Obserwuj nas

Wisła Kraków

Wiślacki trójskok

wisla krakow stadion

Zagubiłem się w czasie i przestrzeni. Dokładnie tydzień temu z piątkowego poranka przeniosłem się do niedzielnego wieczoru. Wyrywkowo pamiętam, co robiłem, ale niezbyt wiele. Ludzie od zawsze szukają sposobu na podróż w czasie, a rozwiązanie jest w każdym szanującym się sklepie. Wystarczy porządnie zabalować i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki dni znikają. Przez moje podróże w czasie nie zdążyłem napisać tekstu po meczu z Pogonią. W tygodniu nie było jak, by podzielić się z Wami spostrzeżeniami odnośnie do pucharowej potyczki. Stwierdziłem więc, że poczekam do meczu z Koroną i zrobię opis trzech spotkań. Swoisty Wiślacki trójskok. Taki tytuł ma ten tekst.

Rozbieg, czyli, poprzednie kolejki

Trzymając się nomenklatury lekkoatletycznej, nasza drużyna miała niezły rozbieg. Poprzednie kolejki układały się świetnie. Nie przeszkodziło nam nawet to, że podczas biegu w kierunku belki zakrztusiliśmy się białostocką osą. Byliśmy liderem i przed potyczką z Pogonią mogliśmy czuć się pewnie. Belka była coraz bliżej. Jeszcze trzy kroki, dwa, jeden i…

Wybicie, czyli mecz z Pogonią

Niestety, o ile rozbieg był fantastyczny, tak niestety wybicie było bardzo słabe. Wisła źle wymierzyła rozbieg, najpewniej z powodu wielkich opadów deszczu i nie trafiła nawet w belkę, zaczynając trójskok zbyt wcześnie.

O meczu w Szczecinie, kibice Białej Gwiazdy chcieliby jak najszybciej zapomnieć. Drużyna wyglądała jakby zardzewiała. Od dawna wiadomo, że jak nie ma smarowania, to tryby chodzą ciężko. Możemy się tylko domyślać, że powodem takiej dyspozycji jest fakt, że piłkarze mają nieposmarowane. Broń Boże, nie mówię, że specjalnie grają źle. Wiem, że chcą wygrywać z całych sił. Zwracam jedynie uwagę, że to też są ludzie i ciężko im skupić się na zadaniu, kiedy problemy się nawarstwiają. A problemów jest sporo. Burza w mediach po reportażu, który sklecił Szymon „sharkbuster” Jadczak, problemy z kasą, presja towarzysząca wynikom, które przerosły oczekiwania. No można dostać  bólu głowy.

Słowo o Lisie. Uważam, że pierwszy stracony gol idzie na konto stoperów! Mateusz, co zrozumiałe, dopiero zbiera doświadczenie, więc stoperzy, widząc, że szczecinianie tłoczą się przed nim, powinni zareagować. Lis nie dostał pomocy i gol padł. Zakładam, że przy kolejnej takiej sytuacji albo zwróci uwagę stoperów, albo zaraz przed gwizdkiem przydepcze napastnikowi dużego palca, żeby wybić go z równowagi.

Drugi skok, czyli mecz pucharowy

Złe wybicie z belki zrobiło swoje. Wisła wytraciła prędkość już na starcie, ale jeśli powiedziało się A, to trzeba powiedzieć B. Niska parabola lotu sprawiła, że drugi skok był już raczej rozpaczliwą próbą na to, by cokolwiek zdziałać. I tak dokładnie wyglądał mecz z Lechią w Pucharze Polski. Nasi piłkarze starali się, ale zostali wytrąceni z równowagi poprzednim spotkaniem i nie byli w stanie wrócić na właściwe tory. Trener Stokowiec odrobił lekcję i wybił naszej drużynie wszystkie argumenty z ręki, skutecznie niwelując atuty Białej Gwiazdy. Mecz był niewiele lepszy od tego z Portowcami, ale jednak lepszy. Rzuty karne to loteria, jednak, żeby w niej wygrać, trzeba pomóc szczęściu. Niestety Maciek Sadlok w ciągu kilku dni zepsuł dwa karne, z czego jeden być może na wagę awansu do dalszej rundy. Szkoda.

Trzeci skok, czyli mecz z Koroną

Wybicie było zbyt wczesne, drugi skok był zachwiany, jednak dawał nadzieję na końcowy efekt. Wciąż była bowiem szansa powrotu na fotel lidera. Niestety, jak nie idzie, to nie idzie. Mokry rozbieg sprawił, że przy trzecim odbiciu zespół poślizgnął się i zamiast myśleć o przewodzeniu stawce, musiał martwić się o bezpieczne lądowanie.

Napisałem na Twitterze, że Korona była dla Wisły za silna. Nie za mocna, ale za silna. Siłą i centymetrami zniwelowali finezję i zwrotność naszych graczy. Kielczanie byli wyżsi, silniejsi, bardziej zdeterminowani i będąc uczciwym, to oni bardziej zasłużyli na wygraną. To zaskakujące, że trenera Ojrzyńskiego nie ma już ładnych parę lat, a oni dalej prezentują ten sam styl. Co roku Korona jest murowanym kandydatem do spadku, bo gra antyfutbol, a potem idą po swoje, robiąc debili z tych wszystkich ekspertów.

Słowo o Lisie. Nie dał mi argumentów, żeby bronić go po tym spotkaniu. Bramkarz może puścić gola po strzale zza połowy, z różnego, samobója i być rozgrzeszonym. Jednak, gdy wpuści gola po krótkim rogu, od razu jest skazany na bramkarskiego czyśćca, gdyż jest to grzech ciężki w wierze golkiperów. Bardzo mi przykro Mateusz, ale Twój fart się chyba skończył i w następnym spotkaniu powinien zagrać Michał.

Wiślacki trójskok i… co dalej?

Wisła przed tygodniem miała ogólnopolski szacunek za styl, w jakim gra, widok na lidera ekstraklasy i prostą drogę do finału Pucharu Polski. Jak krótka jest droga od pozycji lidera do momentu lądowania ryjem w piaskownicy? Bardzo krótka. Wisła nie wyratowała ostatecznie tej próby i zamiast wylądować w przyzwoitym stylu, wyrżnęła łbem w piasek. 7 dni i 3 przegrane w słabym stylu spotkania. Cała Polska piała z zachwytu, że gramy jak za dawnych lat, a wyprzedza nas Korona, której nawet samobójcy nie chcą oglądać, bo to zakrawa na znęcanie się nad istotą ludzką. Legia w kryzysie ma o punkt więcej niż my. Czas zejść na ziemię i wziąć się w garść, bo faworyci nie będą wiecznie tracić punktów.

Musimy się otrząsnąć, wypluć resztki piasku z ust, rozmasować obolałe policzki, otrzepać ubranie. Wiślacki trójskok zakończył się wstydliwie i boleśnie, ale nie można tego rozpamiętywać. Następny mecz, jaki gramy, to derby, a tutaj przegrana nie wchodzi w rachubę.

Kliknij by skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Reklama

Musisz zobaczyć

Więcej z Wisła Kraków