Obserwuj nas

Lechia Gdańsk

Lechia w kryzysie

Ciężko racjonalnie wytłumaczyć to co się ostatnio dzieje w zespole „Biało-zielonych”. Lechiści w dwóch poprzednich meczach z Jagiellonią i Rakowem stracili aż po 3 bramki. Będzie miał nad czym myśleć trener podczas przerwy zimowej. 

Widoczny brak Kubickiego i Łukasika

Gdy do Lechii przychodził Piotr Stokowiec, sprowadził do Gdańska Jarka Kubickiego, ponieważ znał styl tego zawodnika i możliwości z czasów gry w Zagłębiu Lubin. Szkoleniowiec chciał zbudować drugą linię zespołu wokół swojego byłego-nowego podopiecznego. Kiedy trener ustawił obok niego Łukasika, nie dość, że drużyna zaczęła lepiej się prezentować, to jeszcze obydwaj gracze weszli na taki poziom, który ich predestynuje do ciągłej gry w pierwszym składzie. Gdy na boisku brakuje i jednego i drugiego, możemy zauważyć jak słabo wygląda gra zespołu w środku pola. Wspomniani gracze są kluczowymi elementami w „układance” i bez nich na pewno jest trudno grać. Gwarantują walkę w drugiej linii, uspokojenie i poszanowanie piłki. Wiedzą kiedy można przyśpieszyć akcję, a kiedy zwolnić. Obserwując ich grę można odnieść wrażenie, że Kubicki lepiej prezentuje się w destrukcji, a Daniel potrafi posłać bardzo dokładne długie podanie na kilkadziesiąt metrów.

W spotkaniach z Jagiellonią i Rakowem zabrakło ambicji, woli walki i takich typowych cech wolicjonalnych, jakby podopieczni trenera Stokowca już czekali na święta.

Zmiany taktyczne

Wszyscy wiemy, że ekipa z Gdańska najlepiej czuje się w ustawieniu 4-3-3. Choć w tym sezonie trener, zamiast trzymać się jednej sprawdzonej taktyki, wybiera różne ustawienia. Zadziwiające jest to, że piłkarze w 4-3-3 ostatni raz występowali 30.10.2019 r.  w rozgrywkach pucharowych. Potem już grali tylko w systemie 4-2-3-1. Jeżeli chodzi o ligę – 28.09.2019 r.  Lechia po raz ostatni zagrała we wcześniej wspomnianym ustawieniu 4-3-3. Najwięcej goli jej zawodnicy strzelili, gdy grali trzema zawodnikami w środku pola i trzema w ataku – 10. Z kolei podczas występów w 4-2-3-1 zdobyli 8 bramek. Jest to też całkiem niezły dorobek zważywszy na fakt, że rozegrali 10 meczów w tej formacji. Szkoleniowiec na pozycji rozgrywającego stawiał na Wolskiego aż 4 razy, a rolę najbardziej wysuniętego piłkarza pełnił Sobiech – także 4 razy. W obecnych rozgrywkach trener Stokowiec za dużo modyfikuje, bo gdy Wolski zaczyna coraz lepiej się prezentować za napastnikiem, w następnych spotkaniach zostaje przesunięty na skrzydło, a pozycję wyżej jest ustawiony Gajos. Potrzeba jeszcze czasu, aby wszystko zagrało.

Raków gra prostymi środkami

Już w 2. minucie goście mogli stworzyć zagrożenie pod bramką Alomerovicia, lecz bramkarz nie dał się pokonać. Piłkarze Rakowa mają dużo rozwiązań na wykonanie stałych fragmentów gry. Może nie grają spektakularnie, ale prosto i skutecznie. W ostatnim meczu szukali dośrodkowań na rosłych stoperów i w tym upatrywali swoich szans. Po akcjach, które tworzyli, widać było, że nie są one skomplikowane.

Bramkarz Lechii miał ręce pełne roboty. Okazje, które kreowali goście były groźniejsze niż te gospodarzy. W 13. minucie Skóraś wypracował dogodną okazję dla Musiolika, lecz strzał powędrował obok bramki. Nie dość, że Raków tworzył sobie sytuacje do zdobycia bramki to jeszcze umiejętnie ustawiał się w obronie. Jedną z lepszych akcji goście mieli po rozegraniu rzutu wolnego. Dośrodkowanie trafiło na wysokiego Petraska, który skorzystał ze swoich dobrych warunków fizycznych, lecz strzał i tym razem wylądował obok bramki.

Lechia próbowała zaskoczyć rywali

Pomimo naporu gości pierwszy celny strzał oddali gospodarze. Często decydowali się na strzały z dystansu. Akcje przeprowadzali najczęściej lewą stroną. Ciekawie zapowiadała się współpraca Mladenovicia i Haraslina. Dobrze, że Lukas nie strzelał za każdym razem kiedy miał piłkę, tylko szukał partnerów.

Lechiści szukali swoich szans czy to z kontry czy poprzez dłuższe kreowanie sobie sytuacji. Mam wrażenie, że chcieli dodać do swoich akcji walor artystyczny. Szkoda tylko, że nie wyciągali wniosków i wrzucali wysokie piłki, z którymi bez problemu radził sobie Petrasek. Za to aktywne były oba skrzydła. Zawodnicy chcieli coś zmienić. Mimo że gra gości trochę lepiej wyglądała to gdańszczanie się nie poddawali.

Trzy ciosy i „Biało-zieloni” na kolanach

Choć drużyna trenera Stokowca lepiej otworzyła drugą połowę, to nie wyszła na prowadzenie i później została ukarana. Lukas Haraslin w 51. minucie miał szansę, którą powinien wykorzystać. Skrzydłowy kiwnął obrońcę, oddał strzał, lecz bramkarz pilnował krótkiego słupka i nie dał się zaskoczyć. Nie wykorzystane sytuacje się po prostu mszczą, bo 8 minut później w polu karnym gospodarzy Peszko sfaulował gracza Marka Papszuna. Sędzia po konsultacji z VAR-em podyktował rzut karny. Z zimną krwią został wykorzystany przez dobrze dysponowanego Bartla.

Zawodnicy Rakowa poszli za ciosem i cztery minuty później podwyższyli wynik spotkania. Przy drugim trafieniu asystę zaliczył Bartl, a do siatki trafił Musiolik. Nic nie wskazywało na to, że gospodarze mogą strzelić choćby jednego gola. Nie mogli się podnieść po tak szybkiej stracie dwóch bramek. Gracze Lechii pozostawili za dużo miejsca strzelcowi pierwszego gola, dzięki czemu z łatwością mógł dośrodkować w pole karne. W ich akcjach nie było elementu zaskoczenia. Gwoździem do trumny drużyny z Gdańska była strata 3. bramki w 81. minucie. Makowski powinien przejąć piłkę, a ta jakimś cudem zdołała przejść dalej. Następnie Apolinarski podał do Skórasia, który trafił w długi róg nie dając szans bramkarzowi.

Mam wrażenie, że kiedy „Biało-zieloni” stracili dwie bramki to nie wiedzieli jak się zachować. Byli oszołomieni. Próbowali tworzyć akcje. Niestety idealne dogrywali do środkowych obrońców gości, nie patrząc gdzie są ustawieni koledzy z drużyny. Mecz z Rakowem był ostatnim starciem Lechistów przed przerwą zimową. Niestety ani kibice ani drużyna nie będą w dobrych nastrojach rozpoczynać świętowania i zasiadać do wigilijnego stołu. Piłkarze w czasie przygotowań do rundy wiosennej będą musieli ciężko popracować, aby wrócić na właściwe tory. Mam nadzieję, że kontuzjowani zawodnicy szybko wrócą do formy i będą wzmocnieniem drużyny.

Kliknij by skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Reklama

Musisz zobaczyć

Więcej z Lechia Gdańsk