Obserwuj nas

Felietony

A może Wisła powinna upaść?

watch ekstraklasa

Od kilkunastu dni, trwa brawurowa akcja ratowania klubu z Krakowa. Dość niecodzienna, bo zaangażowani są w nią ludzie związani z innymi klubami (Leśnodorski) lub kompletnie spoza świata piłki (Królewski). Pytanie, którego jak dotąd nie zadał nikt, brzmi: Czy powodzenie tej akcji wyjdzie wszystkim na dobre? A może Wisła powinna upaść?

Upadek to nie koniec świata

Mam mieszane uczucia, kiedy słucham tyrad dowodzących, że to właśnie Wisłę Kraków należy ratować. Że liga bez niej nie będzie taka sama. Mieszane przede wszystkim dlatego, że generalnie dla mnie jest to jedna wielka brednia, której głównym zadaniem jest budować poczucie nieodżałowanej straty, co przecież jest zupełnie bezpodstawne.

Przykłady? Proszę bardzo! Kilka pierwszych z brzegu.

Pogoń upadła, gra znów w Ekstraklasie. Oba Łódzkie kluby, Widzew i ŁKS, są już dwie stacje od niej, a na zapleczu wciąż o powrót do elity walczy Katowicka GieKSa. O czym to świadczy? O tym, że tam, gdzie piłka naprawdę jest potrzebna, znajdą się i ludzie i środki, aby szybko wrócić na odpowiednie miejsce w hierarchii.

Jakoś nie przypominam sobie lamentów typu: Bez nich liga nie będzie już taka sama. Nie, dominowało przekonanie – całkiem słuszne według mnie – że widocznie to były na ten czas dla nich za wysokie progi. Nie byli odpowiednio dobrzy sportowo, organizacyjnie, finansowo, więc spadli. Naturalna kolej rzeczy.

Rozsądek konta miłość

W ostatnich latach jesteśmy świadkami prawdziwego zderzenia „miłości do klubu” z realiami XXI wieku. Brutalnymi realiami, bo w końcu do głosu coraz częściej dochodzi zdrowy rozsądek. Piłka z każdym rokiem wydostaje się z kokona, który przez lata tworzyło nad nią Państwo różnymi swoimi resortami i z każdym kolejnym rokiem jest z nią coraz gorzej.

Drogi do upadku mogą być różne, ale gdzieś na jakiś etapie spotykają się na jednym rozwidleniu dróg z drogowskazem Zdrowy rozsądek / miłość do klubu. I wszystkie jak jeden mąż, wybierają ten drugi, prowadzący donikąd.

Mówi się, że miłością nie dać się zaspokoić głodu. A jednak wciąż znajdują się kolejni amatorzy, którzy niczym studenci na sesję obierają postawę „PanDa”. PanDa Panie Prezydencie, PanDa Panie radny, PanDa… i tak to się kręci.

Hejkum kejkum…

Czego dowiemy się, gdy akcja ratunkowa się powiedzie? Ano tego, że znów zupełnie bezkarnie pozwolono najpierw klub doprowadzić do kompletnej ruiny, a potem w zgodzie z paragrafami go utrzymać przy życiu. Dowiedziemy, że upadek kolejnych klubów przed Wisłą zupełnie niczego nas nie nauczył. Nic nie zmienił.

Powie ktoś, ale Wisła to ponad stuletnia historia. Pewnie, że tak. Tylko gdzie była ta historia, kiedy trzeba było zapłacić za pracę choćby szeregowym pracownikom klubu. Gdzie była ta historia, kiedy wierzyciele sami popadali w niełaskę innych, kiedy obiecane im środki nie mogły pokryć ich zobowiązań? Odpowiedź jest jedna, bardzo niestety wulgarna.

Zasłanianie się piękną historią urosło bowiem do rangi sportu narodowego. Sportu, w którego imię można iść na przekór czasom, dobrym obyczajom czy absolutnie fundamentalnej w sporcie idei fair play. Fair play, dobre sobie… chyba właśnie odpowiedziałem ligowy kawał roku.

Miejcie proszę na uwadze, że dziś Wisła Kraków (kto wie, który klub jutro?) to tylko wierzchołek góry lodowej. Czym niżej w ligowej drabince, tym absurdy większe. Ot temat, który poruszył ostatnio Krzysiek Stanowski z Weszło odnośnie wójta, który na piłkę wykłada sporą część budżetu gminy. I gość jest przekonany, że tak można.

Wymiary nierównoległe

Nie zrozumcie mnie źle. Gdzieś na końcu duszy cieszę się, że może tym razem uda się wyprowadzić choć jeden klub na prostą. Cieszę się, że mimo sytuacji beznadziejnej ktoś mimo wszystko rękawice podjął i walczy. Ryzykując nawet swoim własnym portfelem i reputacją, bo przecież sytuacja wcale jeszcze opanowana nie jest.

Dokładnie te same rzeczy jednak bardzo mnie martwią. Jak to jest bowiem możliwe, że w kilkanaście dni udało się znaleźć i zorganizować ludzi, którzy obnażają wszelkie panujące w tej lidze zwyczaje z łatwością wprost niesłychaną? Jak to jest możliwe, że nasza piłka pod okiem tych wszystkich mędrców Ekstraklasy S.A. i PZPN jest takim ciemnogrodem? W jaki sposób ludzie pokroju Jarka Królewskiego mają o piłce rozmawiać z takim Ryszardem Niemcem z małopolskiego ZPN’u?

Rozumiecie, dokąd zmierzam?

#WrócąSilniejsi

Choć wiem, że połowa Krakowa po tym, co tu przeczyta, odsądzi mnie od czci i wiary oraz obrzuci mnie każdym rodzajem błota, jakie wpadnie im do rąk, uważam, że dla dobra ogółu lepiej by było, aby akcja ratunkowa jednak się nie powiodła. Tak, mówię poważnie.

Mam świadomość co to oznacza. Wiem, że będzie to cholernie niesprawiedliwe, szczególnie dla tych, których szansę na odzyskanie pieniędzy zostaną pogrzebane wraz z klubem. Mówię poważnie dlatego, że może będzie to case, który zmusi wszystkich do pracy. Pracy, która spowoduje, że będzie to ostatni taki klub w historii. A przede wszystkim ostatni wierzyciele, którzy na piłce stracą zdrowie i pieniądze.

Mamy więc wybór: albo uzdrawiajmy piłkę, wycinając martwe tkanki, licząc, że organizm odbuduje się zdrowy, albo czekajmy na upadek, kolejnych Królów, kolejnych Cacków, kolejnych Meresińskich i kolejnych Hartlingów. I znów mówmy o historii, ratowaniu i…

1 komentarz

1 komentarz

  1. Pingback: O kilku takich, co ratują Wisłę | WATCH EKSTRAKLASA

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Reklama

Musisz zobaczyć

Więcej z Felietony