Obserwuj nas

Wisła Kraków

O kilku takich, co ratują Wisłę

krajowy hegemon wisła kraków stadion murawa

Nigdy wcześniej Wisła Kraków nie była w tak tragicznym momencie. Jednak znów, po nie jednej, a kilku burzach, bardzo nieśmiało zza chmur wychodzi słońce. Ospale, leniwie, ale wznosi się po widnokręgu. Jeszcze chwila i znów będzie świecić nad wiślacką częścią miasta. Wszystko dzięki kilku takim, którzy nie dopuścili do siebie myśli, że Wisła można zniknąć z Ekstraklasy.

Od chłopca do legendy

Mały chłopiec bawi się klockami. Coś jednak nie pozwala mu się skupić na zabawie. To coraz głośniejsze krzyki jego rodziców, dochodzące zza okna domu. Po chwili na rękach 10-latka będzie umierać jego matka. Dźgnięta nożem przez ojca chłopca. Ilu z nas dałoby sobie radę? Ilu z nas by się podniosło? Gdyby jednak się wtedy poddał, nigdy nie napisałby najpiękniejszej historii w dziejach polskiego futbolu.

Tymczasem w scenariuszu pisanym przez życie, jego rola była tą kluczową dla przyszłości Białej Gwiazdy. Ten mały chłopiec dwie dekady później założy po raz 105 koszulkę z białym orzełkiem na piersi i ustanowi reprezentacyjny rekord. Przejdzie długą drogę od juniora niechcianego przez polskie kluby, na którego brakło 500 złotych w Poznaniu, aż po klubową legendę Wisły. Klubu, który bez niego, właśnie ogłaszałaby upadłość.

Nigdy nie lubił stać w świetle fleszy. Gdy po raz pierwszy ratował licencję Wisły, w maju ubiegłego roku, zadbał o to, by informacja nie przedostała się do opinii publicznej. Nic nie musiał udowadniać, a jednak znów to zrobił. Z jednej strony to zaskakujące: zarobione pieniądze przeznaczyć na klub, który nawet nie jest w stanie wypłacić mu pensji, co wstydliwie konkuruje z ofertami z egzotycznych lig. Z drugiej strony, jeśli mówimy o Kubie Błaszczykowskim – on już taki jest i jeśli tego nie zaakceptujemy, to po prostu się jeszcze wiele razy zdziwimy.

Brakujący puzzel

Nic jednak nie dorówna powszechnemu zdziwieniu, kiedy w świecie polskiego futbolu pojawił się Jarosław Królewski. W świecie, gdzie wielomilionowe długi bez realnej szansy na ich spłacenie nazywane są strategią finansową, a pieniądze płynące jak rzeka z magistratów marnowane są na przepłaconych piłkarzy, którzy nie wiadomo skąd się wzięli, pojawił się człowiek z jakimkolwiek pojęciem o zarządzaniu. Ktoś, kto ma doświadczenie w biznesie, ktoś, kto podczas publicznej wypowiedzi nie przedłuża charakterystycznych samogłosek. Ktoś tak kompletnie niepasujący, jak to często w życiu bywa, okazał się tym brakującym, wiślackim elementem układanki. To znaczy, nie do końca wiślackim.

Bo pan Królewski, tak samo, jak pan Leśnodorski, który znacznie pomógł w procesie odzyskania licencji, nie są kibicami Wisły, nie byli z nią wcześniej w żaden sposób związani. Ten drugi to przecież zagorzały fan warszawskiej Legii. O ironio, to właśnie oni sprzątają bałagan po ludziach, którzy – przynajmiej w swoim mniemaniu – Wisłę mieli w sercu. Futbol uczy pokory i szacunku.

Bohaterzy Wisły

Oczywiście jest też wielu, którzy Wisłę wspierają, bo ją kochają. Bliski jej przejęcia, Wojciech Kwiecień pożyczył już niemal sześć milionów. Do zaległej kwoty na wypłaty, które od kilku dni odbierają piłkarze Wisły, znacznie dorzucił się Tomasz Jażdzyński – również Wiślak z krwi i kości. Są wpłaty kibiców, biznesmenów, a nawet małych klubów piłkarskich. Prężnie działa fundacja ReymonTTa22 i Socios. Pomoc spontaniczna, ale w całej tej historii najpiękniejsza.

I zarazem najłatwiejsza do skrytykowania. No bo to nie pierwsza akcja ratunkowa Wisły. Znów nie wiadomo co stanie się z tymi pieniędzmi. Czy my nie tracimy sił na wylewanie wody z dziurawego statku? Michał Szczygieł pisał tu niedawno o bezsensowności pomagania krakowskiemu klubowi. Bo może lepiej byłoby wszystko zacząć od nowa: tak przecież najłatwiej. Tylko nie wszyscy mają świadomość, że spadek Wisły z Ekstraklasy, zamiast usunąć problemy, tylko je pomnoży. Zepchnięta w medialny cień, w czwartoligową rzeczywistość, Biała Gwiazda będzie podatniejsza na wpływy ludzi, którzy dzisiaj muszą się z niej wycofywać. Ogłoszenie jej upadłości to także pozbawienie ludzi, którym spółka winna jest pieniądze, szansy na jej odzyskanie. Nikt nie zapłaci miastu, nikt nie odda Kwietniowi i wielu, naprawdę wielu innym. Nie tędy droga, jak długo jest jakikolwiek wybór.

Zasługujemy na Ekstraklasę?

„Los innych klubów nikogo tak nie przejmował”. To prawda! Tylko to nie pokazuje słabości środowiska, tylko siłę naszego klubu. Jest już za pięć dwunasta, już właściwe nie ma jak ratować, ale nagle ktoś – przepraszam Panie Jarosławie – ktoś z malutkiej Hańczowej dowie się, że Wisła Kraków zaraz można zniknąć z Ekstraklasy. Krzyczy Nie może być!” i wszystko zaczyna się od nowa. Klub – nie wiem, czy zasłużenie, czy nie – dostaje jeszcze jedną szansę, a kibice znów mogą się ekscytować kolejnymi doniesieniami medialnymi. Znów mogą marzyć. Kiedyś o Lidze Mistrzów, nie tak dawno o odzyskaniu mistrzowskiej korony, teraz po prostu o tym, by się utrzymać. Cieszmy się z małych rzeczy.

Przy całej tej patologii, obecnej w Wiśle, towarzyszącej polskiej piłce, taka historia daje mały promyczek wiary, że kiedyś będzie lepiej i że może potrzebowaliśmy tego kataklizmu. Bo dopiero teraz możemy przejść oczyszczenie. I po tym maratonie żenady zafundowanym przez zarząd Towarzystwa Sportowego, po tych wszystkich trudnych momentach, nadejdzie nowa epoka w dziejach klubu.

Nie wiem, czy Ekstraklasa potrzebuje Wisły, równie mocno co Biała Gwiazda jej. Kibice, historia, miasto – tak to wszystko przemawia za nami. Z drugiej strony, wszyscy chcemy klubów, które nie bawią się kreatywną księgowość. Grają uczciwie. Tylko zrozumcie: my ratujemy się tak naprawdę sami. Sami sobie nawarzyliśmy piwa, sami się go staramy się wypić. Żadne kluby Ekstraklasy się nie składają na szczęśliwy los Wisły. Ruch Chorzów przy większych długach nie miał problemów z licencją. Miasto nie idzie nam na rękę – wręcz przeciwnie, jesteśmy pod tym względem drugim najbardziej poszkodowanym klubem w lidze. Zamiast dostawać pieniądze z Ratusza, sami musimy je tam wpłacać (i tak powinno to wyglądać!). Bez pomocy ludzi z zewnątrz nie byłoby to możliwe, ale one robią to z własnej woli i za pomocą swoich pieniędzy. Naprawdę.

Przeznaczenie

Po prostu musicie się pogodzić, także Ty Michale, że jeśli się uratujemy, to nikt, kto dobrowolnie nie chciał, nie będzie miał w tym żadnego udziału. Co prawda, zabraknie go na tej wielkiej, poniedziałkowej fecie, czekającej nas podczas lutowego spotkania, no ale jak to mówią: życie jest sztuką wyboru.

Nie wiem, jaka byłaby dalsza historia Wisły, gdyby nie to wszystko, co wydarzyło się wiele lat temu. Być może gdyby obecny prezes Wisły nie grał w dzieciństwie z Jarosławem Królewskim w jednej drużynie już by nas nie było. Co by było, gdyby w Poznaniu znaleźli te 500 złotych i podpisali kontrakt z Kubą Błaszczykowskim lata temu? A gdyby Bogusław Leśnodorski nie napisał twitta oferując swoją pmoc? Może gdyby….no właśnie: może. Ja myślę, że tych postaci i tych historii jest po prostu za dużo. Za dużo jest wiślackich bohaterów, którzy nie pozwolą na upadek klubu. Tych kilku takich, będących tak naprawdę największym skarbem i siłą tego klubu. I to, że Wisła będzie grać wiosną Ekstraklasie, to już chyba nie może być przypadek. Nawet jeśli wciąż, nie możecie w to uwierzyć.

Ekstraklasowy entuzjasta. Od zawsze z Wisłą Kraków. Nudny jak poniedziałkowy mecz w Eurosporcie. Mało trafne komentarze i wytarte frazesy. Całodobowo dostępny na twitterze.

2 komentarze

2 Comments

  1. Avatar

    bagoo

    19 stycznia w 17:45

    Dobrze się czytało, pomimo setek artykułów „około-Wiślanych”.

    • Stanisław Madej

      Stanisław Madej

      20 stycznia w 12:31

      Bardzo dziękuję.

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Reklama

Musisz zobaczyć

Więcej z Wisła Kraków