Obserwuj nas

Wisła Kraków

Co wiemy po Derbach? 6 wniosków kibica Wisły

krajowy hegemon wisła kraków stadion murawa

Pamiętacie jak dzieliłem się z Wami przemyśleniami w tej formie? Zrozumiem, jeśli nie. Było to przecież wieki temu. Mam jednak nadzieję, że uda mi się wrócić z formatem 6 wniosków kibica Wisły na dobre. Zawsze lubiłem dyskusje, jakie powstawały po tych tekstach. Także śmiało komentujcie, krytykujcie, ale najpierw przeczytajcie. Za nami już 198 derby Krakowa.

Historia lubi się powtarzać

W poprzednim sezonie Wisła przystępowała do derbów przy Kałuży po porażkach w dwóch meczach ligowych. Ten ostatni, rozegrany u siebie, przegrała 0:1 (z Wisłą Płock). Następnie Biała Gwiazda, prowadzona tymczasowa przez Radosława Sobolewskiego, rozgromiła Pasy, przy dużym udziale Jesusa Imaza — strzelca dwóch bramek.

Niemal z identycznym scenariuszem mieliśmy do czynienia wczoraj. Ekipa Stolarczyka odniosła porażki w dwóch ostatnich spotkaniach Ekstraklasy, a w meczu poprzedzającym derby, odbywającym się na własnym stadionie, stosunkiem…0-1 (z Koroną). To nie koniec wspólnych punktów tej historii, w niedzielę bowiem znów dubletem uroczył nas Imaz. Być może taka obniżka formy przed derbami to najlepsza recepta na wygranie Świętej Wojny?

Co łączy Jesusa z Janem Pawłem?

Hiszpański zawodnik gra niemal w każdym meczu, od kiedy przyjechał do Krakowa. Mimo to, jego bilans bramkowy nie rzuca nikogo na kolana. Przed wczorajszym meczem miał na koncie 8 bramek w 40 meczach. Dwukrotne pokonanie Gostomskiego sprawiło, że aż 4 gole z 10, czyli niemal połowę swojego strzeleckiego dorobku, zawdzięcza meczom na obiekcie im. Jana Pawła II. Gdyby znów były problemy z opłaceniem stadionu, Imaz z pewnością głosowałby za graniem przy Kałuży. Dodatkowo na piątkowej konferencji trener Stolarczyk pytany o formę strzelecką pomocnika odpowiedział stanowczo: „Zacznie strzelać gole prędzej czy później — jestem o tym przekonany”. Maciej Stolarczyk uwierzył w Jesusa, a jak wiadomo, wiara czyni cuda.

Słabnie blask trzech gwiazd

Na początku sezonu akcje Białej Gwiazdy napędzali trzej gracze. Z tyłu świetnie podłączał się Rafał Pietrzak, który współpracował z Martinem Kostalem. Ten z kolei efektownie i efektywnie pomagał w zostaniu liderem strzelców Zdenkowi Ondraskowi. Cała trójka ostatnio mocno jednak przygasła. Grają solidnie, ale przestali asystować i strzelać bramki. To był też jeden z powodów gorszych ostatnio rezultatów Wisły.

Być może dwutygodniowa przerwa reprezentacyjna pozwoli złapać im oddech (prócz Pietrzaka wszyscy zostaną w klubie) i już w najbliższym meczu zaczną punktować. Przypomnę, że ostatniego gola w lidze Zdenek Ondrasek strzelił w meczu z Lechią Gdańsk. Kostal po meczach z Lechem i Górnikiem (po dwie asysty, w Poznaniu także debiutanckie trafienie) nie zaliczył żadnego kluczowego podania czy bramki. Czyli — gdyby spojrzeć tylko na liczby — ostatni raz decydujący wpływ na wynik miał w sierpniu. Zresztą podobnie jak Rafał Pietrzak. Jeśli ten tercet znów zacznie strzelać i asystować to o wyniki Białej Gwiazdy będziemy spokojni.

Od zera do bohatera

Tak można byłoby napisać o Mateuszu Lisie. Bramkarz miał za sobą słabe spotkania, w których w wydatny sposób przyczynił się do straty punktów przez Wisłę. Wszyscy kibice chcieli powrotu Buchalika, który dobrze spisał się w Pucharze Polski. Nic z tego. Trener Stolarczyk w derbach postawił na Lisa i napisać, że ryzykował, to za mało. Na całe szczęście ten ruch mu się opłacił, bo młody golkiper zagrał najlepsze spotkanie w wiślackich barwach i nie popełniając żadnego błędu, wraz z Imazem był najlepszy na placu boju.

Z podobną falą krytyki musiał mierzyć się kapitan Białej Gwiazdy, Rafał Boguski. Pomocnik wytrzymał jednak presję, w pierwszej części spotkania bardzo często miał futbolówkę, z którą zresztą wykonał kilka udanych biegów. Tak jak ten, który zakończył się drugą bramką Imaza. Poza asystą, RB9 grał odpowiedzialnie w końcówce, kiedy kilka razy umiejętnie dał się sfaulować i tym samym utrzymywał Wisłę przy piłce. Nie można jednak przemilczeć kilku kompletnie nieudanych zagrań, które kapitanowi się przydarzyły. Dlatego na miano bohatera spotkania nie zasłużył, ale z pewnością zagrał lepiej niż ostatnio, co dobrze wróży przed meczem z Legią.

Problem Arsenica nie jest problemem Stolarczyka

W poprzednim sezonie był pierwszoplanową postacią zespołu. Solidny z tyłu i skuteczny z przodu – tylko tak można było pisać o Arsenicu, któremu szybko udało się wywalczyć miejsce w pierwszym składzie. Ten rok miał być ostatnim przed wyruszeniem na podbój Europy. Jednak tuż przed rozpoczęciem obecnych rozgrywek doznał urazu, który wyeliminował Chorwata na kilka pierwszych spotkań. Spotkań, w których Wisła zagrała dobrze i Stolarczyk nie miał żadnych argumentów, by dać szansę Zoranowi.

Obrońca dostał ją dopiero w meczu pucharowym, a kilka dni później, z powodu żółtych kartek Bashy, w meczu z Koroną zagrał na defensywnym pomocniku. I po raz kolejny udowodnił, że nie jest to miejsce na boisku gdzie czuje się dobrze. Gdyby nie wymuszona absencja Bartkowskiego, najpewniej kolejne spotkanie oglądałby z ławki. Czy w niedzielę zaprezentował się na tyle dobrze, by teraz zagrać również z Legią? Być może nie, ale udowodnił, że na prawej stronie obrony jest wciąż wartościowym zawodnikiem.

Nie jest to łatwy moment dla chorwackiego defensora. Był blisko pożegnania się z Ekstraklasą, ale teraz, zamiast zdobywać doświadczenie i serca scoutów, musi zadowalać się rolą „zapchajdziury”. Dla kibiców Wisły oraz trenera Stolarczyka to akurat dobra wiadomość: niedzielny mecz pokazał, że w przypadku kontuzji jakiekolwiek gracza grającego w obronie, jakość składu nie powinna się obniżyć. Co oczywiście nie znaczy, że teraz fizjoterapeuci Białej Gwiazdy mogą udać się na urlopy…

„Time to say goodbye”?

Nie tak dawno, raptem bowiem sześć lat temu Michał Probierz wygrał derby Krakowa. Wówczas jako szkoleniowiec Wisły, przypieczętował spadek Cracovii. Cały stadion śpiewał hit Andrei Bocellego i nikt nie przypuszczał, że w nieco dalszej perspektywie Probierz da jeszcze trzy zwycięstwa wiślackiemu klubowi. Tym razem już w dresie Cracovii.

Coraz gorsza wydaje się sytuacja sąsiadki zza błoń, a tym samym byłego szkoleniowca Jagiellonii. W drugiej rundzie czekać nas będą derby nr 199, ale 200 stoją pod dużym znakiem zapytania. Być może zostaną rozegrane jeszcze w tym sezonie, w rundzie finałowej (taka sytuacja nigdy się nie zdarzyła). Być może trzeba będzie na nie poczekać dłużej (Cracovia zamyka ligową stawkę z 7 punktami na koncie). Co ciekawe, jeszcze w poprzednim sezonie mogliśmy podziwiać wyczyny czterech drużyn z Małopolski w Ekstraklasie. Teraz wszystko zmierza do tego, że ostanie się jedna. I to ta, na którą nikt nie stawiał…

Ekstraklasa.

Kliknij by skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Reklama

Musisz zobaczyć

Więcej z Wisła Kraków