Obserwuj nas

Lechia Gdańsk

Pierwsza porażka Lechii Gdańsk

rozgrzewka

W 5. kolejce PKO ekstraklasy zmierzyły się drużyny Rakowa Częstochowa i Lechii Gdańsk.  Częstochowianie nie zanotowali najlepszego początku sezonu, bo w 4 spotkaniach zdołali zgromadzić raptem 3 punkty. Lepszym dorobkiem mogli się pochwalić gdańszczanie – 6 punktów. W bezpośrednich pojedynkach oba zespoły mają na swoim koncie po 8 zwycięstw.

Historia meczów z Rakowem

Zespół z Częstochowy ostatni raz na najwyższym szczeblu grał 21 lat temu. Za to bohaterowie opisywanego spotkania mierzyli się ze sobą już 21 razy. W pięciu spotkaniach tych ekip padł remis. Minimalną przewagę w bilansie bramkowym mają gospodarze (32-30).

Pierwsze minuty pod dyktando Rakowa

Mecz został rozegrany w Bełchatowie, bo  stadion w Częstochowie nie spełnia odpowiednich wymagań. Lechici odważniej weszli w mecz. Dłużej utrzymywali się przy piłce, konstruowali akcje. Pierwszą groźną okazję stworzyli sobie już w 3. minucie. Za to gospodarze umiejętnie spychali ich do głębokiej defensywy. Pierwszy raz widziałem, żeby gdańszczanie nie zdominowali rywala w pierwszym kwadransie.

Większą chęcią do gry wykazali się zawodnicy Marka Papszuna. Spokojnie tworzyli  akcje od tyłu, a także umiejętnie grali wysokim pressingiem uniemożliwiając Augustynowi szybkie wprowadzenie piłki do gry. Do 15. minuty zespół Rakowa stworzył sobie dwie bardzo dobre okazje do zdobycia gola. Gdyby nie refleks Kuciaka, byłoby 2:0. Zespół z Częstochowy miał wyraźną kontrolę nad meczem. Był bardziej konkretny i pazerny na zdobycie bramki.. Wykazywał się konsekwencją i determinacją.

Dobre momenty Lechii

Pierwsze uderzenie goście zdołali oddać już w 9. minucie. Do 15. minuty nie mogli się pochwalić celnym strzałem na bramkę Gliwy. Gracze Piotra Stokowca w pierwszej części próbowali grać z kontry i tak próbować swoich szans. Odgryzali się rywalom, lecz to było tylko chwilowe. Dwa razy udało się im przejąć piłkę, gdy zaatakowali piłkarzy Rakowa wysokim pressingiem. Ponadto usiłowali zagrozić gospodarzom po dośrodkowaniach czy to lewej, czy z prawej strony boiska. Piłkarze gości zdawali sobie sprawę z tego, że Karol Fila dysponuje bardzo dobrym dośrodkowaniem w pole karne i dlatego często atakowali prawą stroną, by dawać mu szansę na potwierdzenie dobrej dyspozycji. W pierwszej połowie Lechiści próbowali, lecz za każdym razem czegoś brakowało.

Bramka do szatni Rakowa

To była tylko kwestia czasu, kiedy piłka wpadnie do bramki. Piłkarze Rakowa co chwilę stwarzali zagrożenie pod bramką Kuciaka. Byli konkretniejsi, po prostu chcieli tej bramki. Widać było u gospodarzy głód gry. Ich poświęcenie, ambicja zostały nagrodzone i w 40. minucie wyszli na prowadzenie. Apolinarski popisał się świetnym długim podaniem na lewą flankę. Następnie posiadający futbolówkę Szwarc wystawił ją jak na tacy Forbsowi, który wykorzystał szansę.

Przed tym spotkaniem słyszałem, że Raków stwarza sobie najgroźniejsze sytuacje ze stałych fragmentów gry, z rzutów wolnych, rożnych. W tym meczu pokazał, że potrafi także grać w ataku pozycyjnym. Zasłużenie prowadził, ponieważ był  zespołem lepszym, a jego gra mogła się podobać.

Zmiany na plus

Od początku drugiej połowy na murawie pojawili się: Maciej Gajos i Sławomir Peszko. Zastąpili Lukasa Haraslina i Tomasza Makowskiego. Moim zdaniem Peszko wszedł na boisko, by przeprowadzać indywidualne pojedynki, napędzać kontry korzystając ze swojej szybkości. Gajos z kolei miał uspokoić grę w środkowej strefie, bo gospodarze zdominowali środek pola. Po wprowadzeniu skrzydłowego zauważyłem, że Lechia chciała jak najszybciej przetransportować piłkę z własnej połowy pod pole karne rywali.

Zmiany w ekipie gości rozruszały ich grę. Kolejną trener Stokowiec przeprowadził w 71 minucie. W miejsce Flavio pojawił się Rafał Wolski. Peszko od momentu, gdy znalazł się na boisku, prezentował chęć do gry. Po przebiegu meczu stwierdzam, że środkowi pomocnicy  biało-zielonych nie mieli  pomysłu, przez to grali wolno, apatycznie.

Gajos i Peszko dali dobrą zmianę. Udowodnili to w jednej sytuacji, gdzie pokazali jak dobrze potrafią ze sobą współpracować. Stworzyli dwójkową akcję, po której strzał oddał skrzydłowy. W grze obydwu zawodników widać było, że chcieli odmienić losy meczu, coś dać od siebie.

Na początku drugiej połowy kolejnego gola zdobył Raków z rzutu wolnego. Rykoszet zmylił Kuciaka. Moim zdaniem źle zachował się Gajos, który wcześniej faulował. Po jego przewinieniu goście stracili bramkę. Ich sytuacja nie wyglądała zbyt ciekawie, bo przegrywali już dwiema bramkami. W dodatku nie mogli się otrząsnąć po stracie kolejnego gola, przez co  grali nerwowo.

Artur Sobiech Show

Napastnik dał o sobie znać rywalom już w pierwszej połowie, lecz po weryfikacji VAR sędzia bramki nie uznał, bo był spalony. To co nie udało się pod koniec pierwszej części, wyszło dopiero pod koniec meczu. Goście przeprowadzili kombinacyjną akcję, po której Sobiech był faulowany. Arbiter  po wideoweryfikacji w 91. minucie podyktował rzut karny.  Tym razem  VAR okazał się szczęśliwy dla snajpera Lechii. Do jedenastki podszedł sam poszkodowany i strzelił kontaktową bramkę.

Obecnie Sobiech ma dobre statystyki. W 5. meczach strzelił już  3 gole. W poprzednich rozgrywkach zdołał zanotować tylko  4 trafienia  w lidze. Na ten moment jest bardzo dobrze. Oby tylko nie przestawał strzelać.

Nieudane odrabianie strat

Po trafieniu zespół Lechii uwierzył, że jeszcze można powalczyć o korzystny wynik.  Tuż przed końcem meczu szansę miał Mladenović z rzutu wolnego, lecz za głęboko dośrodkował futbolówkę, którą bez żadnych problemów złapał Gliwa. Częstochowianie  mieli spokojny wynik. Wszystko było w  rękach biało-zielonych. Ci próbowali, lecz w tym spotkaniu zawodnicy trenera Papszuna byli po prostu lepsi. Grali swoją piłkę. Zwycięstwo Rakowa nad Lechią było  udanym  rewanżem  za półfinał Pucharu Polski.

Kliknij by skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Reklama

Musisz zobaczyć

Więcej z Lechia Gdańsk