team Legia
fot. Rafał Samsel

Do końca sezonu pozostały już tylko trzy kolejki. W grudniu Legia niespodziewanie przegrała z płocką Wisłą 2:0. Dziś “Wojskowi” nie mogą sobie pozwolić na popełnienie błędu – muszą wygrać z aspirującym do gry w pucharach rywalem, aby utrzymać się w walce o upragniony tytuł.

Niedzielne hitowe spotkanie z Jagiellonią było po prostu nudne, więc po ogromnych grzmotach z tej wielkiej chmury ledwie pokropiło. Oba zespoły zagrały bardzo zachowawczo, czemu dziwić się nie możemy, wszak ten mecz miał wagę “przysłowiowych” sześciu punktów. Legia zagrała słabo, brakowało dosłownie wszystkiego, szybkości i kreatywności. Na domiar złego, Legia po raz kolejny nie radziła sobie z pressingiem przeciwnika. Myślę, że tu trzeba wrzucić kamyczek do ogródka trenera Klafuricia. Do tej pory nie mylił się jeśli chodzi o zestawienie składu, tu ewidentnie brakowało zabezpieczenia środka pola. Jedynymi osobami, jakie można pochwalić po tym meczu, jest para stoperów oraz Cris Philipps. Dawno nie oglądaliśmy tak słabego meczu na szczycie, w którym nikt nie zasłużył na zwycięstwo.

Warszawiacy zagrali zachowawczo i mam wrażenie, że ten mecz od początku był planowany jako taki “na zero z tyłu”. Najważniejsze było aby gola nie stracić, a może uda się coś wcisnąć. To bardzo realny scenariusz biorąc pod uwagę sobotni wynik Lecha. Już raz taką zagrywką popisał się Stanisław Czerczesow w meczu z Zagłębiem w sezonie 15/16. Status quo został utrzymany, nadal liderujemy i mamy minimalną przewagę. Biorąc pod uwagę bezpośredni mecz w Poznaniu i to, że Lech ma przed sobą mecz z Jagiellonią, wciąż mamy pole position w szalonym wyścigu żółwi.

***

Wisła Płock dzięki wygranej Legii w finale Pucharu Polski wciąż ma szanse na grę w europejskich pucharach. W przypadku mistrzostwa Polski warszawian, w eliminacjach do Ligi Europy zagra czwarta drużyna w tabeli. Śmiem twierdzić, że płocczanie grają w kratkę, lecz urywali punkty wszystkim pretendentom do tytułu. Wisła przyjedzie do stolicy osłabiona brakiem aż pięciu piłkarzy, w tym motoru napędowego w postaci Konrada Michalaka. Za występ wypożyczonego Legionisty Nafciarze musieliby zapłacić okrągły milion złotych.

***

Żółwi wyścig po mistrzostwo wkroczył w decydującą fazę. Sztab Legionistów zagrał va banque. Strata punktów w meczu z Jagą mogła być bardzo kosztowna, więc logiczna była gra “na zero z tyłu”. Martwi trochę forma Remy’ego, notował dużo strat i był bardzo elektryczny, mam nadzieję, że to tylko gorsza dyspozycja dnia. Występ Niezgody z Wisłą stoi pod dużym znakiem zapytania, dwa ostatnie mecze grał z blokadą ortopedyczną. Najważniejsze, że patrzymy tylko na siebie i nie musimy się martwić o wyniki innych spotkań. Ten mecz, jak 4 poprzednie, jest po prostu kolejnym finałem, który trzeba wygrać.

SKOMENTUJ WPIS KIBICA

Zostaw swój komentarz
Please enter your name here