Obserwuj nas

Rozgrywki

Śląsk jak w transie. Korona rozbita we Wrocławiu.

Pisałem o Śląsku już kilka razy. Niestety za każdym razem negatywnie, ale trzeba przyznać, że klub sam się o to prosił. Dziś będzie inaczej. W piątek Śląsk mnie porwał. W piątek Śląsk przypomniał mi, jak niesamowicie smakuje tak bezdyskusyjne zwycięstwo ukochanej drużyny. Panowie, ostatnio nie pisałem o was dobrze, ale dzisiaj… chapeau bas!

Już w piątej minucie mogło być tragicznie dla kibiców Śląska. Micanski praktycznie z niczego znalazł się sam na sam z Pawełkiem, minał go bez żadnego problemu i posłał piłkę do tak zwanego “pustaka”, ale tam w ostatniej chwili, nagle, nie wiadomo skąd, wyrósł Piotr Celeban i uratował Śląsk przed stratą gola. Później były już tylko rajdy Joana Romana, prowadzenie gry wrocławian przez niesamowitego w tym meczu Sito Rierę i ofensywne akcje Morioki.

Korona ponownie zagroziła bramce Śląska dopiero w 43. minucie, kiedy Micanski uderzył z dystansu, ale na posterunku był Pawełek. To działo się już przy stanie 1:0 dla Śląska, ponieważ 10 minut wcześniej w polu karnym faulowany był Morioka. Sędzia podyktował rzut karny, którego na gola zamienił sam poszkodowany. Karny dyskusyjny? Owszem, ale po 125435654645 takich sytuacji nauczyłem się, że ma sensu tego roztrząsać. Dopóki system VAR jest w fazie testów, takie błędy będą się pojawiać i szkoda nerwów na dyskusję o nich.

***

Nauczony doświadczeniem, byłem pełen obaw przed drugą połową. Ile to razy Śląsk grał ładnie, prowadził, a potem nagle ktoś naciskał przycisk “off” i piłkarze z Wrocławia znów zaczynali wyglądać jak przypadkowa zbieranina… Dlatego teraz chciałem żeby po prostu dowieźli to 1:0 do końca, byle zgarnąć trzy punkty.

Ostatecznie okazało się, że tym razem ktoś wcisnął przycisk “turbo” i Śląsk w drugiej połowie grał jeszcze lepiej. Już w 49. minucie znów zakotłowało się pod bramką kielczan. Dwa razy z bliska uderzał Mateusz Lewandowski, jednak w polu karnym był taki tłok, że ciężko było przecisnąć piłkę do bramki. Cztery minuty później kolejna szansa. Kovacevic posłał bombę z 20 metrów, ale na posterunku był Milan Borjan – najlepszy w tym meczu zawodnik Korony. Kolejne dwie okazje miał Pich. Morioka zakładał siatki, Riera grał świetnie w defensywie. To wszystko jednak przestało mieć na chwilę znaczenie w 62. minucie. Na prawej stronie do piłki dopadł Joan Roman i wjechał w obronę Korony wyglądając przy tym mniej więcej tak:

Wesoło, radośnie, omijając wszystkie przeszkody w postaci tyczek slalomowych zwanych obrońcami Korony. Strzał oddał za lekki, ale interwencja Dejmka skończyła się golem samobójczym.

Korona po tym golu straciła chęć do gry. Śląsk natomiast do końca grał z pazurem. Chciał wyciągnąć z tego meczu jak najwięcej. W 82. minucie znów Roman przy piłce. Próba dośrodkowania, jednak piłka trafia w rękę Grzelaka. Sędzia tym razem bez wątpliwości podyktował rzut karny. Strzelać miał Roman, ale po krótkiej rozmowie z Celebanem oddał piłkę Bilińskiemu. Ten zamienił karnego na gola, dzięki czemu mógł obwieścić światu, że wraz z partnerką oczekują na narodziny dziecka. Kamilowi serdecznie gratuluję zarówno potomka jak i gola. Był to pierwszy gol dla Śląska strzelony przez napastnika od 29 października 2016, kiedy to również Bila pokonał bramkarza Górnika Łęczna.

***

Drugie zwycięstwo z rzędu wrocławian totalnie odwraca ich sytuację w tabeli. Mieli walczyć o utrzymanie, a tymczasem okazuje się, że powalczą o awans do pierwszej ósemki. Patrząc na terminarz ten awans wydaje się jak najbardziej realny. Śląsk czeka jeszcze wyprawa do Krakowa na mecz z beznadziejną ostatnio Cracovią. Następnie we Wrocławiu goszczony będzie Górnik Łęczna i na koniec derby Dolnego Śląska w Lubinie. Rywale jak widać nie są zbyt wymagający. Śląsk musi tylko utrzymać obecną formę.

Korona natomiast w tym sezonie wygrała tylko dwa mecze wyjazdowe. 26 sierpnia 2016 w Płocku i 5 listopada 2016 w Niecieczy. Kielczanie w ostatnich trzech meczach zmierzą się z Ruchem u siebie, z Legią w Warszawie i z Termalicą również u siebie. Tutaj w kontekście pierwszej ósemki najważniejsze mecze będą u siebie. Jeśli Korona wybierze się do stolicy w takiej dyspozycji, w jakiej w piątek pojawiła się we Wrocławiu, to wymiar kary może być o wiele wyższy.

Piotr Potępa

Piszę dla Watch-Esa i 2x45info. IT QA. Zakochany we Wrocławiu i Warszawie sprzed wojny.

Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

Zobacz więcej Rozgrywki