Obserwuj nas

Jagiellonia Białystok

Oczyszczenia nie było | Podlasie o Ekstraklasie #3

Po kompromitującym meczu ze Śląskiem wyjazd do Kielc miał zresetować zafrasowane głowy piłkarzy, a przede wszystkim kibiców Jagiellonii. Wśród tych ostatnich wzrosły ostatnio drastycznie gniew i bezsilność, a ci bardziej nerwowi narzekali też na brak zaangażowania. Mecz z Koroną, choć oczyszczenia nie było i atmosfera nadal jest gęsta, dał przynajmniej odpowiedź na pytanie „Skąd tak zła gra?”. Otóż z przemęczenia. Nie tylko fizycznego, ale przede wszystkim psychicznego.

Korona nie dała zapomnieć o… poniedziałku

Sympatycy białostockiego klubu, w koszmarach po starciu ze  Śląskiem, mogli widzieć ubranego na zielono i przeraźliwie szkarłatnego kibica Wojskowych śpiewającego stary dobry hit, w ekstraklasowej wersji. „Już nie zapomnisz mnie. Korona Ci nie da zapomnieć i myśleć Ty będziesz wciąż o mnie, co dzień, co noc”. I tak do frustracji po poniedziałku, doszła niemoc w niedzielę, a czarna wizja się sprawdziła. O dwóch ostatnich meczach nikt na Podlasiu nie zapomni, przynajmniej do kolejnego starcia z Pogonią, które już za dwa tygodnie. Szczęście w nieszczęściu, że z tego ostatniego udało się szczęśliwie wyrwać punkt.

Hojność Rymaniaka jedynym dokonaniem ofensywy Jagi

Gdyby wśród kielczan znalazł się ktoś kreatywny i nie ukrywajmy przy okazji zawistny, mógłby fakt obdarowania prezentem Jagiellonii zgłosić do fiskusa. Raz — Bartosz Rymaniak, z tego, co powszechnie wiadomo, nie jest spokrewniony z nikim ze środowiska Jagiellonii. Dwa — bramka była warta dużo więcej niż 4092 zł. Gola, który dał w tabeli punkt, nie można inaczej skomentować. Pewnie w normalnych piłkarskich warunkach, w normalnej lidze, pierwszym skojarzeniem byłaby korupcja. Znamy jednak Ekstraklasę i nie takie prezenty spowodowane błędami się zdarzały. Po prostu nasi ligowcy są bardzo hojni!

Źle to zabrzmi, ale czujność Novikovasa, odbiorcy prezentu, była jedynym dokonaniem ofensywy Jagi. Jedynym spełniającym swoje obowiązki w defensywie, był natomiast bramkarz. Bez Mariana Kelemena, do przerwy mogło być już po meczu. Konfrontując obie ekipy pozycja po pozycji, tylko na bramce mielibyśmy przewagę. Źle, jak zwykle, spisywał się Kwiecień, ale do jego poziomu dobić spróbowali solidni lub wręcz wybitni wcześniej — Runje, Romańczuk, czy Frankowski. Ten ostatni na prawej obronie długo dawał sobie radę, ale w końcu zawinił przy bramce Pućki. Na wielu płaszczyznach dominowała Korona, choć nie ma lepszych piłkarzy, umiejętności czy dokonań. Tylko formę ma… jakąkolwiek. I właśnie na jej bazie powinna bezdyskusyjnie wygrać.

Bezbarwna twarz wicemistrza w końcu się zarumieni?

Apetyty przed sezonem i na jego początku były ogromne. Przy spadającej formie Lecha, niepewnej wciąż Legii, czy innych drużyn, po których, jak to w naszej Ekstraklasie, nie wiadomo czego się spodziewać, Jaga uchodziła za stabilną kadrowo. Apetyt na sukces pozostał, ale twarz wicemistrza stała się blada i bezbarwna. Nie jest to może jeszcze blady strach, w oczekiwaniu na kolejne, złe dni, raczej niegroźna anemia, o której skutkach, przy dobrym leczeniu wkrótce zapomnimy.

W rękach trenera Mamrota jest to, by nie zamieniła się w dłuższy pobyt w szpitalu i powolny powrót do zdrowia. Wszak obowiązki wzywają, a cały ul pszczół wsiądzie niedługo na ligowy rollercoaster obok mocarnych sąsiadów w wagonikach. Możliwości są więc dwie. Albo ta rozrywka spowoduje wymioty i pogorszenie stanu pacjenta, albo Jagiellonia  zarumieni się uroczo i powróci do gry.

Fot. Maciej Rogowski

Kliknij by skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Reklama

Musisz zobaczyć

Więcej z Jagiellonia Białystok