Kiedy Zagłębie rzutem na taśmę przyklepywało sobie awans do grupy mistrzowskiej, sporo sobie po tym fakcie obiecywałem. Kultowe już wśród lubińskich kibiców powiedzenie Piotra Stokowca o “obranej drodze” i “stawianiu na młodych” w końcu miało zostać wcielone w życie. Co prawda od kiedy stery w Lubinie przejął Mariusz Lewandowski, młodzi dostawali swoje szanse, ale wciąż były to bardziej epizody niż rozwiązania systemowe.

Piłkarski weekend

Doskonałą okazją do szerszego “przeglądu wojsk” był organizowany w ten weekend międzynarodowy KGHM Cup 2018. Do Lubina zawitały drużyny młodzieżowe Evertonu, Cardiff City (zwycięzcy), Royal Antwerp, Slavii Praga czy NEC Nijmegen. Idealna wręcz szansa, aby na własne oczy sprawdzić, jak to nasze szkolenie wygląda w porównaniu z innymi klubami europejskimi. Dodatkowo był to turniej w kategorii U15, więc było-nie było bezpośrednie zaplecze drużyn, z których najlepsi trafiają do szerokiej kadry pierwszego zespołu. Oczekiwania więc miałem spore, choć przyznaję bez bicia – trochę na wyrost. O ile w pierwszych meczach widać było dynamikę i pomysłowość, o tyle z każdą kolejną godziną upał i duchota skutecznie wygrywała walkę z młodymi organizmami.

Emocje, których nie było

Ukoronowaniem całego weekendu miał być pojedynek Zagłębia i Jagiellonii. Sporo sobie po nim obiecywałem, szczególnie pod kątem występu gości. Jagiellonia wciąż przecież walczy o mistrzostwo Polski, więc bez względu na wszystko powinna do Lubina przyjechać jak na wojnę, a fakt, że wcześniejsze dwa pojedynki na wyjeździe (w lidze 1:0, w pucharze 2:1) przegrali, musiały skutecznie mącić ich spokój.

Logika swoje, a życie swoje. Jagiellonia od początku grała mądrze, Zagłębie było senne i niedokładne. Suma summarum z wielkiej chmury spadł mały deszcz. Przemeblowane Zagłębie nie było w stanie skutecznie zagrozić piłkarzom Mamrota, więc ci spokojnie czekali na swoje szanse. Szanse przyszły, bramki wpadły. Miedziowi co prawda walczyli w II połowie i choć finalnie bramka kontaktowa padła, to na niewiele to się zdało.

Mecz jak sezon, sezon jak mecz

Wiele się w Lubinie działo w tym sezonie. Dobry początek sezonu – co już powoli staje się tradycją – a potem jesienna deprecha obniżka formy. Gdzieś między nimi zdarzają się mecze, które porywają ludzi, aby chwile później ich zanudzić i wywołać uśmiech politowania. To wszystko doprawione bylejakością w podejściu do kibiców, która też w pewnym sensie jest u nas tradycją. Kiedy wydawało się, że najgorsze za nami, że sezon co prawda będzie z czapy, ale przygotowania do następnego można zacząć wyjątkowo wcześnie, spada bomba. A właściwie spada prezes i znów wszystkie plany najprawdopodobniej idą do kosza.

Dokładnie tak, jak w wielu meczach tego sezonu. Są naprawdę dobre momenty, widać zarys koncepcji, automatyzmów, kreatywności, tylko zbyt często przeplata się to z niedokładnością, brakiem agresywności, stabilności, czy po prostu autentycznym sportowym zjazdem o jedno lub dwa piętra w dół.

Na koniec coś ku pokrzepieniu serc. Jeden z chłopaków Slavii, ze swoim wielkim duchem walki popędza gracza Cardiff, żeby nie szukał pomocy u innych (sędziach), ale podniósł rękawice i honorowo walczył do końca o zwycięstwo, mówiąc płynnie po angielsku:

“Shut up and play the ball”

SKOMENTUJ WPIS KIBICA

Zostaw swój komentarz
Please enter your name here