Obserwuj nas

Wisła Kraków

#Na chłodno – czyli (jeszcze) zostawcie Stolarczyka

zastanowienie

Zaczynam cykl, który będzie się pojawiał w każdą niedzielę. Dotyczy on Wisły Kraków. W tym miejscu muszę was poinformować, że są to tylko moje przemyślenia i spostrzeżenia na temat danych sytuacji, które wydarzyły się w klubie z Krakowa.

Powoli opada kurz po klęsce Wisły Kraków w Warszawie. Mi, jako zwykłemu kibicowi, który przez ostatni rok angażował się w różne akcje ratujące klub, jest po prostu smutno i źle z tym wszystkim. Oglądając mecz, i widząc tylko jak zmienia się wynik na korzyść naszego rywala, czułem się jakbym dostał w twarz od piłkarzy z Reymonta. Zero walki, zero zaangażowania.

Poza Michałem Buchalikiem chyba żaden z piłkarzy nie zasłużył na jakąkolwiek pochwałę za ten mecz. A trzeba pamiętać, że Buchalik puścił siedem goli. Słuchając jego słów wypowiedzianych po starciu: „Każdy musi sobie przemyśleć, gdzie gra, bo ta biała gwiazda coś symbolizuje”, ciężko mi jest nie odnieść wrażenia, że ma on żal do swoich kolegów. Choć nie wymienił nikogo z imienia i nazwiska. Żal głównie o to, że piłkarze jego drużyny przeszli obok kolejnego spotkania. O ile w meczu z Piastem widziałem Wisłę, która próbowała grać po swojemu, to na Łazienkowskiej zobaczyłem drużynę ludzi, którzy wyglądali, jakby pierwszy raz widzieli piłkę w swoim życiu.

O tym co było kiedyś, a co jest teraz

Jestem mega wkurzony na piłkarzy, którzy przed tygodniem wybiegli na murawę. Przecież wszyscy pamiętamy, że rok temu sytuacja finansowa klubu była dużo gorsza, ale jakoś inaczej to wszystko funkcjonowało na boisku. Piłkarze mimo braku wypłat gryźli trawę w każdym spotkaniu, gromili Lecha i Lechię po 5:2. Poza tym rozegrali fantastyczny mecz właśnie w Warszawie. I ok. Rozumiem, że wielu graczy odeszło, a przyszli zawodnicy niechciani w innych klubach, ale ambicję trzeba mieć zawsze. Tym bardziej, że wszyscy wiemy, jak wygląda nasza liga. Nie należy do najlepszych, nawet nie jest w pierwszej dziesiątce europejskich lig. Istniało w jej historii już wiele drużyn, które właśnie ambicją i charakterem pokazywały, że można punktować w każdym meczu. A co do tego charakteru – rok temu mówiono o Wiśle „drużyna z charakterem”, a teraz? Gdzieś ten charakter zanikł.

Czy trener Stolarczyk panuje nad wszystkim?

Przeglądając wiślackiego Twittera po meczu z Legią, w co drugim wpisie można było przeczytać: „Stolarczyk musi podać się do dymisji”. Cóż mogę powiedzieć? Z jednej strony wszyscy pamiętamy: to jak Wisła grała w poprzednim sezonie, to jak każdy się nią zachwycał i chciał oglądać jej spotkania. Z dwóch powodów. Po pierwsze „Biała Gwiazda” była drużyną, która zdobyła najwięcej bramek. Często też traciła wiele goli. Jednak gdy rywal zdobył jedną bramkę, Wisła potrafiła odpowiedzieć mu dwiema albo nawet trzema trafieniami. Drugim powodem było chociażby to, że Stolarczyk odbudował wielu piłkarzy. Potrafił im zaufać, dać szansę, którą większość z nich wykorzystała. Na tej liście znajdują się: Peszko, Ondrasek, Pietrzak, czy nawet Lucas Klemenz, który pod koniec sezonu wyglądał naprawdę dobrze.

Druga strona medalu niestety jest już dużo dużo gorsza. Obecnie ma miejsce największy kryzys od kiedy Wisłę prowadzi Maciej Stolarczyk. Trener trochę zaklina rzeczywistość mówiąc m.in. że nie widzi trzech wyraźnie lepszych drużyn w tej lidze od jego zespołu. Cóż, mecz w Warszawie niestety dość brutalnie zweryfikował te słowa.

Patrząc na wszystko, co przeszedł trener z tą drużyną od czerwca 2018 do teraz, mogę stwierdzić, że warto dać mu jeszcze te dwa spotkania na przełamanie. Jeśli nie poprawi się przede wszystkim styl i zaangażowanie zawodników, to myślę, że władze Wisły poszukają kogoś nowego na miejsce Stolarczyka. Pamiętajmy, że on prowadził ten zespól już w dużo gorszych warunkach i całkiem nieźle sobie radził. Przecież zatrudniała go Marzena Sarapata, która okłamywała szkoleniowca i piłkarzy w kwestiach finansowych. Trener wierzył w zapewnienia, że te pieniądze się pojawią. To on rozmawiał z zawodnikami i motywował ich do tego, żeby jeszcze tydzień czy dwa poczekali. I tak to trwało do grudnia.

Nie skreślajmy za szybko

I tak na koniec. Nie bronię Macieja Stolarczyka, bo też nie podobają mi się ostatnie wyniki, ale sam wiele razy w swoim życiu powiedziałem coś niemiłego, albo kogoś za szybko skreśliłem, a później tego mocno żałowałem. Oczywiście jeśli ktoś pomimo dania kolejnej szansy nadal  będzie odnosił mierne wyniki, to powinno się coś w końcu zmienić. Póki co, trzeba liczyć na to, że w poniedziałek piłkarze Wisły pokażą jaja na boisku, a nie dupę swoim kibicom.

Kliknij by skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Reklama

Musisz zobaczyć

Więcej z Wisła Kraków