł do Sancheza.

https://twitter.com/CANALPLUS_SPORT/status/1589276932943728640?s=20&t=k613exxWnQJ5j4A5MANKqg

Po tej bramce stadion ożył, zaczął pulsować. Wydawało się kwestią czasu, kiedy to łodzianie będą cieszyć się z kolejnych bramek. Tak jednak się nie stało.

Trener Niedźwiedź na pomeczowej konferencji podkreślał, że każde takie doświadczenie uczy jego zespół, czegoś nowego:

W przerwie dokonaliśmy jednej zmiany, wszedł Dominik Kun, żeby ruszyć wahadło. Dobrze weszliśmy w drugą połowę, dokładnie w taki sposób chcieliśmy. Strzeliliśmy gola na 1:2, ale później zabrakło nam większej liczby bramek. Do tej pory zastanawiam się, jak żadna z tych sytuacji nie wpadła. Mieliśmy ich sporo, więcej niż z Miedzią czy Górnikiem. Takie mecze uczą nas pokory, że nawet mimo takiej dominacji, musimy obejść się smakiem i nie mamy nawet jednego punktu.

Race, dymy, przerwy…

Do 74. minuty przewaga gospodarzy była przytłaczająca. Akcja za akcją, strzał za strzałem, ale na tablicy wyników rezultat się nie zmieniał. Nawałnicę sytuacji bramkowych przerwały dwie przymusowe przerwy między 74. a 84. minutą. Najpierw race odpalili kibice gospodarzy. Dłużni nie byli także sympatycy Radomiaka. Jednak to nie był koniec fajerwerków, gdyż Widzewiacy „popisali” się jeszcze raz „efektowną” oprawą. Dla radomian była to idealna okazja na złapanie oddechu. Goście zapewne mogliby grać, mając w pamięci mgłę, która towarzyszyła im w ostatnim spotkaniu z Wartą. Jak to jest, że przy gęstej mgle gra jest kontynuowana, a przy dymie z rac mecz jest przerywany?

Dwa przymusowe przestoje oraz granie na czas niemalże przez całą drugą połowę przez graczy Radomiaka, skutkowało tym, że arbiter Paweł Raczkowski doliczył aż 14 minut do podstawowego czasu gry. Po wznowieniu Widzew wciąż dominował. Jednak akcje już nie były rozgrywane z takim animuszem, jak to miało miejsce przed przerwą. Pytanie brzmi, czy w tym przypadku kibice nie stanęli na przeszkodzie piłkarzom w doprowadzeniu wyniku do remisu? Pawłowski strzelał bardzo daleko poza światło bramki, Kreuzriegler posłał prostą piłkę w aut. Te błędy składały się na to, że wynik pozostał bez zmian.

https://twitter.com/KamilciakKamila/status/1589282702372765696?s=20&t=fRexF_l_P52_DzSCvA_UvQ

Wszelką nadzieję na odrobienie strat w 1. minucie doliczonego czasu gry pozbawił gospodarzy gol z kontry strzelony przez Luisa Machado. W tej sytuacji warto wrócić się do momentu, w którym Pawłowski próbował wymusić faul. Sędzia nie dał się nabrać, a radomianie wyprowadzili zabójczy kontratak. Niestety, ale takie zachowanie doświadczonego zawodnika nie wystawia mu najlepszej oceny. Do końca spotkania był kwadrans, a tylko jedna bramka straty. Ten błąd praktycznie przekreślił wszystkie szanse na powalczenie o ligowe punkty.

https://twitter.com/CANALPLUS_SPORT/status/1589286959507177475?s=20&t=k613exxWnQJ5j4A5MANKqg

Defensywa i ofensywa do poprawy

Radomiak tak jak Górnik wypunktował wszystkie mankamenty łodzian w defensywie. Goście nie zdobyli bramek po składnych akcjach, tylko najprostszymi środkami. Druga taka porażka może lekko niepokoić. Obecna gra przypomina sytuację RTS-u z początku sezonu, kiedy to Widzewiacy mieli problem z defensywną i mimo dobrej kreacji sytuacji bramkowych razili nieskutecznością. Po stronie gospodarzy warto wyróżnić Letniowskiego oraz Kuna. W głównej mierze to ich podania w pole karne docierały do kolegów z drużyny. Druga sprawa, że oni nie potrafili tego wykorzystać.

Pochwalić należy Mariusza Lewandowskiego, który po słabym występie Gabriela Kobylaka w poprzedniej serii gier, wystawił młodzieżowca w pierwszym składzie na mecz w Sercu Łodzi. W głównej mierze to jego doskonałe interwencje powstrzymały strzały Sancheza, Pawłowskiego, Letniowskiego czy Kreuzrieglera.

Ten mecz potwierdził dobitnie po raz kolejny, że statystyki nie grają. Na koniec liczy się tylko to, kto znalazł więcej skutecznych dróg do siatki przeciwnika.

źródło: flashscore.pl

Aby karnawał nie dobiegł końca

Były to ostatki w Sercu Łodzi. Na kolejne spotkanie sympatykom Widzewa przyjdzie poczekać aż do końca stycznia. Jak ostatki kończą karnawał, tak ten mecz zakończył wspaniałe emocje na stadionie przy Piłsudskiego, które towarzyszył przez cały rok kalendarzowy. Biorąc pod uwagę, że RTS awansował do Ekstraklasy, a na kolejkę przed końcem rundy jesiennej zajmuje miejsce na podium, to trzeba uznać, że mimo drugiej porażki z rzędu, łodzianie mają, co świętować.

Na pewno trener Niedźwiedź jest świadomy popełnionych błędów i wie, że jego podopieczni w trakcie zimy muszą wykonać ciężką i dobrą pracę, aby wiosną mogli zebrać jej plony w postaci ligowych punktów. Wszystko po to, aby okres karnawału nie przemienił się w czas wielotygodniowego postu.

W następnej serii gier łodzianie żądni przełamania pojadą na ostatnie spotkanie do Kielc. Natomiast u siebie Radomiak podejmie Pogoń Szczecin.

1 Comment

1 Comments

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Advertisement

Musisz zobaczyć

Zobacz więcej Rozgrywki