Obserwuj nas

Legia Warszawa

Udany last dance na Łazienkowskiej [KOMENTARZ ZE STADIONU]

Udane ostatki przy Łazienkowskiej. Legia Warszawa w swoim ostatnim meczu domowym mierzyła się z Lechią Gdańsk, która powoli wędruje w górę tabeli. Po sensacyjnym zwycięstwie ze Stalą Mielec chcieli napsuć krwi również Legii, która jest niepokonana na własnym stadionie. I prawie im się to udało. No właśnie prawie, bo imprezę urodzinową Artura Jędrzejczyka i Kacpra Tobiasza uratował Yuri Ribeiro. Legia Warszawa kończy rok kalendarzowy zwycięstwem przy Łazienkowskiej, a przed nią jeszcze dwa bardzo ważne spotkania przed rozpoczęciem mundialu w Katarze. O tym kto się wyróżniał, co zawiniło przy bramce i kto był architektem tego zwycięstwa.

 

Hiszpańska niespodzianka

Przed meczem z Legią Warszawa na konferencji przedmeczowej trener Kosta Runjaić potwierdził, iż do gry nie nadaje się Artur Jędrzejczyk ze względu na uraz. Jednak pod uwagę brany jest Rafał Augustyniak. Niespodzianką kibiców przed meczem poczęstował Carlitos. Hiszpan na swoim instagramie życzył powodzenia swojej drużynie na relacji. Co oznaczałoby tylko jedno… Napastnika nie ma w kadrze meczowej na piątkowe spotkanie z Lechią Gdańsk.

I tak właśnie się stało. Hiszpana nie było w kadrze meczowej, a jego miejsce w wyjściowym składzie zajął Ernest Muci. Widać wyraźnie, że Albańczyk jest znacznie wyżej w hierarchii niż Blaz Kramer. Słoweniec ani razu nie wystąpił od pierwszej minuty w zespole Kosty Runjaicia. Co jest tego powodem? To już wie tylko i wyłącznie były szkoleniowiec Pogoni Szczecin. Po spotkaniu Niemiec zapytany o zdrowie Carlitosa oraz Jędrzejczyka odpowiedział jednoznacznie:

– Carlitos na ostatnim treningu doznał drobnej kontuzji. Brakowało nam go dzisiaj na boisku. Mam nadzieję, że na ostatni mecz tego zarówno Carlitos, jak i Artur Jędrzejczyk, będą do naszej dyspozycji. – wspomniał po spotkaniu trener Kosta Runjaić.

Wydaje mi się, że trener będzie chciał skorzystać z usług reprezentanta Polski już w meczu pucharowym z Lechią Gdańsk. Natomiast, jeśli chodzi o Carlitosa to jak przekazał Piotr Kamieniecki z TVP Sport, powrót Hiszpana jest uzależniony od tego, aż opuchlizna po mocnym kopnięciu zejdzie.

 

Mały błąd, duże konsekwencje

Spotkanie z Lechią Gdańsk było spotkaniem, które miało zadecydować, czy stadion przy ul. Łazienkowskiej pozostanie niepokonaną twierdzą w rundzie jesiennej. Z minuty na minutę nic nie wskazywało jakoby Lechia Gdańsk miałaby wywieźć pełną pulę punktów. Owszem, goście mieli swoje pojedyncze okazje za sprawą Sezonienki czy Zwolińskiego. Jednak piątkowy solenizant nadal pozostawał bez straty gola. Lechia w fazie defensywnej zmieniała ustawienie na piątką z tyłu za sprawą Tobersa, który cofał się w linię defensywy jako trzeci stoper. Tym samym goście chcieli skupić się na odcięciu bocznych sektorów Legii Warszawa.

https://twitter.com/Fyordung/status/1588627122305880065

Natomiast wahadła Legii Warszawa w piątkowy wieczór pozostawały wiele do życzenia. Może nie chodziło stricte o dochodzenie do sytuacji, gdzie można było przyspieszyć grę dośrodkowaniem w pole karne. Bardziej chodziło o podejmowanie decyzji oraz przede wszystkim o dokładność. Mladenović z Wszołkiem dochodzili do swoich sektorów. Jednak żaden z nich nie oferował mocnych dokładnych wrzutek w pole karne strzeżone przez Dusana Kuciaka przez dłuższy okres. Brakowało również większego zaangażowania ze strony innych zawodników Legii. Bardzo zagubiony był tego dnia Maciej Rosołek, który w drugiej połowie został zmieniony przez Blaza Kramera.

https://twitter.com/_Ekstraklasa_/status/1588637879831793664

Wynik spotkania otworzył Łukasz Zwoliński, który wykorzystał gapiostwo Maika Nawrockiego. Zresztą dużo wcześniej Lindsay Rose zachował się zbyt biernie wobec Conrado, który swobodnie zagrał piłkę do Kałuzińskiego. Dalej już tylko Zwoliński dopełnił wszelkich formalności. Jednym odepchnięciem i zatrzymaniem się w polu karnym Legii Warszawa zgubił młodego Polaka i wpakował piłkę do bramki. Jeden mały błąd zadecydował, że sektor gości wybuchł radością, a Lechia uwierzyła, że może wywieźć z Łazienkowskiej trzy punkty. Jednak później goście ograniczyli się tylko i wyłącznie do obrony własnego pola karnego. Kilka razy zerwali się za sprawą Durmusa, czy Flavio Paixao, ale nie sprawiło to większych problemów zawodnikom gospodarzy.

 

Cecha rozpoznawalna? Konsekwencja.

Jeśli ktoś zapytałby mnie: jaka cecha wyróżnia w tym sezonie Legię Warszawa? To zdecydowanie odpowiedziałbym, że konsekwencja w dążeniu do celu. Nie inaczej było w tym razem. Gospodarze konsekwentnie próbowali dośrodkowywać w pole karne rywali. Lechia Gdańsk tym samym z minuty na minutę zostawiała coraz więcej miejsca w środku boiska. Co było widać doskonale przy wyrównującej bramce Bartosza Kapustki. Wcześniej piłkę z oblężonego bocznego sektora do Josue zagrywał Paweł Wszołek. Portugalczyk miał mnóstwo czasu i miejsca, zanim dobiegli do niego zawodnicy gości. Tym samym mógł wyłożyć piłkę byłemu zawodnikowi Leicester City, który szczęśliwie, bo szczęśliwie pokonał Dusana Kuciaka. Jak mówi popularne przysłowie – „Szczęście, sprzyja lepszym”.

https://twitter.com/CANALPLUS_SPORT/status/1588640984979705857

I nie ma co ukrywać. W tym spotkaniu to Legia Warszawa grała lepiej niż Lechia i zasługiwała na zwycięstwo. Po bramce wyrównującej goście starali się jak mogli, aby wywieźć punkt z trudnego terenu. Jednak na nic zdały się ich starania, ponieważ bramkę dającą pełną pulę Legii stracili właśnie po dośrodkowaniu Filipa Mladenovicia. Pomimo tego, że wcześniejsze próby były bardzo średniej jakości, to właśnie konsekwencja doprowadziła do tego, że Blaz Kramer uderzył głową w kierunku bramki Kuciaka. Słowak odbił piłkę tak, że trafiła ona na głowę wcześniej wprowadzonego Yuriego Ribeiro, który wprowadził w szał radości stadion przy ul. Łazienkowskiej. Trener Kosta Runjaić powiedział, że wprowadzenie Portugalczyka to nie był jego pomysł. Zmianę doradził mu jego asystent.

***

Z bardzo dobrej strony pokazali się Blaz Kramer i Yuri Ribeiro, który zdobył decydującą bramkę. W przerwie dużo konsultowałem się z trenerem Rogiciem, który zasugerował zmiany. Te roszady pomogły nam dziś wygrać, co pokazuje, że zwycięstwo jest zasługą całej grupy ludzi. – powiedział po meczu trener zwycięskiego zespołu Kosta Runjaić.

Legia Warszawa ponownie pierwsza straciła bramkę i zdołała doprowadzić do zwycięstwa w swoim spotkaniu. Wcześniej takie sytuacje miały miejsce z Jagiellonią Białystok czy Miedzią Legnica. To pokazuje zmianę w dobrym kierunku w porównaniu z poprzednim sezonem. Legia gra do końca, a przede wszystkim nie załamuje się mentalnie po stracie bramki. Kiedy Legia traciła w ubiegłym sezonie pierwsza bramkę, to właściwie można było uznać, że zwycięstwa nie odniesie. To się zmieniło, i tu trzeba pochwalić zarówno samych zawodników za wolę walki do samego końca, jak i sztab szkoleniowy za pracę, którą wykonał.

https://twitter.com/Oskar_M04/status/1588646285154095106

 

Przebudzenie Bartosza Kapustki oraz szef Augustyniak

Lechia Gdańsk obronę swojej bramki skoncentrowała głównie na bocznych sektorach. Dlatego Legioniści mieli dużo więcej miejsca w środku pola. O ile Jarosław Kubicki starał się jak mógł zamykać strefy podania oraz kryć krótko najbardziej wysuniętych pomocników Legii. O tyle ta sztuka już nie udawała się tak dobrze Kałuzińskiemu, który na co dzień jest graczem nieco bardziej nastawionym na ofensywę. W piątkowy wieczór na pochwałę zasługuje Bartosz Kapustka, który świetnie znajdywał wolne strefy w środku boiska. Wiedział, kiedy grę przyspieszyć, a kiedy zagrać bezpiecznie do Josue i zrobić miejsce koledze z zespołu. Takiego Kapustkę chcą widzieć kibice z Warszawy. Naprawdę bardzo dobrze ze sobą współpracuje tercet w pomocy Slisz-Kapustka-Josue. Zazwyczaj to Portugalczyk jest tym najbardziej wysuniętym graczem. Jednak bywały takie sytuacje, gdzie to Bartosz Slisz wspiera akcje ofensywne zespołu. Wtedy narodził się już pewien automat, że na jego miejsce wskakuje właśnie MVP piątkowego spotkania.

https://twitter.com/Arek_60/status/1588821597343092738

W moich tekstach, chyba nie było akapitu poświęconego Rafałowi Augustyniakowi. Po absencji w Białymstoku spowodowanej urazem, wrócił i znów zachwycił. Znów był szefem defensywny. Pewnie rozgrywał piłkę i wygrywał niemal każdą piłkę górną piłkę z Łukaszem Zwolińskim. Augustyniak daje to, czego Legii brakowało, czyli spokój i pewność w zagrywanych piłkach. Kosta Runjaić może mieć teraz nie miały orzech do zgryzienia. Augustyniak – widać, że ciągnie go nieco wyżej niż środek obrony, a tam wszyscy prezentują się znakomicie. Ciekawie zapowiada się runda wiosenna w wykonaniu warszawskiego zespołu.

Legia Warszawa w piątek odnotowała właśnie 200 dni od ostatniej porażki przy Łazienkowskiej. Kosta Runjaić wraz ze swoimi piłkarzami ponownie stworzył twierdzę ze swojego stadionu, gdzie drużynom bardzo ciężko się gra nie ze względu tylko na fantastycznych kibiców. Jednak gra się ciężko ze względu na jakość jaką prezentuje Legia w meczach domowych.

***

Na minus zdecydowanie Maciej Rosołek. Nieco zagubiony w duecie z Ernestem Muci. Albańczyk indywidualnie próbował stworzyć sobie sytuację strzelecką. Jednak niezbyt dobrze układała się pomiędzy nimi współpraca. Moim zdaniem swoją szansę od pierwszej minuty powinien dostać Blaz Kramer, który tak jak Yuri Ribeiro, dał naprawdę dobrą zmianę. Napastnik ze Słowenii dobrze szukał sobie miejsca w polu karnym, dzięki czemu bramkę na wagę trzech punktów zdobył Portugalczyk. Był to dopiero trzeci gol strzelony przez Ribeiro w seniorskiej karierze. Wcześniej trafiał dla Nottingham Forest oraz dla Rio Ave.

https://twitter.com/KDabrowski_99/status/1588645160296275968

To było dobre spotkanie w wykonaniu Legii Warszawa. Egzamin zdawał wysoki pressing, przez który Lechia była zmuszona grać długie piłki w kierunku Łukasza Zwolińskiego. Dobrze układała się współpraca środkowych pomocników, a zmiany przeprowadzone przez sztab szkoleniowy przyniosły efekty. Legia jest drużyną konsekwentną, nieco przewidywalną. Jednak najwyraźniej to na gości wystarczyło, aby zdobyć komplet punktów i świętować urodziny Artura Jędrzejczyka oraz Kacpra Tobiasza. Przed byłymi mistrzami Polski drugie starcie z Lechią Gdańsk. Tym razem zmierzą się oni w Fortuna Pucharze Polski, który – nie ma co ukrywać – jest najkrótszą drogą do europejskich pucharów. To był udany „last dance” w 2022 roku na twierdzy przy ul. Łazienkowskiej. Tylko Raków Częstochowa może pochwalić się również niepokonanym zespołem na własnym stadionie w rundzie jesiennej.

 

Oceny w skali 1-10 (wyjściowa 5)

Tobiasz – 6

Wszołek –6

Nawrocki – 6

Augustyniak – 8

Rose – 5

Mladenović – 7

Slisz – 7

Josue – 7

Kapustka – 9 (MVP)

Muci – 5

Rosołek – 3

 

 

Ribeiro – 6

Kramer – 6

Baku – grał zbyt krótko

Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz więcej Legia Warszawa