
Komplet sprzedanych biletów. Znakomita atmosfera na trybunach. ,,Miedziowi” po zwycięstwach z Ruchem i Śląskiem, a Kolejorz uskrzydlony awansem do kolejnej rundy eliminacji Ligi Konferencji oraz także z kompletem wygranych w lidze. Ten mecz miał wszystko, żeby stać się potencjalnym hitem kolejki. Jak było w rzeczywistości? Kto zawiódł, a kto potwierdził swoją dobrą formę? Zapraszam na relację ze starcia Zagłębia z Lechem.
Wyciągnięte wnioski po ostatnich meczach
Trener Fornalik dokonał tylko dwóch zmian względem ostatniego derbowego spotkania we Wrocławiu. Do składu po krótkiej przerwie wrócił Dąbrowski zastępując wypadającego na parę tygodni Poletanovicia. Zmianę mieliśmy również na pozycji ofensywnego pomocnika. Po dobrych wejściach z ławki, pierwszy skład wywalczył Pieńko kosztem nowego nabytku ,,Miedziowych” – Marka Mroza.
W spotkanie lepiej zdecydowanie weszli gospodarze. Lech pomimo wystawienia raczej najmocniejszej jedenastki miał duże problemy zwłaszcza przy kontrach lubinian. Poprawa gry w pierwszej połowie ,,Miedziowych” w porównaniu do dwóch poprzednich meczów była widoczna gołym okiem. Zagłębie było mocno zmotywowane na to by zepchnąć rywala do defensywy już od pierwszej minuty i to po części się udawało. Od mocnego strzału z dystansu w 5. minucie zaczął Kłudka, kilka minut później zatańczył z obrońcami Lecha Tomasz Pieńko, ale drybling zakończył minimalnie niecelnym uderzeniem. Swoje sytuacje miał później Kolejorz, a konkretnie Joel Pereira, który najpierw uderzył z dystansu wysoko nad bramką, a później w polu karnym jego strzał zbił na rzut rożny Weirauch.
Jednakże przewaga wciąż należała do Lubinian. Pod koniec pierwszej połowy gospodarze zasłużenie objęli prowadzenie. Strzał z dystansu Makowskiego odbił przed siebie Bednarek, co wykorzystał Kurminowski i mieliśmy 1-0. Bardzo słabe zachowanie bramkarza gości, który tak jak w Gliwicach popełnia błąd, który skutkuje utratą gola. Docenić trzeba w tej sytuacji również zachowanie napastnika Zagłębia, który znalazł się tam gdzie napastnik być powinien. Chwilę później mogliśmy mieć już remis. Zaraz po wznowieniu gry w kapitalnej sytuacji znalazł się Velde, lecz znowu dobrze interweniował Weirauch. Pierwszy raz w tym sezonie ,,Miedziowi” schodzili do szatni prowadząc po pierwszej połowie i było ono w pełni zasłużone, choć tylko jednobramkowe.
Stracone dwa punkty
Druga połowa z perspektywy gospodarzy zaczęła się wręcz idealnie. Szybko złapana czerwona kartka przez Murawskiego otworzyła szansę na dobicie przeciwnika i zgarnięcie pełnej puli. Szans na to może nie było tyle co w pierwszej połowie, ale chociażby strzał Chodyny w 59. minucie mógł albo powinien skończyć się golem. Mimo wszystko lubinianie oddali inicjatywę gościom grając w przewadze, zamiast próbować zamknąć mecz, co jest trochę dziwne. Trzeba również podkreślić, że Lech dobrze zareagował na czerwoną kartkę grając lepiej niż w pierwszej połowie. Dobrze podsumował to na konferencji pomeczowe trener gości, wspominając, że duch walki został pobudzony zwłaszcza po utracie swojego zawodnika.
Kiedy otworzył nam się ostatni kwadrans spotkania, Kolejorz wyrównał po dośrodkowaniu z narożnika boiska. Złą ocenę sytuacji przez bramkarza ,,Miedziowych” wykorzystał nowy defensor Lecha – Miha Blazić, który łatwo skierował piłkę głową do siatki. Goście poczuli wiatr w żagle i próbowali zdobyć gola na wagę zwycięstwa. Za błąd przy utracie bramki zrehabilitował się Szymon Weirauch, który w końcówce świetnie sparował uderzenie głową zawodnika Lecha. Zagłębie w doliczonym czasie gry miało jeszcze swoje szanse na zwycięstwo rzutem na taśmę, gdy po wrzutce Mroza, szczupakiem próbował wbić piłkę do bramki Woźniak. Mimo wszystko po obu stronach nie mieliśmy do czynienia z huraganowymi atakami w ostatnich minutach meczu i ostatecznie obie drużyny podzieliły się punktami.
Komentarz po meczu
To było naprawdę przyjemne do oglądania spotkanie. Dla kibiców z Lubina – zwłaszcza pierwsza połowa, w której ,,Miedziowi” wyglądali bardzo dobrze. W połączeniu ze świetną atmosferą na trybunach tworzyło to w rzeczy samej kapitalny odbiór tego meczu. Wyróżniająca była postawa defensywy gospodarzy. Kopacz i Ławniczak grali solidnie, ale także i boczni obrońcy Zagłębia nie wyglądali gorzej. Skrzydła Kolejorza zostały całkowicie wyłączone z gry. Jedyny przebłysk miał Velde, kiedy stanął oko w oko z Szymonem Weirauchem. Z perspektywy lubinian szkoda, że tego meczu nie udało się po prostu zamknąć jeszcze w pierwszej połowie, bo sytuacje ku temu były. W porównaniu do ostatnich spotkań, zabrakło dobrego wejścia rezerwowych. Szczególnie w derbach zmiennicy zrobili swoje, a tutaj tego nie było.
Niedosyt po stronie ,,Miedziowych” na pewno jest duży. Aczkolwiek uważam, że jest więcej plusów niż minusów po tych pierwszych trzech spotkaniach. Uzyskane punkty w pierwszych kolejkach dają nadzieję dla kibiców, że ich drużyna będzie w tym sezonie naprawdę solidna, jeszcze nie raz wprawiając w zakłopotanie ligową czołówkę. Okazja do następnej zdobyczy już w najbliższy piątek, kiedy Zagłębie zagra na wyjeździe z Cracovią.
Oceny:
Szymon Weirauch – 5/10
Bartłomiej Kłudka – 5/10
Bartosz Kopacz – 7/10
Aleks Ławniczak – 6/10
Mateusz Grzybek – 5/10
Tomasz Makowski – 6/10
Damian Dąbrowski – 5/10
Kacper Chodyna – 6/10
Tomasz Pieńko – 5/10
Damjan Bohar – 6/10
Dawid Kurminowski – 7/10
Fot. Materiały prasowe Zagłębia Lubin/Tomasz Folta