Obserwuj nas

Wisła Kraków

Cracovia? Są pewne zasady, których się nie łamie | Damian Juszczyk – wywiad

wisła kraków tęcza

Jak odebrał propozycje zarządu o przeniesieniu go do drugiego szeregu? Dlaczego nie przyjął propozycji dalszej współpracy z Wisłą? Kim jest nowa rzecznik? Czy żałuje dyskusji Twitterowych z Krzysztofem Stanowskim i Sebastianem Staszewskim? Jak wspomina Jakuba Meresińskiego? Co łączy Damiana Juszczyka i Pola Lloncha? W jaki sposób zareagowałby na propozycje pracy z Cracovii? Czy planuje powrót do dziennikarstwa? O tym wszystkim opowiada były rzecznik prasowy Wisły Kraków – Damian Juszczyk.

Poszedłeś za radą Denisa Popovicia i napiłeś się, jak radził, whisky na odstresowanie przed snem po ostatnich wydarzeniach?

Szczerze mówiąc nie. Choć komentarz „Popo” wywołał uśmiech na mojej twarzy. Pewnie o to mu chodziło i bardzo to doceniam. Prawda jest taka, że nie piję zbyt często alkoholu. Raczej skupiam się na obowiązkach zawodowych. Oczywiście na drobne świętowanie też w życiu musi znaleźć się czas, ale na świętowanie przychodzi czas po sukcesach. Dziś wpadł mi w oko cytat Nelsona Mandeli: „Nigdy nie przegrywam. Wygrywam albo się uczę”. Po zwycięstwach można świętować. Po lekcjach należy wyciągać wnioski. A trzeźwe myślenie w tak fundamentalnych sytuacjach jest również bardzo istotne.

Smutek, złość, zawiedzenie. Co dziś czujesz?

Największe emocje powolutku ze mnie schodzą. Wdzięczność – za to, że spełniłem marzenia z dzieciństwa. Dziś mówiłem najbliższym współpracownikom, że była to piękna przygoda. W dzieciństwie, wczesnej młodości, podziwiałem np. Pawła Brożka, Arkadiusza Głowackiego czy Rafała Boguskiego. Teraz mogę być z nimi na „cześć”. Czuję, że przekonałem do siebie zawodników zaangażowaniem i ciężką pracą. Przede wszystkim – nie wiem jak oni, choć czuję, że jest dobrze, mimo że czasem się droczą – bardzo chłopaków polubiłem!

Mimo wszystko decyzja zarządu była dla Ciebie zaskoczeniem, prawda?

Nie ukrywałem tego. Do sezonu pozostawały trzy dni. Już odliczałem dni, planowałem najbliższe wyjazdy. Zostawiam wszystko w dobrych rękach – Michała i Przemka. Dwóch wspaniałych chłopaków, którzy zaczynali jako zrekrutowani przeze mnie praktykanci. Dawali z siebie wszystko i zasługiwali na szansę, walczyłem o nich i dziękuję, że ich doceniono. To tytani pracy – osoby kompetentne i rzetelne. Niejednokrotnie działają od rana do nocy. Do tego jeszcze Dosia, nasza graficzka. Gdy przychodziłem do klubu, była moją szefową – kierownikiem ds. PR i Biura Prasowego. W strukturze doszło do niezależnych od nas zmian, ale zawsze będę jej wdzięczny za szansę, otwartość i za to, że była zarówno świetną szefową, jak i świetną koleżanką. Dodatkowo pozostawiam po sobie profesjonalnie działającą sieć praktykantów – dwoje z nich dorobiło się, za co dziękuję dyrektorowi marketingu Marcinowi, umów meczowych. Do tego jest jeszcze Kuba, który działa z nami podczas meczów od lat – w Klubie był wcześniej ode mnie. Niesamowicie oddana osoba, profesjonalista. Zostawiam też autorski plan, na ten sezon, rozwoju mediów społecznościowych, stworzone przez nasz zespół – właściwie głównie przez Angelikę, znaną jako „pani od kulis” i tylko nieco przez nas z chłopakami zmodyfikowane – pomysły na nowe cykle filmowe na YouTube. Rozpatrzone akredytacje stałe na rundę. Jesteśmy gotowi. Gdy wczoraj wieczorem przestał działać mój adres mailowy wiedziałem, że z pracą byłem „na czysto”.

Nie pojawiały się żadne sygnały, że ktoś jest szykowany na Twoją pozycję?

Dopiero w ostatnich dniach czytałem na forach, w tym we wpisie na Twitterze, że – pisał o tym dziennikarz portalu, który właśnie objął patronat nad Klubem – „ptaszki ćwierkały o tym od dwóch miesięcy”. Nigdy nie zajmowałem się plotkami, zawsze pracą. Ostatni wiedziałem kto czym jeździ, kto z kim randkuje itp. Dlatego do mnie to „ćwierkanie” nie dotarło. Nigdy nie miałem sygnałów, że zarząd był niezadowolony z mojej pracy. Po każdej konferencji pytałem, czy wszystko w porządku. Chętnie korzystano z mojej wiedzy i doświadczenia. Z radością pisałem choćby przemówienia okolicznościowe, pomagałem organizować wywiady, byłem u boku prezesów, trenerów, zawodników. Zawsze chętny do pomocy. Wątpliwości i niedomówienia starałem się wyjaśniać na bieżąco. Wydawało mi się, że ostatnio kontakt z zarządem był…lepszy niż kiedykolwiek.

Pracowałeś w zgranym zespole, byłeś doceniany przez kibiców, Twoje relacje z zarządem były, jak mówisz, bardzo dobre. Więc ta decyzja jest lekko mówiąc dziwna. Jaka padła argumentacja podczas rozmowy?

Racjonalnej nie było. Gdy jakiś czas temu zarząd wspomniał, że będzie trochę zmian – prowadziłem przecież konferencję z Panią Prezes w TS-ie, podczas której padło hasło jednolitej polityki medialnej – brzmiało to pozytywnie. Czułem, że może być potrzebny jeden rzecznik obu podmiotów. Wiedziałem, że być może będzie należało podjąć się tej misji w ramach dotychczasowego wynagrodzenia i byłem na to gotowy. Szczerze mówiąc, podejrzewałem, że właśnie tego może dotyczyć rozmowa, na którą mnie zaproszono.

Pojawiły się głosy, że nowa rzeczniczka Olga Tabor-Leszko wygryzła Cię z Twojego stanowiska, ze względu na dobre relacje z Prezes Sarapatą.

Nie mnie to oceniać.

Jaką dostałeś propozycje dalszej współpracy?

Dowiedziałem się, że jest nowa pani rzecznik. Mogę zostać w Klubie i „zarządzać Biurem Prasowym”. Przecież ciągle to właśnie robiłem. Od słowa do słowa uświadomiłem sobie, że obowiązki zostaną te same. Oprócz tego, co kochałem najbardziej – kontaktu z drużyną, spotkań z dziennikarzami. Pytano, czy na pewno przypadkiem nie chcę odejść. Nie udzieliłem głośnej i jasnej odpowiedzi. Byłem bardzo zaskoczony tym, co się działo. Po powrocie do pokoju dowiedziałem się, że jedna z koleżanek poinformowała drugą, iż zostałem zwolniony. Chyba nie wpisałem się w scenariusz. Jeśli chodzi o stanowisko dyrektorskie, zapytałem, jak moje stanowisko miałoby się nazywać. Zapytano mnie, czy mam jakiś pomysł. Po zastanowieniu i chwili refleksji, „dyrektor” – z podkreśleniem, iż w hierarchii byłby „pod rzecznikiem” – został poważnie wzięty pod uwagę.

To była Twoja propozycja? 

No, właśnie. Nazwa stanowiska wyszła ode mnie. Nie miałem też pewności, czy nie jest to próba kosmetycznego przesunięcia mnie do drugiego szeregu na krótki czas, po którym zostałbym zwolniony.

Czyli jak dobrze rozumiem, miałeś być odpowiedzialny za czarną robotę. Wycofany do drugiego szeregu, a gratulacje zbierałaby nowa pani rzecznik?

Można to tak interpretować. Nawet gdyby tak było, nie byłby to żaden problem. Gdybym miał pewność, że będę mógł pracować w Klubie chociaż do końca sezonu i nie ma tutaj drugiego dna. Gdybym mógł zaufać, nie zastanawiałbym się ani chwili.

Skąd pojawiła się ta obawa i brak zaufania?

Zawsze zakładam dobre intencje. Ale one oznaczają szczerość, otwartość. Gdyby ktoś powiedział mi szczerze: „Olga to nasza osoba, ufamy jej”, albo jakkolwiek szczerze to wytłumaczył, podszedłbym do tematu inaczej. Nie ukrywam, iż bolało mnie serce, gdy po złożeniu wypowiedzenia i opublikowaniu podziękowań nastąpił „atak” na mój pokój i w momencie musiałem przekazać wszystkie hasła do mediów społecznościowych oraz telefon. Powiedziałem, że jesteśmy przecież dorośli. Nie po to przez 1,5 roku pracowałem na wizerunek Klubu, żeby teraz go niszczyć.

Atak? Możesz rozwinąć o co chodzi?

Dynamiczne wejście do pokoju nowej Pani rzecznik. Nic strasznego, ale poczułem się trochę jak terrorysta.

Co możesz powiedzieć kibicom Wisły Kraków o nowej Pani rzecznik? Miałeś wcześniej z nią jakikolwiek kontakt? Czym wcześniej zajmowała się w klubie?

To na pewno inteligentna osoba. We wzajemnych relacjach nigdy nie mieliśmy problemów. Jestem pewny, że pokocha swoją pracę. Wcześniej pełniła rolę Dyrektora Operacyjnego Klubu, za kadencji nowego zarządu.

Na jednym z Twoich kont na portalu społecznościowym ktoś napisał: „W historii klubu nie było lepszego rzecznika”. Jak się ustosunkujesz do takich słów?

To zaszczyt. Podejrzewam, że to emocjonalna opinia, może nawet nieco przesadzona. Ale dzięki takim głosom wiem, że było warto poświęcić każdą minutę dla Klubu.

Krzysztof Stanowski napisał na Twitterze, w czasach gdy w Wiśle Kraków był Jakub Meresiński, że powinieneś iść na urlop. Bo po współpracy z Meresińskim, będziesz miał dużego kaca. Jeśli się nie mylę, minął prawie rok od tamtej wypowiedzi. Masz kaca? Jak wspominasz tamte czasy?

Podejmując każdą decyzję – czy teraz, czy wtedy – kieruję się tym, by móc spokojnie spoglądać w lustro. Ucieczka z „tonącego” w tamtym momencie okrętu to byłoby najprostsze rozwiązanie. Zostawić klub? Odciąć się i patrzeć, jak się rozlatuje? Widocznie pan Stanowski inaczej postrzega swoją pracę. Może emocjonalne przywiązanie, pewne inne wartości nie są dla niego tak istotne. Ja postrzegałem to inaczej – to prezes mojego Klubu, przez którego Klub obrywa na każdym kroku. I może być tym prezesem jeszcze przez rok, dwa. Co wtedy? Musiałem walczyć o wizerunek, ale nie samego prezesa, a Klubu. Przy okazji pragnę zauważyć, że dzięki mojemu kontrowersyjnemu wywiadowi mogłem przedstawić ówczesnemu właścicielowi dwie opcje: przeczekanie i pozytywne informacje, czyli powołanie zarządu, transfery, lub sprzedaż Klubu. Doradziłem tą drugą. Dzięki temu, że chyba mi odrobinę ufał, mój głos był zapewne jednym z wielu, które skłoniły go do podjęcia decyzji najlepszej dla wszystkich.

Jak osobiście odbierałeś ówczesnego właściciela?

Niestety chyba za bardzo mu zaufałem. Miał coś takiego. Mimo że znaliśmy wszyscy tajemniczą historię z Koroną, budził zaufanie. Może za dużo młodzieńczej naiwności i optymizmu, ale na początku, przez chwilę… chciałem mu wierzyć. Ten czas zawodowo był koszmarem. Każdego dnia wychodziły kolejne zarzuty. To było trochę jak bronienie przegranej sprawy. Trudne decyzje, trudny czas. Najważniejsze, że już za klubem.

Jaki on w ogóle miał plan na klub?

Nie spędziliśmy ze sobą aż tyle czasu, bym mógł to ocenić. Docierały do mnie te same teorie na temat jego obecności, co do kibiców. Zapomnijmy o tym – pamiętajmy tylko, żeby nigdy się nie powtórzyło. Skupmy się na coraz lepszej sytuacji w klubie –
i organizacyjnej, i sportowej – a to niech będzie już tylko złym snem.

Wracając do Twittera. Nie żałujesz, z perspektywy czasu, tych dyskusji m.in z Krzysztofem Stanowskim albo Sebastianem Staszewskim? Padały sugestie, że jako rzecznik nie powinieneś wchodzić w takie dyskusje.

Z Sebastianem Staszewskim ostatnia wymiana zdań miała już inną temperaturę. Dwie znające swoją wartość inteligentne osoby zawsze będą mogły się porozumieć. Myślę, że zakopaliśmy retoryczny topór wojenny. A jeśli chodzi o Krzysztofa Stanowskiego – kiedyś zaatakował po raz pierwszy. Pozwoliłem sobie odpowiedzieć, bez zbędnego jadu i agresji. Musiało go gdzieś w środku zaboleć, bo od tej pory jego ataki były regularne. Odnosząc się do niektórych wypowiedzi dbałem z jednej strony o dobre imię swoje, a z drugiej Klubu. Wydaje mi się, że nigdy nie przekroczyłem pewnej granicy dobrego smaku. Jeśli jednak ktoś tak to odebrał to przepraszam Kibiców.

Gdybyś mógł cofnąć czas, jeszcze raz wszedłbyś w buty rzecznika prasowego Wisły Kraków? Dzisiaj, na gorąco, wiesz co byś zmienił?

Bez dwóch zdań – jasne, że tak! Spełniłem dziecięce marzenia o byciu jak najbliżej Klubu, w centrum wydarzeń. Wraz z grupą wspaniałych ludzi – m.in. Dosią, śp. Krystianem, Michałem, Przemkiem, Angelikami, Frankiem, Krzyśkiem, Mateuszem, Tomkiem i kolegami z marketingu dołożyliśmy swoją cegiełkę do rozwoju Klubu. Ruszyły media społecznościowe, wrócił klubowy magazyn – w tym miałem spory udział. Przywróciliśmy marce „Wisła Kraków” godność. Ciężka praca tych osób, na co dzień niewidocznych, będzie procentować. W życiu nie można niczego żałować – człowiek uczy się na błędach. Te oczywiście były, ale wiadomo, że nie myli się ten, kto nic nie robi. A ja do nierobów nie należę.

Wiesz co łączy Damiana Juszczyka i Pola Lloncha?

To zagadka? Pytanie podchwytliwe? Na pewno nie umiejętności piłkarskie. <śmiech>

Pracowitość!

Czyli jestem „Bulterierem” wśród rzeczników? Dziękuję za taką opinię. Faktycznie, ci, którzy mnie znają, wiedzą, że to moja dewiza.

Muszę Cię zapytać o jednego zawodnika, chodzi mi o Evera Valencie. Gdy pojawił się temat jego przyjścia do Krakowa, uważnie przejrzałem wszystkie dostępne materiały z jego występów. Osobiście mocno wierzyłem w jego rozwój w Krakowie. Wiem, że nie należałeś do działu sportowego. Dużo się mówiło o tym, że Ever ma potencjał, jednak źle się czuje w kraju. Powiesz coś więcej?

Nie chciałbym wchodzić w kompetencje kolegów z działu sportu. Pan Dyrektor Junco i koledzy z działu sportu wykonują świetną robotę, pracują bez wytchnienia.

Jak osobiście przyjąłeś odejście Krzysztofa Mączyńskiego?

Nie chciałbym oceniać jego zachowania. Nie ukrywam, iż z perspektywy czasu zaczynam się zastanawiać, czy zawsze wszystko było takie, jak myślałem, że było. Trener, Krzysztof
– pewnie tylko oni i kilka osób decyzyjnych znają wszystkie szczegóły, by forować ewentualne oceny. Wiem, że prywatnie to nie jest zły człowiek.

Zabawmy się w pomidora. Dostajesz jutro bardzo dobrą ofertę z Cracovii. Jaka jest Twoja odpowiedź?

Pomidor nie będzie potrzebny. Są pewne zasady, których się nie łamie.

W 2014 roku w rozmowie z „książkisportowe” powiedziałeś: „W tej chwili w naszym kraju dziennikarzy nie traktuje się poważnie”. Skąd ta opinia? Dalej tak sądzisz?
Zmieniłem perspektywę, byłem z drugiej strony. Przez półtora roku żyłem głównie Wisłą, o czym wiedzą choćby moi najbliżsi, którym dziękuję za wyrozumiałość. Mam za mało danych, by teraz wysuwać takie tezy. Ale logistycznie pewnie wiele się nie zmieniło – ci ludzie ciężko pracują. Zasługują na umowy o pracę i godziwe wynagrodzenie. Bo pasja to bardzo wiele, ale pewnie też mają rodziny, zobowiązania.

Czyli nie planujesz powrotu do dziennikarstwa?

Przeszedłem już na drugą stronę i nie byłbym wiarygodny. Może jako reporter telewizyjny jeszcze bym się sprawdził, w przerwie meczu zadał kilka ciekawych pytań. Ale dziennikarz kreujący opinie? To nie byłoby w porządku.

Jaka przyszłość przed Damianem Juszczykiem?

Na razie muszę odespać dwie bezsenne noce. Kupić bilet na mecz z Bruk-Betem Termalicą, obejrzeć zwycięstwo Wisły. A co później? Najbliższe miesiące i lata miałem zaplanowane, trochę się jednak zmieniło. Na szczęście nie brakuje przychylnych osób, których opinie dodają otuchy. I takich, które chcą pomóc. Być może w najbliższych tygodniach dojdzie do paru spotkań. Może zrodzi się z tego jakiś ciekawy projekt, dzięki któremu – może nie od razu, ale krok po kroczku – moje serce kiedyś znowu zabije mocniej?

Od kiedy zaczynasz naukę języka rosyjskiego?

Początki mam już za sobą. Nie wiem, nie wiem – odkąd przystałem na warunki Denisa Popovicia, przestał się odzywać. Ale dziękuję mu za poprawienie humoru.

Czego Ci w takim razie życzyć?  

Powodzenia? <uśmiech> Tego samego życzę autorowi wywiadu i czytelnikom!

Jeśli chcesz możesz przekazać coś kibicom Białej Gwiazdy.

Kochani, łączy nas jedno: pasja w sercu. Dziękuję za pamięć, każde dobre słowo. Za to, ile znaczy dla Was Klub i za to, że doceniacie uczciwość i dobre intencje. Wierzę, że dobra czy zła energia wraca do ludzi. Pozostawajcie wierni swoim ideałom. Trzymam kciuki za cały Klub, za każde wiślackie ogniwo, za Was.

Rozmawiał TOMASZ SZCZYGIEŁ

Lubie sobie obejrzeć mecz lub dwa, ewentualnie siedemnaście.

Kliknij by skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Reklama

Musisz zobaczyć

Więcej z Wisła Kraków