Nie mam pojęcia, czy stężenie endorfin można w jakiś sposób zmierzyć. Każda osoba ma jakieś swoje bardziej ulubione boiskowe momenty, które historia napisała na przestrzeni lat. Myślę, że stężenie endorfin może być tożsame z psychoruchową aktywnością danej osoby w przełomowym momencie. To jak bardzo chce się w danej chwili cieszyć, skakać, czy przytulić osobę, która stoi obok. Nawet największy wróg połączony wspólną euforią staje się najlepszym przyjacielem.

Mój pierwszy raz był w trakcie meczu Barcelony z Chelsea przy bramce Iniesty. Młodość to czas fascynacji “Blaugraną”, a tego gola obejrzałem po spotkaniu jeszcze ze 100 razy z wieloma różnymi wersjami komentarza.

Działalność przy Jagiellonii przyniosła mi do tej pory trzy tego typu momenty. Pierwszy to gol Tarasa Romańczuka w ostatniej minucie meczu z Podbeskidziem w sezonie 2015/16 dający utrzymanie. Cała ławka rezerwowych przebiegła połowę długości boiska by cieszyć się razem z nim i oszalałymi ze szczęścia kibicami. Kto wie gdzie byłaby teraz Jagiellonia, gdyby nie wywalczone w ekwilibrystycznych okolicznościach utrzymanie.

Drugi z momentów był w jesiennym starciu z Legią Warszawa przy golu Fedora Cernycha. Myślę, że naukowcy analizując głowę piłkarskiego kibica wzięliby pod uwagę trzy czynniki warunkujące intensywność reakcji. Pierwszym byłaby stawka, drugim przeciwnik (ranga i stosunki kibicowskie), a trzecim okoliczności czasowe i to jak bardzo z piekła do nieba przechodzi ukochana drużyna strzelając bramkę. W pewien sposób można jeszcze wziąć pod uwagę urodę bramki, ale to chyba sprawa drugorzędna.  Pełen stadion przy Słonecznej i gol przeciw Legii w 87 minucie to chyba mokry sen połowy Żółto-Czerwonych Świrów (i nikt mi nie powie, że tak nie jest).

Przejdźmy jednak do sedna, bo to wczorajszy mecz sprowokował mnie do napisania tego tekstu. Pisanie kolejnej rozprawki na temat tego, kto w którym aspekcie dominował, kogo warto wyróżnić, kogo zganić jest nudne. Pojedynczy (no w sumie podwójny) moment euforii w końcówce doliczonego czasu sprawił, że mecz i jego ocena przejdą do historii. Nie dziwię się frustracji ludzi w internecie, na forach, czy komentarzach. Bądźmy szczerzy, gdyby nie determinacja zespołu z Białegostoku to kibice wystartowaliby z “roastem” trenera Mamrota, Jagiellonia nie miałaby trzypunktowej przewagi nad Legią i nikt o tym meczu by nie pamiętał.

Euforia pochłonęła mnie tak mocno, że (nie wiem czy do końca z własnej woli) przetoczyłem się po glebie. Mój telefon miał ustawiony wcześniej 10 sekundowy samowyzwalacz, więc materiał z tej chwili nie mógł być aż tak atrakcyjny jak powinien. Wyręczył mnie jednak Jurek Kułakowski, który dzisiaj (18 marca) kończy 50 lat. Wszystkiego dobrego! Sam chyba nie mógł wymarzyć sobie lepszego prezentu.

Jeżeli Jagiellonia do końca sezonu będzie grała z tak ogromną determinacją i wykorzystując wszystkie atuty to przy odrobinie szczęścia zdobędzie Mistrzostwo Polski. Puchar Maja będzie w tym sezonie dla kibiców z Białegostoku jeszcze ciekawszy niż poprzedni. Nie mogę się doczekać!

1 KOMENTARZ

  1. Biała, nie “Biała”. A co do artykułu, to jeszcze ostatni mecz sezonu w którym zdobyliśmy brąz i delikatne uczucie upokorzenia, że dostajemy w papę od Lechii na oczach jej kibiców. I potem przychodzi końcówka meczu i nasze cztery bramki. To też było piękne.

SKOMENTUJ WPIS KIBICA

Zostaw swój komentarz
Please enter your name here