Obserwuj nas

Jagiellonia Białystok

To jest ten wieczór Jagiellonio!

9 maja 2018 to ważna data w kontekście sezonu 2017/18. W ten ciepły środowy wieczór rozstrzygnie się praktycznie wszystko. Albo utrzyma się status quo, albo losy walki o mistrzostwo odwrócą się o 180 stopni. A ponieważ podwójne remisy 0:0 nie lubią się powtarzać i decydujących o czymś rozwiązań wydaje się być więcej statystycznie, to ostatnia kolejka przed pierwszą z Multilig zapowiada się ultra ciekawie.

Umówmy się, że niedzielne starcie Jagiellonii z Legią to mecz o którym bardzo chcę zapomnieć cała piłkarska i kibicowska Polska. Jeden celny strzał prosto w ręce Arkadiusza Malarza i bomba Bartka Kwietnia, która delikatnie musnęła poprzeczkę to za mało, aby mówić o piłkarskim widowisku nawet najniższej klasy. Konflikt dotyczący sektora gości zaś, pozostanie natomiast namiastką przypominającą politykę. Jedni i drudzy mają swoje argumenty i jedyne o czym można marzyć w tej sytuacji, to zażegnanie kwasu w kolejnych meczach Jagiellonii z Legią przy Słonecznej.

Trener Mamrot miał od niedzielnego spotkania około 72 godziny na rozwiązanie dręczących go zapewne dylematów. Było ich kilka, a czasu niewiele. Po pierwsze rozwiązanie kwestii środka pola. Zupełnie przypadkowo na pozycji nr. 8 genialnie zagrał Martin Pospisil i nie użyłem tego słowa w złym kontekście. Filigranowy pomocnik w tej strefie dzielił i rządził, bardzo często kasując większego i bardziej doświadczonego Francuza Williama Remy. Absencja Tarasa Romanczuka wymusiła kilka posunięć.

Mając do obsadzenia 2 pozycję – lub 3, jeśli policzymy nr. 10 – Mamrot miał do wyboru Kwietnia, Wlazło, Pospisila i Szymonowicza. Pierwszy wniósł w końcówce dużo nieustępliwości, wkład w grę drugiego wyglądał przeciętnie pomimo dobrych liczb, trzeci świetnie radzi sobie na pozycjach 10 i 8 a ostatni szansy raczej w tak kluczowych meczach nie dostanie. Konfiguracji jest wiele biorąc pod uwagę, że do układanki dochodzi jeszcze Karol Świderski. Bardzo dużo zależy od nastawienia taktycznego. Trener może powtórzyć taktykę sprzed 2 miesięcy i zabójczo kontrować zespół z Poznania lub zupełnie zaskoczyć Lecha posiadaniem piłki i przejęciem inicjatywy, co udaje się przy Bułgarskiej mało komu.

Kolejny dylemat to skuteczność. Ciężko stwierdzić w jakiej dyspozycji są napastnicy. Bezjak, Świderski i Sheridan nie otrzymują ostatnio wielu kończących podań. Na taki stan rzeczy mogą wpływać, chociażby nierówne występy Frankowskiego i Novikovasa, ale też mało prób rozgrywania piłki środkiem pola. Jagiellonia w meczu z Legią brutalnie pchała piłkę skrzydłami (85 prób ataków flankami i tylko 12 środkiem). Sporo strat zaliczali w tym spotkaniu skrzydłowi (Frankowski 6, Novikovas 9). Dla porównania, w najlepszym w tym sezonie spotkaniu przy Łazienkowskiej proporcje ofensywnych prób wynosiły 64:18 (skrzydła:środek), a skuteczność akcji rozgrywanych środkiem wynosiła około 30%, co bez cienia wątpliwości można było zauważyć gołym okiem.


Ostatnim dylematem jest wybór napastnika. Na podobnym poziomie wydają się prezentować obecnie Bezjak, Świderski i Sheridan, a ostatni we wtorek około godziny 13:00 opublikował fragment z gry Fortnite, co oczywiście mogło się odbyć z zachowanego wcześniej pliku, ale mogłoby też oznaczać, że Cilliana nie ma w wyjazdowej kadrze (oczywiście to tylko surowe przypuszczenia).

Jagiellonia musi przy Bułgarskiej zagrać o swoje i pokazać, że finisz może należeć do niej. Zawodnicy z Białegostoku muszą oczywiście spoglądać jednym okiem na Łazienkowską, ale priorytetem są najpierw trzy punkty w Poznaniu. Na stadionie Lecha mniej niż 2 bramki w jednym meczu padło ostatnim razem 8 lat temu w meczu o Superpuchar Polski, więc jedno jest pewne. Będzie się działo!

Kliknij by skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Reklama

Musisz zobaczyć

Więcej z Jagiellonia Białystok