Z przyczyn technicznych nie wpadła moja zapowiedź, ale zamiast wstępu zacytuję słowa, które spłodziłem 3-4 godziny przed meczem:

“Największym problemem Jagiellonii może być zbytnie rozluźnienie. Żółto-czerwonym wszystko przychodzi ostatnio szalenie łatwo. Pod wodzą trenera Ireneusza Mamrota nie przegrali jeszcze oficjalnego meczu i stracili tylko jedną bramkę. Na forach, w komentarzach i kuluarach dyskutuje się o… wyjeździe do Aten. Zejdźmy na ziemię. Jeśli Qabala zgrywając się nowym składem była w stanie wiele razy zagrozić Jagiellonii, a w efekcie strzelić gola, to może być w ich wykonaniu tylko lepiej. Oczywiście zdarzały się Azerom poważne błędy, a zespół z Białegostoku zmarnował kilka dogodnych sytuacji, ale twarde trzymanie się podłoża pozwoli Jagiellonii na zagranie meczu na najwyższym swoim poziomie. Pod kątem górnolotnych interpretacji ciężko sobie wyobrazić, gdzie myślami byliby kibice, gdyby Novikovas ostatecznie trafił sytuację na 1:2.”

***

Spełniły się najgorsze z możliwych przewidywań. Po 90 minutach wygrał zespół, który na przestrzeni całego spotkania nie stwarzał groźnych sytuacji, popełniał bardzo dużo głupich błędów i w ostatecznym rozliczeniu miał tylko dwie groźne sytuacje, które zamienił na bramki. Z resztą Jagiellonia nie wyglądała o wiele lepiej. Znakiem ostrzegawczym była kontuzja Mystka. Młody pomocnik nie był w stanie kontynuować gry w 100% możliwości po wykręceniu stawu skokowego. Żółto-czerwoni zostali lekko sparaliżowani pierwszą bramką. Los chciał, że jedna na 100 nieszczęsnych interwencji Kelemena trafiła się akurat w 18. minucie meczu z Qabalą. Sytuacje stwarzane przez Jagiellonię też były bardzo przypadkowe. Po dryblingach Novikovasa piłki przechodziły w okolice pola karnego, a wystawionej futbolówki w 100% sytuacji nie potrafił wykorzystać Romańczuk. Jak dziecko we mgle wyglądał przez cały mecz Pospisil, który zaprzepaścił wszystkie pokładane w nim nadzieje. Wszyscy kibice mają nadzieję, że był to tylko jeden nieudany wybryk Czecha, a 350 tys. euro zainwestowane w zawodnika nie pójdzie na darmo.

***

Druga połowa była tylko dopełnieniem katastrofy mającej miejsce ubiegłego wieczoru przy ulicy Słonecznej. Tych samych sztuczek próbował Novikovas, piłki nie potrafił przyjąć Sheridan, a Jagiellonia grała tak, jakby po pierwszym golu Qabali posypał się cały taktyczny plan na to spotkanie. Zawodnicy nie potrafili improwizować chociażby na takim poziomie, by dać kibicom nadzieję na korzystny wynik. Ochota na dopingowanie zanikła większości w okolicach 88. minuty. Ciężko stwierdzić, czy linia obrony Jagi próbowała założyć pułapkę ofsajdową, czy w bezsilności odpuściła sobie grę obronną widząc na horyzoncie uciekającego zawodnika azerskiego klubu. Takiej bezsilności przy Słonecznej nie było widać bardzo dawno. Jagiellonia ostatnio przegrała tutaj w grudniu ubiegłego roku, ale rozgrywała wtedy najlepszą jesień w historii, więc nikt nie opuszczał stadionu tak jak to było wczoraj. Qabala będąc wciąż w budowie wygrała z zespołem prowadzonym przez innego trenera, ale z ekipą, która personalnie nie odstawała od tej z nie tak dawno zakończonego sezonu. Jagiellonia była odzwierciedleniem jej najgorszy cech z minionego roku. Nikt nie wie, co spowodowało wyrzut tych cech, ale zdecydowana większość domyśla się jakie będą tego skutki.

Zataczamy znowu koło do roku 2015. Jacek Góralski prawdopodobnie dogadał się już z Ludogorcem Razgrad, a co lepsi piłkarze uciekną w pogoni za większym wyzwaniem, pieniędzmi, czy prestiżem rozgrywanych meczów. O ile prawie 2 miesiące temu skończyła się pewna epoka, teraz będziemy szli powoli w dół. Chcąc, czy nie chcąc, za miesiąc zespół złapie zadyszkę ze względu na braki w kadrze i brak normalnego rytmu przygotowawczego, a Ireneusz Mamrot (o ile da radę) stanie przed wyzwaniem utrzymania tożsamości i marki nadanej przez Michała Probierza. Witamy w ciężkich czasach.

SKOMENTUJ WPIS KIBICA

Zostaw swój komentarz
Please enter your name here