Korona Kielce

Korona znów okazała się zwycięska. Korona znów pokazała pazur i jest lepsza od rywala. Korona znów jest zabójczo skuteczna i tym razem przekonał się o tym Śląsk Wrocław. Kielczanie pokonali na własnym stadionie zespół Jana Urbana 3:0! Podopieczni Gino Lettieriego umacniają się w czołówce ligi na pozycji wicelidera. Korona to prawdziwa rewelacja rozgrywek!

Trener Gino Lettieri na spotkanie ze Śląskiem wybrał najbardziej optymalny skład. W ostatnich tygodniach cała drużyna Korony zasłużyła na wysokie noty i posadzenie m.in. Macieja Górskiego lub Djibrila Diawa na ławce było – delikatnie mówiąc – niesprawiedliwe. Mimo wszystko trzeba się cieszyć z dużej rywalizacji w zespole, który standardowo przed każdym sezonem jest typowany do spadku z ligi. Korona po raz kolejny udowadnia, że prognozy ekspertów niewiele znaczą i zespół z Kielc z meczu na mecz pnie się w górę tabeli.

***

Przed meczem ze Śląskiem, czyli zespołem, który podobnie jak Korona jest bardzo chwalony za swoją dotychczasową formę i ofensywny styl gry, jego stawka i atrakcyjność spotkania była na wysokim poziomie. W przypadku zdobycia 3 punktów przez gospodarzy, kielczanie znaleźliby się na pozycji wicelidera Lotto Ekstraklasy. Goście natomiast mają niechlubną serię bez zwycięstwa na wyjeździe w tym sezonie. Nie znaczyło to jednak, że dla Korony miało być to łatwe spotkanie.

Forma z Gdańska także w Kielcach

Na samym początku kibice Korony zaśpiewali sympatyczną przyśpiewkę “Kto tak pięknie w Gdańsku grał?”. W ostatniej kolejce kielczanie zagrali kapitalny mecz na Pomorzu i pokonali Lechię aż 5:0. Korona grała tak jak do tego wszystkich przyzwyczaiła, czyli pressing i agresywny odbiór piłki w każdym sektorze boiska. Mecz był energiczny z dobrym tempem i walką z obu stron. Adnan Kovaecvić swoją ofiarną interwencją na wślizgu zdołał utrzymać się przy piłce i fantastycznie podał do Kaczarawy, który wyszedł sam na sam, minął Jakuba Wrąbla i został sfaulowany przez golkipera Śląska w polu karnym. Do “jedenastki” podszedł Goran Cvijanović i pewnie wykorzystał rzut karny. Ten element gry w tym sezonie Koronie zdecydowanie szwankuje, bo m.in Nabil Aankour, Jacek Kiełb i Jakub Żubrowski chybili w tym sezonie. Tym razem było inaczej i Korona zasłużenie objęła prowadzenie. Słoweniec staje się coraz bardziej czołową postacią w ekipie Gino Lettieriego, bo oprócz asyst, dołożył trzecią bramkę w tym sezonie.

Po tej bramce Korona z jeszcze większą werwą i ochotą atakowała bramkę Śląska. Jakub Wrąbel dosłownie musiał fruwać w bramce przez strzały piłkarzy Korony, a linia obrony Śląska była totalnie pogubiona. Kielczanie z każdą minutą nakręcali się i wrzucali wyższy bieg. Pierwsza połowa przebiegła pod ich dyktando. Śląsk poza strzałem w poprzeczkę nie zagroził bramce strzeżonej przez Macieja Gostomskiego. Korona narzuciła swój styl gry, tak jak zawsze nakazuje Gino Lettieri. To był kolejny mecz, w którym kielczanie się podobają i prezentują widowiskowy futbol.

Jan Urban zareagował i na drugą połowę wpuścił reprezentanta Łotwy – Igorsa Tarasovsa. Kielczanie zaczęli drugą część meczu z takim samym nastawieniem. Zależało im na podwyższeniu prowadzenia. W późniejszych minutach mecz się uspokoił, a arbiter zaczął odgwizdywać faul przy każdym upadku zawodnika Śląska. Głównie Jakub Kosecki domagał się karania piłkarzy Korony, machając rękami w stronę sędziego. W 67. minucie spotkania Nika Kaczarawa podwyższył wynik. Ken Kallaste odważnie wszedł w pole karne lewą stroną i miękko dorzucił piłkę na głowę Mateusza Możdżenia, który oddał strzał zmierzający w bramkę, lecz gruziński napastnik dołożył nogę i umieścił futbolówkę w siatce. Warto było czekać na powrót tego zawodnika do pełni zdrowia, bo w polu karnym rywala jest bardzo groźny.

Parę minut później znów to potwierdził i na małej przestrzeni w tłoku mijał obrońców Śląska, aż znalazł się w dogodnej sytuacji razem z Goranem Cvijanoviciem i to Słoweniec bez wahania strzałem z bliskiej odległości pokonał Jakuba Wrąbla. Czapki z głów przed Kaczarawą, bo miał ogromny udział przy wszystkich zdobytych golach.

Kielecka rewelacja rozgrywek

Każdy zawodnik Korony zasłużył na wielki szacunek, bo wszyscy walczyli i ciężko pracowali w tym spotkaniu, by sprawić tyle radości kieleckim kibicom. Korona to jest absolutna rewelacja tych rozgrywek. Przed sezonem wiele pisało się negatywnych opinii na temat Gino Lettieriego, a nowi zawodnicy nazywani byli “szrotem zza granicy”. Z meczu na mecz dyspozycja kielczan jest coraz lepsza i skuteczniejsza, czego dowodem są wysokie zwycięstwa. Gra Korony się zazębia, komunikacja jest na znacznie wyższym poziomie. Każdy zawodnika zasuwa na 100%, prezentując przy tym kombinacyjną grę. Miło się patrzy na ten zespół i warto przychodzić na Kolporter Arenę. Korona była dzisiaj lepsza w każdym aspekcie i po raz kolejny zasłużenie zdobyła 3 punkty. Zespół Gino Lettieriego rozkręca się z każdą kolejką z coraz większym powerem!

Po meczu powiedzieli:

Jan Urban: Nie mam zbyt dużo do powiedzenia. Korona zasłużenie wygrała, miała mnóstwo sytuacji i zdominowała nas. Wiedzieliśmy, że Koronę można skontrować na jej stadionie. Mieliśmy jedną kontrę, która co najmniej powinna skończyć się sytuacją sam na sam. Czasem tak jest, że mecz się układa, wszystko wychodzi i przeciwnik się denerwuje. Powtórzę raz jeszcze, że Korona zasłużenie wygrała.

Gino Lettieri: Był to ciężki mecz – tak jak się spodziewaliśmy. Mówiliśmy od dwóch dni o tym i myślę, że drużyna zrozumiała. Chcemy drużynie podziękować, jestem dumny, że taktycznie Korona zagrała świetnie i do końca grała tak, jak chciałem. Po drugiej i trzeciej bramce moi zawodnicy cały czas grali do przodu. Po tym meczu piłkarze zasłużyli na kilka dni wolnego. To były ciężkie tygodnie, było sporo kontuzjowanych zawodników, ale zmiennicy dali radę. Na duże pochwały zasługuje Kosakiewicz, bo zagrał świetne spotkanie.

SKOMENTUJ WPIS KIBICA

Zostaw swój komentarz
Please enter your name here