Obserwuj nas

Górnik Zabrze

Czy polskie kluby zagrają jeszcze w europejskich pucharach?

losowanie Legia

Po rekordowo szybkim odpadnięciu polskich klubów z eliminacji europejskich pucharów trwa polowanie na czarownice. Jeszcze przez jakiś czas dyskusje będą nasilone, zanim wrócą do zwykłej częstotliwości. Nie brakuje rad systemowych, dotyczących pracy u podstaw, których efekty jednak mogłyby przyjść zapewne dopiero za kilka lub kilkanaście lat. Poniżej próba oceny tego, co trzeba zrobić, aby już za rok przejść eliminacyjne sito.

Na początku kilka faktów odnośnie nowego systemu rozgrywek UEFA (proszę niektórych punktów nie traktować jako wymówek, a jedynie ocenę rzeczywistości):

  • dla krajów takich jak Polska tylko dla mistrza przewidziano relatywnie łatwą ścieżkę. Stawka w eliminacjach LM i LE w drabince mistrzowskiej jest bardzo wyrównana, a nie trzeba nawet mieć rozstawienia, aby daleko zajść. W eliminacjach LE w tej ścieżce współczynnik nie ma znaczenia przy rozstawieniu, co może skutkować zaskakującymi parami. Na wczesnym etapie mogą trafić na siebie dwa teoretycznie mocne kluby, a w ostatniej rundzie eliminacji – dwa przeciętne.
  • ze ścieżki niemistrzowskiej eliminacji LE bardzo niewiele zespołów awansuje do fazy grupowej. W tym sezonie, nie licząc klubów spadających z eliminacji LM z analogicznej ścieżki, bierze w niej udział 141 zespołów, a tylko 13 z nich zagra jesienią w grupie. Szansa na to, aby na tych 13 miejsc trzy zostały zajęte przez naszych przedstawicieli, jest po prostu bardzo mała. W obecnym układzie to praktycznie niemożliwe. Nasze oczekiwania powinny więc sprowadzać się do mistrza realnie walczącego o fazę grupową i kolejnego jednego-dwóch zespołów, które otarłyby się o to w ścieżce niemistrzowskiej.
  • zmieniły się zasady obliczania współczynnika klubowego. Kluby ze słabszych krajów, jeśli grają regularnie w pucharach, bazują na swoim własnym współczynniku i w porównaniu do innych nie obciąża ich niski współczynnik krajowy. To daje szansę na lepsze rozstawienie naszych klubów, ale do tego trzeba grać w pucharach choćby tak, jak jeszcze do niedawna robiła to Legia. To jednak jest najmniej ważny argument, bo ostatnimi czasy można dojść do z pozoru zaskakującego wniosku…

Czy rozstawienie jest przereklamowane?

O nietypowej ścieżce mistrzowskiej eliminacji LE wstępnie było już wyżej. Rozstawienie w niej zależy od tego, w której rundzie eliminacji LM się odpadnie, a nie od współczynnika. Biorą w niej udział wyłącznie zespoły odpadające z el. LM, a z powodu terminów losowań, uczestniczą w nich de facto pary z el. LM, gdzie interesuje nas drużyna słabsza.

Termin losowań ma też swój wpływ w zwykłej ścieżce. Tam rozstawienie następuje według wyższego współczynnika w parze. To z tego powodu Lech i Jagiellonia, gdyby wyeliminowały Belgów w III rundzie, w IV zagrałyby z klubami nierozstawionymi. To jest chyba podstawowa szansa, aby w takiej ścieżce móc rzeczywiście powalczyć o fazę grupową. Oczywiście można mieć pecha jak Jagiellonia i mieć potencjalną ścieżkę w postaci Rio Ave, Gentu i Bordeaux. Jednak już taki Lech z Brøndby miałby zapewne większą szansę. W naszej sytuacji, gdy poza Legią nikt nie ma współczynnika dającego rozstawienie w ostatniej rundzie, trzeba liczyć na zrobienie co najmniej jednej niespodzianki. Zwykle nasze kluby stać właśnie tylko na jedną. Tak wyglądało to w ostatnich latach (wyeliminowane zespoły rozstawione w el. LE):

SezonI rundaII rundaIII rundaIV runda
2009/10
2010/11Lech (Dnipro 1:0 i 0:0)
2011/12Śląsk (Dundee United 1:0 i 2:3)Śląsk (Lokomotiw Sofia 0:0 i 0:0, karne 4:3)

Legia (Gaziantepspor 1:0 i 0:0)

Legia (Spartak Moskwa 2:2 i 3:2)
2012/13
2013/14Śląsk (Club Brugge 1:0 i 3:3)
2014/15Ruch (Esbjerg 0:0 i 2:2)
2015/16
2016/17Zagłębie (Partizan Belgrad 0:0 i 0:0, karne 4:3)
2017/18
2018/19Jagiellonia (Rio Ave 1:0 i 4:4)

 

Często jest tak, że nasza gra w el. LE kończy się, gdy trafiamy na rywali rozstawionych. Z niektórymi naprawdę ciężko oczekiwać nawiązania walki, tak jak Śląsk, który w sezonie 2013/14 dostał Sevillę, późniejszego triumfatora rozgrywek (trzykrotnego z rzędu). Problem pojawiał się, gdy po pokonaniu jednego takiego przeciwnika, nie wykorzystywało się takiej szansy w następnej rundzie. To zrobiły tylko Legia i Śląsk siedem lat temu, ale Lokomotiw był rozstawiony w zasadzie tylko na papierze. Potem tak samo było z Rapidem Bukareszt i to tamto odpadnięcie może boleć, podobnie jak potem Helsingborg w eliminacjach LM. W przypadku Ruchu i Zagłębia szkoda niewykorzystanej szansy w postaci Metalista i SønderjyskE, które też były do ogrania. Podobnie teraz Jagiellonia mogła wyeliminować Gent, ale – tak jak Zagłębie – miałaby przed sobą jeszcze jedną rundę. Nawet jak uda się sprawić niespodziankę, to ma to miejsce za wcześnie, aby było to jeszcze decydujące o awansie do grupy.

Jednak kiedyś wyeliminowane takiego Clubu Brugge nie dawało rozstawienia w IV rundzie, tylko trafiało się na przeciwnika pokroju Sevilli. Dopiero teraz takie niespodzianki są naprawdę w cenie, choć i tu można trafić teoretycznie gorzej, jak na przykład na Bordeaux. Mimo mniejszej liczby miejsc z tej ścieżki wyeliminowania rywala rozstawionego może teraz dawać więcej niż kiedyś.

Zatem odkąd istnieje Liga Europy, w jej eliminacjach osiem razy udawało nam się eliminować rywali rozstawionych. W tym czasie tego statusu sami nie byliśmy wykorzystać jedenastokrotnie. Bilans jest więc niekorzystny, ale tylko raz skutkowało to odpadnięciem w ostatniej fazie. Aż siedem razy miało to miejsce w III rundzie, z czego pięć przypadków idzie na konto Lecha.

SezonI rundaII rundaIII rundaIV runda
2009/10
2010/11Wisła Kraków (Qarabağ 0:1 i 2:3)
2011/12Jagiellonia (Irtysz 1:0 i 0:2)
2012/13Lech (AIK 0:3 i 1:0)
2013/14Lech (Zalgiris 0:1 i 2:1)
2014/15Lech (Stjarnan 0:1 i 0:0)
2015/16Śląsk (Göteborg 0:0 i 0:2)
2016/17Cracovia (Shkëndija 0:2 i 1:2)Zagłębie* (SønderjyskE 1:2 i 1:1)
2017/18Lech (Utrecht 0:0 i 2:2)Legia (Sheriff 1:1 i 0:0)
2018/19Legia* (Dudelange 1:2 i 2:2)

* – Zagłębie i Legia nie były rozstawione według „klasycznej” metody, ale miały wyższe współczynniki od swoich rywali

To przywodzi mi na myśl podsumowanie po poszczególnych klubach.

Legia Warszawa

Przez kilka lat korzystała ze współczynnika, który sama sobie wypracowała. Popisem był zwłaszcza sezon 2015/16, gdy wygrała wszystkie sześć meczów w eliminacjach LE, w tym z groźną Zorią Ługańsk. Korzystała też na regularnym uczestnictwie w eliminacjach LM, gdzie przeciwnicy są słabsi, a najczęściej miała też koło ratunkowe w postaci spadku do eliminacji LE (choć w starym systemie trzeba było najpierw przejść II rundę). Teraz jednak w ciągu roku odpadła już z czterema nierozstawionymi zespołami. Jeżeli uda się tam opanować kryzys, toczący ją już od dłuższego czasu, będzie miała wszelkie dane ku temu, aby za rok z powrotem awansować do grupy. Jednak jeśli wtedy się to nie uda, straci sporą część współczynnika (odpadnie 10 punktów z 24,5) i też będzie musiała bardziej sama sprawiać niespodzianki, niż wystrzegać się wpadek ze słabszymi rywalami – zwłaszcza gdyby trafiła do zwykłych eliminacji LE.

Lech Poznań

W formacie z Ligą Europy awansował do fazy grupowej tylko dwa razy, za każdym razem odpadając z eliminacji LM. Od 2009 roku i dwumeczu z Fredrikstad nie do przebrnięcia jest dla niego III runda eliminacji LE, przez co zatracił swój wysoki współczynnik. Jeżeli zostanie mistrzem Polski, będzie miał łatwiejszą ścieżkę, ale jeśli nie, będzie musiał wreszcie pokonać rywala na tym etapie. W perspektywie ma tak naprawdę głównie rywali w typie Genku, którzy paradoksalnie byliby bardziej pożądani, jeżeli chce się liczyć na rozstawienie w IV rundzie. Jednak od ostatniej pozytywnej niespodzianki sprawionej przez Lecha w eliminacjach minęło już 8 lat. Do 2015 roku włącznie wystarczyło robić swoje (co i tak rzadko miało miejsce), teraz trzeba powtórzyć Austrię Wiedeń albo chociaż Dnipro, a do tego na razie daleko.

Jagiellonia Białystok

Przez kilka lat miała problem z rywalami rozstawionymi, nawet gdy byli oni w jej zasięgu. Dopiero przełomem mogło być Rio Ave, ale nie udało się tego samego zrobić z Gentem. Pozytywem jest głównie to, że Jagiellonia coraz bardziej wygląda na poważnego kandydata do czołówki Ekstraklasy i jej miejsce na podium już nie jest niespodzianką. Do pucharów wskazany jest względnie stały skład czołówki ligi, a już trzech stałych przedstawicieli w postaci Legii, Jagiellonii i Lecha to byłoby coś. Jaga rzadko korzystała z szans, nie było jej jeszcze w IV rundzie, a co dopiero w fazie grupowej. Jednak obecnie nie widać lepszych kandydatów, to jedno z niewielu miejsc w lidze, gdzie może zapanować względna stabilizacja. Na fazę grupową to wciąż może być za mało, ale powoli trzeba będzie oczekiwać coraz więcej, czyli chociaż tej IV rundy.

Górnik Zabrze i pozostałe kluby

W zasadzie nie zaznaczyły swojej obecności w eliminacjach europejskich pucharów w ostatnich latach. Wisła w 2011 roku trafiła do fazy grupowej LE odpadając z eliminacji LM, ale od tamtej pory w rozgrywkach UEFA nie grała w ogóle. Ruch awansował do eliminacji co dwa lata, ale to już tylko historia, i mecze z Esbjergiem czy Metalistem nie mają już żadnego znaczenia. Dwa lata mijają od wyeliminowania Partizana przez Zagłębie. Oczywiście tu aż takiej katastrofy nie ma, ale na dłuższą metę ten dwumecz poza wspomnieniami nic więcej nie dał. Górnik był tylko kolejnym z grona zespołów, który do pucharów przystąpił nieprzygotowany i bez szans na zrobienie czegoś dużego. Trenčín był w dwumeczu o wiele lepszy, a już z Zarią kompromitacja była możliwa. Nikomu nie chcę odmawiać gry w eliminacjach LM czy LE… ale od każdego poza wymienioną oddzielnie trójką nie ma czego oczekiwać.

Podsumowanie

Różnicę między ostatnimi dwoma sezonami a poprzednimi wyznacza przede wszystkim Legia. Pozostałe kluby rzadziej awansowały, częściej odpadały, Lech i Jagiellonia były w tym dość konsekwentne i powtarzalne. Już rok i dwa lata temu tylko Legia trafiła do IV rundy eliminacji. Z jednej strony powinniśmy wymagać od polskich klubów jak najwięcej, ale w tym roku w eliminacjach LE były one po prostu dużo słabsze od swoich przeciwników. Może jedynie Jagiellonia mogła rzeczywiście powalczyć, jednak ostateczny wynik wygląda tak samo jak ten Lecha. Legia przez ostatnie lata skutecznie przykrywała to, co działo się w eliminacjach w wykonaniu innych zespołów. Dla pozostałych szanse są mocno ograniczone, bo sprowadzają się albo do rywalizacji w eliminacjach LM (gdzie i tak trzeba przejść trzech rywali), albo sprawienie chociaż jednej niespodzianki w el. LE, co dałoby np. rozstawienie w IV rundzie. Legia wciąż ma największy potencjał, ale musi uporać się z własnymi problemami, zanim współczynnik jej przepadnie.

Generalnie na przyszły sezon nie ma najlepszych widoków. Do IV rundy wypadałoby dochodzić, ale faza grupowa dla naszych klubów wciąż pozostaje mało realna. Warto zauważyć, że większość krajów z naszej okolicy w rankingu ma podobne problemy. Wielu z nich zostało po jednym przedstawicielu, co oczywiście jest wynikiem lepszym od naszego, ale i tak przeciętnym. Kierunek zmian w eliminacjach jest taki, żeby takim klubom jak nasze drogę do fazy grupowej utrudniać, lub ewentualnie takie ligi jak nasza spolaryzować (znacznie łatwiejsza ścieżka dla mistrzów). Od 2021 roku mogą być kolejne zmiany, więc nie ma na co czekać, tylko wreszcie punktować na miarę oczekiwań.

Kliknij by skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Reklama

Musisz zobaczyć

Więcej z Górnik Zabrze