Obserwuj nas

Wisła Kraków

Jak wytresować smoka?

W ostatnim #PoKrakosku odważnie zadeklarowałem, że przesąd, czy jak kto woli klątwa, jest już poza mną i nie muszę na siłę próbować oszukać przeznaczenia obstawiając wynik. Igrałem z ogniem. Bałem się, że kiedy jasno powiem „wygramy z Lechią”, to jak na złość dostaniemy bęcki i znowu się zacznie, że to moja wina. Całe szczęście skończyło się bardzo przekonującym zwycięstwem, bo musiałbym się grubo tłumaczyć. Niestety, narodził się kolejny problem. Do głowy wpadły mi ze trzy pomysły na pomeczowy tekst i nie wiedziałem, który wybrać? Siedziałem dosyć długo i rozmyślałem, aż w końcu stwierdziłem, że nie jestem w stanie się zdecydować. Postanowiłem więc zrobić swoisty melanż.

Jak wytresować smoka

Nasz sztab trenerski dowodzony przez szalonego naukowca Stolarczyka w kompletnym poważaniu ma konwencję genewską, pakt Ribbentrop–Mołotow i ACTA#2. W zaciszu klubowych gabinetów, gdzie nie sięga nawet wścibskie oko redaktora Jadczaka, robili testy na żywych organizmach, klonowali, rozszczepiali kod DNA. Eksperymentowali tak długo, aż w końcu stworzyli potwora! Nie kłamię! Toż to najprawdziwszy smok i jestem w stanie udowodnić swoją tezę.

Kręgosłup naszego stwora jest bardzo silny i stabilny. Wasilewski z Sadlokiem z tyłu, Kort z Bashą w środku, a na samej szpicy Ondraszek. To wszystko sprawia, że drużyna jest stabilna i niezachwiana. Każdy zwierz musi mieć odnóża. I nasza drużyna takowe ma. Bartkowski z Pietrzakiem są od napędzania naszego smoka, a Kostal z Boguskim są od łapania ofiary.

Doktor Stolarczyk z Mr. Sobolem to sprytne osobniki. Tak pomieszali w genetyce, że  jedna komórka drużyny może mieć kilka funkcji. Wasyl i Sadlok to odporność organizmu, Basha to płuca, Kostal to mózg, a Kort to serce drużyny, które pompuje w drużynę życiodajną ciecz. Nasze smoczysko jako istota rozumna ma też duszę pod postacią Boguskiego i jest wyjątkowo agresywna za sprawą genomu Kobry, którą pozyskali z Ondraszka. To wszystko sprawia, że nasza drużyna działa, jak dobrze wytrenowany organizm, który nie ma na chwilę obecną problemów. Nie jest powiedziane, że za parę dni kłopoty się pojawią, ale nasz zespół trenerski jest doświadczony w robieniu przeszczepów, a w odwodzie mają przecież Wojtkowskiego Halilovicia i Arsenicia.

Mecz kolejki

To było satysfakcjonujące zwycięstwo.  Chyba nawet bardziej niż to, które odnieśliśmy nad Lechem. Wynik może mówić co innego, ale to nie było łatwe zwycięstwo. Parafrazując klasyka, komisarza Rybę z Kilera Wisła mogłaby powiedzieć „Ty długo byłaś dobra Lechio, ale wpadłaś, bo ja byłam lepsza. Jakieś 46 razy lepsza!” Świetna Wisła wygrała z bardzo dobrą Lechią, w meczu, w którym było wszystko. Tempo, emocje, zwroty akcji, karny trafiony i obroniony, gol bezpośrednio z rzutu wolnego i po dośrodkowaniu z rzutu rożnego. Brakowało, tylko żeby w pewnym momencie na słoniu wjechał karzeł z odpaloną racą w dłoni.

W rozmowach z moim kompanem z redakcji poruszaliśmy kilka razy temat trenera Stokowca. Z racji tego, że kibicuje Zagłębiu. Nie wypowiadał się on nigdy zbyt przychylnie na jego temat i w odróżnieniu ode mnie, nie uważa go za dobrego trenera. Moje zdanie jest zgoła inne. Moim skromnym zdaniem, rudobrody trener zna się na swoim fachu i potrafi poukładać drużynę, jeśli tylko da mu się odpowiednie środki. Jego Zagłębie było skuteczne i jego Lechia jest taka sama, więc na pewno należy im się szacunek za postawę, którą prezentują w tym sezonie.

Sukces ma wielu ojców

Jesus Imaz. Być może nie zawsze widoczny, czasem nieskuteczny, ale mam wrażenie, że on jest tym spoiwem, które trzyma drużynę na boisku. Asysta przy golu Boguskiego, wywalczony karny, bardzo się cieszę, że został w Krakowie.

Kort i Basha. Piszę o nich razem, bo oni na boisku wyglądają jak jedno ciało. Perfekcyjna symbioza. Jeden potrafi to, czego nie umie drugi, Gdyby przyjąć nomenklaturę z gier, to gdy występują razem na boisku, to obaj sobie podbijają staty. Jak zestawy w Diablo.

Pietrzak i Bartkowski. Być może to zbyt odważna teza, ale wydaje mi się, że mamy najlepszych bocznych obrońców w lidze. Co mecz narzekamy na Pietrzaka, wypatrując Arsenicia, a on co spotkanie to asysta, gol albo kluczowe podanie. Na Bartkowskiego też nikt nie liczył, a on rozkwita i zaraz może wpaść w oko selekcjonerowi, jako zmiennik dla Bereszyńskiego.

Kostal i Boguski. Podobno mamy problem na skrzydłach? Jeśli tak to ma działać, to narzekajmy na Boguskiego, widocznie on potrzebuje dodatkowej motywacji, żeby pokazywać swoją najlepszą wersję.

Wojtkowski dał super zmianę, widać było, że wziął się do roboty i że chyba przeprosił się z grupą. Lepiej późno niż wcale. Teraz już powinno być z górki.

Zdenek. Dobra, myślę, że to już czas, żeby przestać wyliczać mu, ile kosztują miesięcznie jego gole. Potwierdził po raz kolejny, że gdy jest zdrowy i ma zaufanie trenera, to potrafi być skuteczny. Panie Arkadiuszu, trzeba się chyba złapać za portfel i wysupłać coś na przedłużenie kontraktu.

Mój bohater spotkania

I tu Was zaskoczę, a może nie? W moich oczach bohaterem tego spotkania był Mateusz Lis. Co więcej, zaczyna mi się on podobać w bramce! Już przy pierwszym jego występie zauważyłem, że chłopak ma rewelacyjny refleks, a jego elektryczność spowodowana była presją, którą musiał udźwignąć. Nie każdy potrafi przetrawić stres w kilka chwil. Niektórzy potrzebują więcej czasu i najwidoczniej Mateusz jest jednym z nich. Moje spostrzeżenia odnośnie do jego błyskawicznej reakcji pochodzą już z meczu ze Śląskiem. W spotkaniu z Lechią potwierdził moją tezę, broniąc dwa strzały z bardzo bliska.

Kolejna sprawa to jego sposób rozegrania akcji. Mateusz nie wybija piłki jak najdalej, a wręcz szuka rozegrania z obrońcami, co bardzo mi się podoba, bo wlewa to spokój w serca kolegów z drużyny. Poprawcie mnie, jeśli się mylę, ale wydaje mi się, że poprawił też wybijanie piłki i w meczu z Lechią robił to bardzo dokładnie, rozpoczynając w jednej chwili kontratak. Mam nadzieję, że nie chwalę go zbyt wcześnie, ale naprawdę doceniam progres, który robi z meczu na mecz.

Dumny z kibiców

Mamy trenera, który stworzył dobrze działający, sprawny organizm. Organizm, który ma ręce, nogi, serce, duszę, młodzieńczą fantazję i odrobinę szczęścia. Jak każda żywa istota, tak i nasz smok musi być karmiony, żeby mieć siły do walki. Kibice są ostatnim, ale najważniejszym elementem tej układanki. To my, stawiając się na stadionie, dopingując z trybun, karmimy naszego smoka.

23 tysiące kibiców na meczu, to liczba, która sprawia, że nasz klub nie potrzebuje wyczekiwać wygranej w totolotka. Nie musi również odbierać telefonów z Wysp Wniebowstąpienia z nadzieją, że Książę przepisał swój majątek na Wisłę, by przetrwać. Jeśli utrzymamy taką frekwencję przez cały sezon, to za rok, nasze problemy finansowe będą tylko przykrym wspomnieniem i nauczką na przyszłość. Będziemy w stanie sami się finansować i żyć bidnie, ale solidnie.

Kliknij by skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Reklama

Musisz zobaczyć

Więcej z Wisła Kraków