
Po pierwszych dziewięciu oficjalnych spotkaniach Jagiellonii w sezonie 18/19 nadszedł dziesiąty mecz w którym zabrakło szczęścia i zimnej głowy. Ekipa z Białegostoku grając bez kontuzjowanego Runje, Burligi i Frankowskiego zmierzyła się z ciekawie prezentującą się do tej pory Miedzią Legnica. W niedziele zanosiło się na ciekawe starcie i ciężko było stwierdzić, że faworyt jest tylko jeden.
Ofensywna Miedź
Od początku spotkania okazało się, że Miedź nie stanie za podwójną gardą i tak samo, jak Jagiellonia będzie szukać swoich szans z przodu. Mecz w pierwszych 45 minutach był szalenie nudny. Niewiele stwarzanych sytuacji, sporo kopaniny i brzydka aura bardzo mocno dały się we znaki piłkarzom. Mało brakowało jednak, a jeden z bramkarzy mógł wyciągnąć piłkę z siatki. Świetne interwencje zarówno Kelemena, jak i Kanibołockiego „uchroniły” widowisko od złamania stagnacji. Piłkarze zeszli na przerwę do szatni, a deszcz jak padał wcześniej tak nie kończył padać dalej.
Jagiellonia w drugiej połowie grała o wiele odważniej. Sytuacji zaczęło być więcej, ale piłkarski rollercoaster zaczął się dopiero w 61 minucie, kiedy na boisku pojawił się Bartek Kwiecień. Przy pięciu kolejnych bramkach nie zabrakło eksplozji radości, ale też pomruku niezadowolenia. To Miedź ostatecznie stać było na więcej strzelonych bramek i mimo świetnego wykończenia strzałów przez Bezjaka i Romanczuka to ekipa z Legnicy wywiozła z Białegostoku 3 punkty i to ona ustrzegła się głupich błędów i momentów dekoncentracji. Co wydaje się kluczowe dla zespołu z Białegostoku w nadchodzących dniach?
Karuzela transferowa
Po pierwsze kwestia karuzeli transferowej. Na wylocie z klubu wydaje się być Piotr Wlazło, który nie dość, że prawdopodobnie nie przywdzieje już żółto-czerwonego trykotu to nie zamierza szukać nowego zespołu. Równie daleko występów jest Dejan Lazarević, który wprawdzie trenuje z zespołem, ale już dawno nie znalazł się w meczowej osiemnastce. Z zagranicą negocjuje Przemysław Frankowski, a w stosunkowo ciężkiej sytuacji znajduje się Cillian Sheridan. Mimo tego, że zgodnie z opinią trenera Mamrota w okolicach spotkania z Rio Ave znajdował się u szczytu formy to na ostatnie zapytanie o jego dyspozycje w czwartkowej audycji „Strefa kibica” szkoleniowiec Jagiellonii nie był zbyt chętny udzielać odpowiedzi.
W niedzielę na ręce Irlandczyka nie było widać stabilizatora z którym pojawił się jeszcze tydzień temu na meczu z Piastem, a konkurencja w ataku przysparza mu w tym momencie dodatkowy kłopot. Roman Bezjak bramkami zapewnił sobie miejsce w napadzie na kilka najbliższych spotkań, a za jego plecami czekają wciąż nieobliczalni Klimala i Świderski.
Środek obrony Jagiellonii
Ogromny ból głowy trener Mamrot może mieć ze środkiem obrony. Zakładając powrót Ivana Runje, każdy kolejny uraz na środku obrony będzie wiązał się z koniecznością wystawienia Lukasa Klemenza. Zawodnik ten mimo dobrych przerzutów wiele pojedynków przegrywał, a niepewność i brak zgrania z Mitroviciem była widoczna gołym okiem. W pogotowiu jest oczywiście młody Ozga, ale doświadczenie juniora, a w zasadzie jego brak nie przemawia za oparciem na nim połowy środka obrony w jakimkolwiek spotkaniu o punkty.
Trudny teren w Płocku?
Ekipę z Białegostoku czeka w niedzielę wyjazd na ciężki teren do Płocka. Pomijając jednak wyjazd do Belgii ostatnią wyjazdową porażkę Jaga odniosła w lany poniedziałek, 2 kwietnia w meczu z Zagłębiem. Wydaje się więc, że w teorii dla trenera Mamrota nie istnieje pojęcie takie jak „trudny teren”. Biorąc pod uwagę statystyki to nadal faworytem niedzielnego spotkania pozostaje Jagiellonia. Jak okaże się w praktyce. Zobaczymy już za niecały tydzień.