Obserwuj nas

Wisła Kraków

Jesus, ufam Tobie i Arsenał Arsenicia odpalony przy Reymonta

wisła kraków

Oh, Jesus! – to były słowa, które wykrzyczałem w euforii po bombie Imaza, dającej nam wyrównanie w tym meczu. Od tego momentu wiedziałem, że nie może nam się nic już stać, no bo skoro takie strzały wchodzą, to znaczy, że Steinbors nie ma dna i można go bez skrupułów rozstrzelać.

Ostatni mecz z Lechią Gdańsk dawał nadzieję, że idzie to wszystko w dobrą stronę, bo widać było po zawodnikach, że najzwyczajniej w świecie chce im się zap.., zasuwać od pierwszej do ostatniej minuty. No, ale spodziewalibyście się takiego rollercoastera? Ja nie. I powiem wam szczerze, że chyba nie do końca lubię takie emocje, kiedy tracimy pierwsi gola, potem prowadzenie i do samego końca nie wiadomo jak się to skończy. Albo może inaczej: lubię takie mecze, ale dzień po. I najważniejsze w całej tej zabawie, że koniec końców wynik jest satysfakcjonujący.

***

W moich oczach, to był bardzo dziwny mecz. Śmiem stwierdzić, że gdyby obrona Wisły nie popełniła dwóch dziecinnych błędów, Arka nie strzeliłaby gola. Z drugiej strony, gdyby zespół z Gdyni miał w bramce Buchalika, to i Biała Gwiazda nic by nie ukłuła. To co Steinbors odstawiał wczoraj w meczu, podchodziło pod piłkarskie paragrafy i gdyby tylko istniała instytucja karająca piłkarzy za błędy w sztuce piłkarskiej, to bramkarz Arki przez długie lata oglądałby świat w kratkę. Coś czuję, że w następnym meczu będzie bronić ktoś inny (chociaż jak widzę, że na rezerwie jest Pilarz, to raczej „zamienił stryjek siekierkę na kijek”), bo wypluwał piłki lepiej niż dzieci papkę ze szpinaku, no i jeszcze ten strzał Imaza, który powinien obronić, chociaż przypominam sobie, że gdy bronił w Górniku Zabrze, to któryś z Wiślaków strzelił mu gola bezpośrednio z rzutu rożnego.

Llonch – Imaz – Lopez

Oh, Jesus! – to były słowa, które wykrzyczałem w euforii po bombie Imaza, dającej nam wyrównanie w tym meczu. Od tego momentu wiedziałem, że nie może nam się nic już stać, no bo skoro takie strzały wchodzą, to znaczy, że Steinbors nie ma dna i można go bez skrupułów rozstrzelać. To jest kolejny mecz, w którym Jesus Imaz prezentuje się bardzo dobrze, nawet nie wiem czy nie lepiej od Carlitosa, który troszkę ostatnimi czasy przygasł. Oczywiście nie zmienia to faktu, że jest dla nas nieoceniony i nawet w takiej formie jest bardzo przydatny na boisku, bo ściąga na siebie uwagę 2/3 obrońców, robiąc tym samym miejsce reszcie drużyny. Największe zespoły w Europie mają swoje tercety, dla których przychodzi się na stadion. U nas też taki jest. Nazwałem ich nowocześnie L-I-L: Llonch – Imaz – Lopez (wiecie, coś na wzór BBC z Realu). To trio robi nam grę i z meczu na mecz wygląda coraz lepiej.

Pol w meczu z Lechią wyglądał na zagubionego w nowym systemie, ale przez tydzień zaktualizował mapy w swoim GPS i z Arką grał już rewelacyjnie. Był wszędzie, naprawdę. W przerwie meczu jeszcze przyleciał do mnie i podał mi piwo z lodówki, ale nie został, bo mówił, że musi biec na drugą połowę. 😉 To, jak ten facet dobiega do przeciwnika, odbiera piłkę, ustawia się do przechwytu, zasługuje na brawa. Tempo, w jakim to wszystko robi, zasługuje już na standing ovation, a fakt, że nie zatrzymuje się przez całe spotkanie, powinno skutkować jak najszybszym przedłużeniem kontraktu. Nie wiem, dlaczego on nie gra w jakiejś liczącej się lidze, ale nie będę narzekał, niech zostanie u nas jak najdłużej.

Imaz we wczorajszym meczu grał koncert. Już nawet nie mówię o tym efektownym golu, mówię o tym jak ten chłopak szukał sobie wolnej pozycji na boisku, siejąc zamęt w obronie gości. Był wszędzie tam gdzie powinien być, uciekał kryjącym go zawodnikom bez problemu.

Lopez ma chyba lekki kryzys, być może treningi były za mocne dla niego i musi złapać świeżość. Nie przeszkadza mu to jednak w byciu kluczową postacią tej drużyny. Nawet, jeśli nogi nie niosą jak powinny, a sztuczki nie są tak skuteczne, jak były, to zostają jeszcze rzuty wolne, które bije z chirurgiczną precyzją i tylko niefart sprawił, że nie zakończył tego meczu z dubletem.

Bohater spotkania

Kluczową postacią spotkania został niespodziewanie Arsenić, zdobywca dwóch goli, dzięki którym wygraliśmy to spotkanie. Bardzo zaskoczyła mnie łatwość, z jaką znajdował się w sytuacjach bramkowych. Chłopak z meczu na mecz łapie pewność, spokój, ogrywa się, robi coraz mniej błędów i naturalną sprawą jest to, że nasuwa się pytanie – co dalej z Głowackim? Nie sądzę, żeby na dłuższą metę akceptował siedzenie na ławie, ale będzie miał ciężko wygryźć młodego ze składu, bo najzwyczajniej w świecie, nie daje ku temu powodów. Jedyną rozsądną opcją na ten moment (oczywiście w moim odczuciu), to rotować między Głową a Wasylem (żeby się dziadki nie rozsypały w trakcie sezonu).

Niepewność

Mitrović do 70. minuty działał mi tak na uzębienie, że już miałem 43 epitety jak mu pocisnąć. Wszystkie podania anemiczne, na alibi, ale przez ostatnie 20 minut odwiódł mnie od tego planu, bo zaczął grać szybciej, dokładniej. Może nie było to jeszcze tak dobre, jakbym oczekiwał, ale było nieźle. A razem z nim obudził się cały zespół. Halilović nie miał zbyt wiele czasu, żeby cokolwiek pokazać, ale podobało mi się, że nie bał się brać odpowiedzialności na siebie, wchodził w drybling, odwracał się od razu w kierunku bramki, starając się napędzać akcję. Nie można niestety tego powiedzieć o Boguskim…

Laurki były, to teraz rózgi

…Pewnie wielu z was będzie mi zarzucać, ze się uwziąłem na chłopa, no ale to przechodzi ludzkie pojęcie, co ten gość odwala na boisku. Spowalnia akcje, odwraca się tyłem do bramki, żeby chronić piłkę, a na końcu leży na murawie, a akcja idzie w drugą stronę. Boguś nie ma szybkości, nie ma strzału, nie ma podania, nie ma dryblingu, nie ma pewności siebie, krótko mówiąc: nie ma formy! Trener musi jak najszybciej znaleźć rozwiązanie tego problemu, bo możemy się wszyscy pośmiać z jego dyspozycji w meczu, albo dwóch, ale to już się robi poważna sprawa, a szkoda żeby legenda klubu, jaką niewątpliwie jest Rafał, była wystawiana na takie pośmiewisko i falę krytyki, chociaż trzeba od razu dodać, że krytyki w pełni zasłużonej. Skoczkowie odpuszczają skakanie w zawodach, żeby doszlifować formę. Może tym samym tokiem postępowania powinien iść Rafał, odpuścić granie, doszlifować formę, żeby być ważnym ogniwem na rundę finałową, bo w chwili obecnej nie jest przydatny drużynie i jest to bardzo smutny widok.

O ile w meczu z Lechią straciliśmy bramkę raczej po błędzie całej linii defensywnej, tak we wczorajszym meczu zaważyły błędy indywidualne. Przy bramce na 0:1 Maciek dostał taką dziurę, że jestem pod wrażeniem, że kolan nie połamał przy wykręcaniu się z murawy, a przy bramce wyrównującej na 2:2, zawalili do spółki Wasyl z Bartkowskim, którzy nie wyszli z resztą piłkarzy i złamali linię spalonego. Na rozgrzeszenie mogę dodać, że nawet strzelec był zdziwiony, że to się udało. A mogło być różnie, gdyby Buchalik nie obronił strzału w ostatnich sekundach meczu (bardzo pewne zawody w jego wykonaniu). Do poprawy jest obrona przy rzutach wolnych przeciwnika, bo póki co, każda piłka wrzucona w nasze pole karne sieje panikę i spustoszenie. Piłkarze przykręceni do murawy, nikt nie skacze.

I co dalej?

Pogubiony jestem w kwestii kontuzjowanych piłkarzy, nie wiem kiedy, kto wraca do gry, bo to się co chwilę zmienia.

Czekam z utęsknieniem na Wojtkowskiego. Gdybym był trenerem, popróbowałbym go na pozycji Boguskiego. Przy jego przebojowości mogłoby to zdać egzamin Zwłaszcza, że obecny trener chyba woli grę do przodu, a nie na przeczekanie. Dałbym też szansę Mateji Palciciowi(?) (no i weź tu to człowieku odmień, żeby nie było wstydu, niech mnie ktoś poprawi) zamiast Bartkowskiego. Kuba nie wygląda zbyt pewnie, rzadko wychodzi do przodu, a Piast – mimo dzisiejszej wygranej w Gdańsku – to zespół, z którym względnie bezpiecznie jest próbować czegoś nowego, bo w grupie mistrzowskiej (mam nadzieję, że tam zagramy) nie będzie już czasu na testowanie.

Kliknij by skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Reklama

Musisz zobaczyć

Więcej z Wisła Kraków