Po porażce w Gdyni i żenującej kompromitacji w Lubinie przyszedł czas na pierwsze gole i pierwsze zwycięstwo Śląska w tym sezonie. Nie obyło się jednak bez nerwów i emocji, bo przecież kto jak nie Śląsk mógłby zafundować swoim kibicom taki rollercoaster? Pierwsza połowa kapitalna. Na początek drugiej piłkarze Śląska nie dotarli. Ostatecznie jednak w porę się ocknęli, wyciągnęli wnioski i wygrali z Lechią Gdańsk 3:2. Bohaterów Śląsk miał dwóch. Pierwszy to strzelec dwóch goli Piotr Celeban. Drugi to… bramkarz Lechii Dusan Kuciak, który po przyjacielsku postanowił zafundować Śląskowi dwie bramki. Sam mecz natomiast pozwala wrocławskim kibicom patrzeć w przyszłość z delikatnym i umiarkowanym optymizmem.

Jeszcze nie wszyscy kibice zdążyli zająć miejsca na Stadionie Wrocław, a już zaczęło się dziać. Jedna część kibiców stała w kolejkach do kas. Druga kupowała “piwo” i inne “smakołyki” fundowane przez stadionowy pseudocatering. Piłkarze Śląska w tym czasie wykonywali rzut rożny. Sposób w jaki to zrobili – stadiony świata. Chrapek krótko do Cotry, ten sprytnie do ustawionego na krótkim słupku Riery. Sito skręcił obrońcę jak Lucky Luke papierosa i rzucił delikatnie na drugą stronę pola bramkowego. Tam najwyżej wyskoczył Celeban i strzałem głową zapewnił Śląskowi prowadzenie już w 4. minucie meczu.

Lechia nieśmiało próbowała się odgryźć. Szarpał przede wszystkim Paweł Stolarski, który był zdecydowanie najbardziej aktywnym graczem Lechii w tym meczu. O tym, w jakim gazie był prawy obrońca Lechii niech świadczy akcja z pierwszej połowy. Stolarski zagrywa do Flavio i błyskawicznie wychodzi na pozycję. Flavio odklepuje, a Stolarski wpada w pole karne jak dzik w żołędzie, mija dwóch obrońców i odgrywa na jedenasty metr. Tam piłka odbija się od jednego z zawodników Lechii jak od sągu drewna i dlatego ostatecznie nic z tego nie wychodzi. To była jedna z niewielu płynnych akcji Lechii. Moim zdaniem wynika to z tego, że nikt nie chciał wziąć na siebie odpowiedzialności za kreowanie gry.

***

Trudno się dziwić, że Lechia miała problemy z płynnym konstruowaniem akcji skoro ktoś w klubie stwierdził, że zabawnie będzie wyrwać tej drużynie cały środek pola. Było trio Sławczew, Krasić, Wolski, a teraz jest duet Matras, Łukasik. Sami sobie odpowiedzcie jak bardzo ucierpiał gdański środek pola. Kiedy Lechia nieudolnie próbowała konstruować akcje, Śląskowi z minuty na minutę wychodziło to coraz lepiej. W 24. minucie po ładnym podaniu od Riery, w ostatniej chwili Chrapkowi przeszkadza obrońca. Co się jednak odwlecze to nie uciecze. 29. minuta i kapitalna akcja Wrocławian. Pawelec -> Robak -> Srnić -> Chrapek -> kapitalne podanie za plecy obrońców -> Kosecki idzie sam na sam -> Kuciak robi coś dziwnego -> Kosecki pakuje piłkę do pustej bramki i zdobywa pierwszego gola w barwach Śląska. Co ważne do 29. minuty Śląsk wymienił 163 podania, z czego 90% dotarło do celu.

Do końca pierwszej połowy już w zasadzie nic istotnego się nie działo. Śląsk kontrolował mecz, a Lechia zagrozić próbowała jedynie strzałem Wawrzyniaka, który na raty wybronił Wrąbel. Kuba wciąż wzbudza bardzo mieszanie uczucia wśród kibiców i ekspertów. Moim zdaniem wraz ze wzrostem poziomu doświadczenia wzrośnie też jego pewność siebie. Myślę, że Kubie przydałby się mecz, po którym będzie można powiedzieć, że Wrąbel wybronił Śląskowi dobry wynik. To powinno dać mu pozytywnego kopa i więcej pewności.

***

Początek drugiej połowy przypomniał kibicom Śląska wszystko co najgorsze. Jeszcze nie zdążyli zasiąść wygodnie do oglądania drugiej połowy, a ten szalony Stolarski już mijał Cotrę i wyprzedzał apatycznie goniącego go Chrapka, po czym wyłożył idealną, przecinającą pole karne piłkę do Marco Paixao. Ta piłka była tak dobra, że napastnik w zasadzie musiał się ustawić na jej linii i czekać aż się od niego odbije. Wrąbel bez szans. Wydaje się, że mógł, a nawet powinien przeciąć to podanie Piotr Celeban, ale to niosło ze sobą ryzyko zapakowania swojaka.

Mijają zaledwie 4 minuty. Rzut rożny od Łukasika trafia prosto na głowę Marco Paixao, który przy biernej postawie Celebana pakuje ją do siatki. Wynik zmienia się na 2:2, a ja już oczami wyobraźni tworzę obraz Śląska przegrywającego ten mecz 2:3 po golu w 93. minucie meczu. Po wyrównaniu przez Lechię mecz się trochę uspokoił. Dopiero w 70. minucie, po ładnym dryblingu, strzał sprzed szesnastki oddał Robert Pich, ale czujny w bramce pozostał Kuciak.

No właśnie! Robert Pich. Od piątku zastanawiam się czy to, że Słowak grał jakby miał nadmiar adrenaliny połączony z ADHD wynikało z tego, że w końcu złapał formę? Czy może jednak chciał udowodnić, że może być przydatny w Białymstoku? Włodarze Śląska dementują pogłoski o tym, że Robo wybiera się do Jagi. Mam nadzieję, że mówią prawdę, bo wolałbym, żeby ten wybuch Słowaka był związany z tym, że jego forma poszła mocno w górę. Po drugie. Gdzie mu będzie lepiej jak nie we Wrocławiu?

***

Pięć minut po strzale Picha, byliśmy świadkami totalnego idiotyzmu i bezmyślności Łukasika, który mógł wysłać Sito Rierę na długą rehabilitację. Facet wpakował się wyprostowaną nogą prosto w kostkę Hiszpana. Sędzia? Ukarał Łukasika TYLKO żółtą kartką. Czy powinien go jakkolwiek karać? Sami oceńcie.

Jak dla mnie bezdyskusyjne czerwo i dyskwalifikacja na kilka meczów. Znając jednak naszą cudownie śmieszną Komisję Ligi skończy się na wyrażeniu zaniepokojenia taką grą i dyskwalifikacją na jeden lub dwa mecze. W mojej ocenie takich bezmózgowców należy karać od pięciu meczów wzwyż. Należy ich także wysyłać na przymusowe kursy robienia wślizgów do Mariusza Pawelca.

Riera z boiska oczywiście musiał zejść. Warto zaznaczyć, że po meczu Sito zachował się wzorowo i mimo opatrunku na nodze i trudności z chodzeniem z chęcią podszedł do kibiców czekających specjalnie po to żeby zbić z nim piątkę i strzelić sobie fotkę. Brawo Sito! Takie zachowania są zawsze mile widziane.

***

Wróćmy do meczu. Przenosimy się 5 minut do przodu od tego bandyckiego ataku Łukasika. Madej prowadzi piłkę przed polem karnym, po czym posyła piękne, prostopadłe ciasteczko do Picha, który jednak przegrywa sam na sam z Kuciakiem. Piłka wypada na rzut rożny. Wrzutka Cotry, Kuciak znów robi coś dziwnego i wychodząc rzuca się w maliny. Za nim pojawia się – a jakże, Piotr Celeban i pakuje głową do pustaka. Ten gol już chyba ostatecznie podciął Lechii skrzydła. Śląsk też nieco się wycofał, ale mimo to cały czas groźnie kontrował, co mogło skończyć się kolejnymi golami. Zabrakło jednak skuteczności i mecz zakończył się zwycięstwem Śląska 3:2.

***

Na koniec należy podkreślić, że Śląsk zaczyna wyglądać jak drużyna. Coraz lepiej wygląda Chrapek, który fajnie uzupełnia się ze Srniciem. Kosecki biega jak szalony i widać, że w każdej minucie meczu daje z siebie wszystko. Robak, mimo że jeszcze gola nie strzelił, daje drużynie bardzo wiele. Szkoda Sito Riery, który ładnie kreował grę w tym meczu. Z moich informacji wynika, że kontuzja nie jest tak groźna jak wygląda na zdjęciu. To jednak nie zmienia faktu, że Sito tak szybko na boisko nie wróci. Na następny mecz Śląsk jedzie do Gliwic na mecz z Piastem, który wczoraj został brutalnie zbity przez Lecha Poznań. Nie wyobrażam sobie innego rozwiązania jak zgarnięcie trzech punktów.

Warto również pamiętać, że okno transferowe cały czas jest otwarte i z informacji płynących z klubu wynika, że to nie koniec wzmocnień Śląska. W klubie ma pojawić się jeszcze prawy obrońca, który zastąpi kontuzjowanego Dankowskiego. Mówi się o wypożyczeniu z Turcji Bobana Jovicia, znanego z występów w krakowskiej Wiśle. Szczerze wam powiem, że najlepiej byłoby mieć na prawej obronie takiego Stolarskiego, który zagrał we Wrocławiu kapitalne zawody. Do klubu podobno dołączyć ma także jeszcze jeden defensywny pomocnik. Tutaj najczęściej przewija się nazwisko Jodłowiec. Kibice liczą też, że pojawi się jakaś klasowa “dziesiątka”, która wypełni lukę po odejściu Morioki. Czy coś z tego wyjdzie? Tego nie wiem. Mam wrażenie, że tutaj wszystko cały czas rozbija się o to, kto będzie właścicielem klubu i kto będzie go finansował.

W sprawach właścicielskich – póki co – nadal jest pat. Temat ucichł również medialnie. Nadal nie wiemy, czy klub zostanie w rękach miasta, czy może jednak wiceprezydentowi Blujowi uda się przekonać Grzegorza Ślaka, że wszystko w dokumentach jest tak jak tego oczekiwał. Należy pamiętać również, że w grze cały czas jest Dean Johnson. Na temat zamiarów tego ostatniego postaram się poinformować was dziś po godzinie 18. Co by się jednak nie działo w sprawach biznesowych, Śląsk musi grać i wygrywać. Najlepiej w takim stylu jak z Lechią. Tylko panowie… tym razem bez stresowania kibiców proszę 🙂

Piotr Potępa

 

SKOMENTUJ WPIS KIBICA

Zostaw swój komentarz
Please enter your name here