Obserwuj nas

Wisła Kraków

Quo Vadis, Wisełko?

Sadlok

Cucumber season – czas pomiędzy zakończeniem starego sezonu, a rozpoczęciem nowego. Chwila wytchnienia dla kibiców akurat po to, żeby ukoić zszargane nerwy. Moment na spekulacje transferowe, bajdurzenie o wzmocnieniach, dopuszczenie Januszy do głosu na czas większej imprezy sportowej.  Czyli nic innego jak nasz rodzimy sezon ogórkowy, tylko ubrany w ładne angielskie słowa, żeby wydawało się bardziej profesjonalnie. Wszystko co powiedziane po angielsku brzmi tak jakby ładniej, poważniej, dostojniej, delikatniej. No ogólnie ochy i achy. Ale jest jedno słowo, które po Angielsku brzmi nijako, a po polsku daje jasno do zrozumienia, jaki jest ton wypowiedzi.  Kurwa – bo o to słowo chodzi, to kwintesencja naszego języka. Poziom zdenerwowania osobnika rzucającego to proste, a jednocześnie dosadne słowo w eter, mierzona jest w ilości „R” w wypowiedzianym słowie. W Krakowie, po tej lepszej stronie błoń, nikt jeszcze „Kurwa nie powiedział”. Wszyscy dalej przeciągają „R”, tak są wkurwieni..

A miało być tak pięknie…

Klub miał być uporządkowany. Po perypetiach z różnymi trenerami, z których jeden (ten co lubił ludziom wysyłać listy, to znaczy chyba lubił, skoro brał od nich koperty) uciekł, a drugiego (uśmiechniętego) zwolnili, zanim zdążył wypakować kartony ze zdjęciami rodziny, miał przyjść czas stabilizacji. Mieliśmy trenera, który byłby lepszym dyrektorem sportowym, takie dobre zrobił transfery, bo trenowanie nie wychodziło mu za dobrze. To i tak lepiej, bo Legia miała dyrektora sportowego, który trenera udawał, ale ja nie o tym.. Po Kiko, przyszedł On. W białym garniturze na białym koniu, długo wyczekiwany zbawiciel, który wreszcie pokaże nam dlaczego zupę wygodniej jeść łyżką, a nie widelcem. Don Joan. Tak! My, do spółki z nowym dobrodziejem, będziemy pchać ten wózek, a Don będzie nas kierował wprost na podium zdobyte młodymi, zdrowymi, utalentowanymi, nastoletnimi Polakami! A wszystkie nasze sukcesy opiszemy dla was i udostępnimy na naszej wspaniałej, nowo-powstałej stronie internetowej. No niekończące się pasmo sukcesów.

„Koń się zesrał”

Tak zwykł odpowiadać mój kolega, swoim synom, kiedy doprowadzali go do granic wytrzymałości swoim ciągłym gdakaniem „Tato, co się stało?” No i ta odpowiedź pasuje idealnie do atmosfery w okół naszego klubu, bo na ten moment gówno zostało z tych wszystkich szumnych zapowiedzi i górnolotnych planów. Don Joan, z trenera „na lata”, zmienił się w trenera „do lata” i się zwinął, młodzi, którzy mieli nas wzmocnić, wybrali Śląsk, dobrodziej ociąga się z zainwestowaniem w klub, a strony jak nie było tak nie ma. A jakby tego było mało, to nad tą kupą lata wredna mucha z TVN i szuka sensacji w klubie, zniechęcając dobrodzieja do pomocy.

I co z tym fantem zrobić?

Sam nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć. Kupa świeża, więc śmierdzi mocno, ale nie jest do końca jasne, kto jest tym koniem, który nawalił i poszedł. To, że Carrillo nie miał po drodze z Sobolewskim, wiedzieliśmy od jakiegoś czasu. Podoba mi się fakt, że zarząd stanął w obronie swojej legendy, którą szykuje na trenera zespołu, ale jednocześnie szkoda mi Carrillo, bo widziałem poprawę w grze zespołu pod jego wodzą, a sam trener miał prawo się zdrowo wkurwić, kiedy cały środek pola mu się posypał. W moim przekonaniu trener jest odpowiedzialny za wyniki, ale ma prawo wymagać od zarządu, żeby przygotowali mu środowisko pracy pod jego potrzeby. Jeśli stwierdziłby, że potrzebuje z drużyną wyprawy w Himalaje, by zdobyć mistrzostwo, to klub powinien mu to zagwarantować i wystrzelać po dupie, gdyby pomimo warunków, założeń nie spełnił.  

Nowa strategia?

Jeśli włodarze chcą oprzeć struktury drużyny o byłych graczy i ludzi, którzy Wisłę mają w sercu, to jestem zbudowany i klaszczę rękami, stopami i uszami naraz. Ale z drugiej strony, Sobol nie ma doświadczenia w prowadzeniu drużyny i boję się, że przy kilku niekorzystnych wynikach, komuś odskoczy klepka i nagle zacznie mieć w dupie legendy, a Radek skończy jak Moskal czy Kulawik.

Spekulacji jest wiele, widziałem gdzieś dzisiaj, jak przewijało się nazwisko Mariusza Jopa. No kurwa mać, to może w ogóle dajmy ogłoszenie na OLX:  „Wielki, aczkolwiek stojący na glinianych nogach klub, szuka trenera – entuzjasty, do prowadzenia pierwszej drużyny. Wymagania: Umiejętność zapamiętania 23 nazwisk, wraz z umiejętnością wpisania ich do protokołu. Zdolności manualne, celem narysowania flamastrem strzałek, na odprawie (odplamiacz do ubrań we własnym zakresie). Doświadczenie w zakresie obsługi pompki ręcznej. Umiejętność robienia dobrej miny do złej gry, połączona z nieumiejętnością dochodzenia swoich praw przed sądem pracy. Umowa-Zlecenie, wynagrodzenie na zasadzie barterowej – kubki, szaliki, breloczki”.  Szanujmy się, albo nie będą nas szanować.

Kiko skautem?

No i ostatnia sprawa – transfery młodych do klubu. Krążą po internecie opinie, że Junco starając się przekonać piłkarzy do grania w naszym klubie, nawijał im makaron na uszy o historii i pucharach, co stoją w gablotach, zamiast mówić o konkretach. Wszystko spoko, tylko po pierwsze, młody piłkarz myśli bardziej o tym co będzie, a nie co było, po drugie, piłkarze w tych czasach potrafią liczyć i mają za sobą menedżerów, którzy potrafią to robić jeszcze lepiej, więc hajs musi się zgadzać, a po trzecie pucharami z gabloty się nie najesz, więc wypłata musi być na czas. Może on się do tego nie nadaje? Jedna z osób wrzuciła dzisiaj na Twitter zestawienie transferów, kto kogo ściągnął do klubu. Wynik był zaskakujący, gdyż okazało się, że najlepszych piłkarzy znalazł Kiko Ramirez. Więc tak sobie myślę, że może by jemu zaproponować tę fuchę, skoro i tak dostaje od nas wypłatę co miesiąc?

Boję się..

Wyznaję Wam Bracia i Siostry po szalu, że boję się kilku rzeczy. Ufam zarządowi, bo podźwignęli klub, gdy ten był już po uszy w bagnie. Kolejne ruchy jednak zaprzeczają temu, o czym mówili na początku sprawowania władzy w Wiśle. Nie widać stabilizacji, a sytuacja przypomina bardziej próbę odzyskania save’a z poprzedniej gry, bo ta kampania nie wyszła.  Nie daje mi spokoju fakt, że nie jesteśmy w stanie wygrać wyścigu o najzdolniejszą młodzież, bo do jednej nogi, na grubym łańcuchu, doczepioną mamy wielką kulę z niespłaconymi zobowiązaniami, a ratusz, zamiast podać nam pomocną dłoń, co ma miejsce w innych miastach, przetrąca nam drugie kolano, dorzucając na garba opłaty za stadion.

Koszty

Nie ma co się dziwić, skoro prezydent jawnie sympatyzuje z naszą sąsiadką, chociaż z założenia, powinien być bezstronny na czas piastowania urzędu. Martwi mnie fakt, że mamy na utrzymaniu w jednym czasie kilku trenerów i 2 piłkarzy, którzy od dawna nie mają z klubem nic wspólnego. Można popełniać błędy, ale jeśli powiela się ciągle jeden i ten sam błąd i nie wyciąga z niego wniosków, to sami wiecie o czym to świadczy. Skoro pobierają pieniądze, to dlaczego nie wysłać pisma, że mają się codziennie stawiać w klubie gotowi do roboty. Jeśli nie wykonają poleceń, to zgłosić gdzie trzeba, że dany osobnik nie wykazuje zainteresowania, by podjąć pracę. Boję się, że „redaktor” Jadczak namąci w okół klubu tak skutecznie, że żaden potencjalny inwestor już się nie pojawi. Boję się, że prędzej czy później skończymy jak Widzew – w 4. lidze. A tam już czeka na nas błyskotliwy i charyzmatyczny trener Smuda..

Quo Vadis Wisełko?

Jedno jest pewne i ciągle powtarzam to jak mantrę:  „Jesteśmy dumą tego miasta! A w Naszych sercach Biała Gwiazda!  I nawet jeśli będzie źle! My nigdy nie poddamy się!”  

Kliknij by skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Reklama

Musisz zobaczyć

Więcej z Wisła Kraków