Smutno oglądało mi się piątkowy mecz Górnika z Jagiellonią. Mimo piorunującego startu, piłkarze trenowani przez trenera Ireneusza Mamrota dostali kilka zwrotnych gongów i przegrali w Zabrzu 3:1.

Przez internet kolejny raz przetacza się fala krytyki znawców i internetowych taktyków, którzy oceniają warsztat trenera i zawodników. Nie mam skończonego kursu trenerskiego, w piłkę grałem co najwyżej amatorsko. Uważam, że wypowiadanie się bez tych atutów w kontekście fachowym jest zupełnie bez sensu. Mogę powiedzieć, będąc w restauracji, że danie mi smakuje lub nie, ale nie powinienem oceniać roli poszczególnych członków kuchennej załogi, bo mnie tam nie było. Nie widziałem założeń taktycznych Mamrota na samym początku jego pracy i nie było mnie w szatni ani na odprawie przed spotkaniem z Górnikiem. Jest jednak kilka rzeczy, które są FAKTAMI i na które bardzo warto zwrócić uwagę.

Po pierwsze: graliśmy w piątek i przegraliśmy z drużyną od nas lepszą. Lepszą indywidualnie na poszczególnych pozycjach (przede wszystkim statystycznie) na poziomie tego spotkania i globalnie na przestrzeni samego sezonu. Wystarczyło przejrzeć cyferki top 3 klasyfikacji kanadyjskiej. Historia spotkań rozgrywanych przez Górnika u siebie w taki sam sposób, bardzo dosadnie mogła sprowadzić Jagiellonię na ziemię. Zabrzanie z nikim u siebie jeszcze nie przegrali, więc ciężko było liczyć na to, że dostając niespodziewanego gonga w 4. minucie, nie będą w stanie zmotywować się i w jakiś sposób niesieni przez swoją publikę tego odrobić. Zaraz ktoś powie hola, hola, ale Jagiellonia jest w tym sezonie mega ekipą wyjazdową. Fakt jest jednak taki, że przy sporej dozie szczęścia łatwo punktowała na początku. Ostatnie pięć meczów wyjazdowych Jagi to remis, remis, remis, porażka i zwycięstwo. Razem z piątkowym spotkaniem daje to 6 punktów w 7 meczach, czyli dość przeciętnie.

Po drugie: cały czas przecenia się potencjał kadrowy Jagiellonii znacznie podkreślając zdobyte wicemistrzostwo. Nikt nie zauważa nieznacznych różnic pomiędzy poprzednim sezonem, a tym rok wcześniej (15/16), gdzie Żółto-Czerwoni dość szczęśliwie utrzymali się w lidze zbierając regularnie wyjazdowe lania. Przed obecnym sezonem odeszły dwa filary (Vassiljev i Góralski). Rozgrywającego zastąpiono sympatycznym Czechem, który liczb notować nie potrafi nawet w najmniejszym stopniu w porównaniu do Estończyka. Na miejsce Góralskiego sprowadzono Piotra Wlazło, który miał całkiem niezły wynik w klasyfikacji kanadyjskiej. Nigdy jednak nie był “pitbullem”, bądź zawodnikiem zwyczajnie destrukcyjnym. W Jagiellonii nie nabył nowych atrybutów, a stracił liczby. Cały czas deprecjonuje się Sheridana. Analizowałem już jakiś czas temu intensywną karierę Irlandczyka. Na przestrzeni lat nigdy nie był snajperem i wybitnym egzekutorem. Oczekiwanie od kogoś, kto raz na ruski rok trafiał z formą, że nagle stanie się regularnym snajperem jest pozbawione większego sensu. Reasumując – Jagiellonia nie miała potencjału kadrowego na pierwszą czwórkę i nic się w tej materii nie zmieniło.

Po trzecie, i chyba najważniejsze: dyspozycja. Jagiellonia od 12 lutego nie miała normalnej przerwy w rozgrywkach. Drastyczny spadek wydolności był jak tykająca bomba. Nikt dokładnie nie mógł wyliczyć, kiedy nadejdzie dołek. Pogódźmy się z tym, że właśnie nadszedł. Identycznie było w sezonie 15/16 i tak stało się teraz. Wysnuwanie wniosków, że lecimy na dyspozycji Probierza jest niczym nieuzasadnione. Zespół prowadzony przez Mamrota gra zupełnie inną piłkę, o wiele mniej toporną i przyjemną dla oka. To po prostu widać i nie potrzeba znać szczegółowych aspektów taktycznego rzemiosła.

Sporo głosów mówi o zmianie trenera. Nawet najlepszy kucharz nie ugotuje nic smacznego z przeterminowanych składników, które zastał na stole. Cieszmy się z punktów, które Jagiellonia uciułała i módlmy się o jak najwięcej do końca roku. Wypoczęci piłkarze w normalnym cyklu treningowym już od 10 lutego zaczną walkę na pełnych obrotach i udowodnią lub nie wartość, którą reprezentują i będą odzwierciedleniem warsztatu trenera Mamrota i jego sztabu. Narzekanie w końcówce listopada nie zmieni obecnego stanu rzeczy.

SKOMENTUJ WPIS KIBICA

Zostaw swój komentarz
Please enter your name here