Obserwuj nas

Lechia Gdańsk

Młodzież z Poznania zbyt mocna dla biało-zielonych

Jóźwiak sam

Przed meczem Lechii Gdańsk z ekipą ze stolicy Wielkopolski, można było sobie ostrzyć zęby na interesujące widowisko. Rywalizacja Flavio z Gytjakierem zapowiadała się bardzo ciekawie. Lech Poznań ma skutecznych młodzieżowców, bo w trwającym sezonie zdobyli 13 goli.

Lechia wzmacnia skład

Bezpośrednio przed meczem z Lechem Poznań zostali sprowadzeni: Kenny Saief i Rafał Pietrzak. Pierwszy może występować na kliku pozycjach. Najlepiej czuje się na obu skrzydłach. Wzmocni rywalizację na tych pozycjach po odejściu Haraslina. Pietrzak jest lewym obrońcą i potrzebnym zmiennikiem dla Mladenovicia, przez co może przyczynić się do wzrostu formy Serba. Trzeba przypomnieć, że zagrancizny defensor ostatnio nie miał kogoś z kim mógłby rywalizować o pierwszy skład.

Przed pierwszym meczem w rundzie wiosennej kadra Lechii nie wyglądała zbyt dobrze. Problem stanowiła za krótka ławka, na której brakowało doświadczenia. W obliczu transferów z klubu można było tylko współczuć trenerowi, że nie ma w zespole za dużo jakości. W zimowym okienku transferowym zostało sprowadzonych aż dziewięciu zawodników. Sporo, patrząc na to, że z reguły drużyny tyle graczy sprowadzają latem. Lechia na gwałt potrzebowała piłkarzy. Są i młodzi i doświadczeni. Do Gdańska ściągnięto zawodników, którzy mają renomę w naszej Ekstraklasie jak: Rafał Pietrzak, Łukasz Zwoliński i Bartosz Kopacz. Włodarze klubu byli także skłonni sprowadzić graczy, którzy jeszcze nie są szeroko znani w Polsce. Wśród nich są: Conrado, Ze Gomes, Omran Haydary, Egzon Kryeziu, Kenny Saief  i Kristers Tobers.

Flavio z nowym kontraktem

W barwach biało-zielonych Paixao stał się najskuteczniejszym obcokrajowcem z dorobkiem 56 bramek. Portugalczyk w stolicy województwa pomorskiego gra już 5 lat. Pomimo 35 lat na karku cały czas jest ważną postacią w drużynie. Poprzednia umowa, która obowiązywała do końca czerwca 2020 roku została przedłużona o rok z opcją kolejnego przedłużenia o rok.

Wszyscy trenerzy i zawodnicy dobrze wiedzą jak dobrym piłkarzem jest Portugalczyk. Był główną postacią w zespole, gdy jeszcze występował w Śląsku Wrocław. Gdy przeniósł się z bratem – Marco do Gdańska, to wszyscy pękali z dumy, że tacy zawodnicy zdecydowali się na transfer na północ. Gdyby nie lojalność Flavio wobec klubu, nie oglądalibyśmy go na polskich boiskach. Aferę zapoczątkował Marco. Udawał, że ma kontuzję, a w rzeczywistości pojechał na wakacje. Zachowanie to nie spodobało się Piotrowi Stokowcowi, który wyrzucił go z drużyny. Najgorszej byłoby, gdyby Flavio także odszedł. Tak na szczęście się nie stało i trener ma w swoich szeregach wartościowego gracza.

Lechici robili co chcieli

Od pierwszych minut spotkania z Lechią zawodnicy Dariusza Żurawia dłużej utrzymywali się przy piłce i widać było, że mają pomysł na grę. Z dużą swobodą operowali piłką. Aktywne były lewa i prawa strona. Pierwsza akcja w meczu została rozegrana na lewej flance. Odważnie z piłką zabrał się Wołodymir Kostewycz. Zdołał podać do Puchacza, który strzelił niecelnie. Gdańszczanie byli jak dzieci we mgle nie mogli się otrząsnąć. Biało-niebiescy bili na głowę gości pod względem czasu posiadania piłki, a także stwarzanych okazji.

Im dalej w mecz, tym Lech zaczął także wykorzystywać prawą stronę. Z tego miejsca gospodarze stwarzali zagrożenie dla Lechii. Gdyby nie kapitalna postawa Kuciaka i defensywy, już w pierwszej połowie byłby pogrom. Lechici nie pozwalali zawodnikom trenera Stokowca na wprowadzenie piłki do gry od obrony, bo od razu spychali ich do głębokiej defensywy przez stawianie wysokiego pressingu.

 Puchacz, Tiba, Ramirez i Jóźwiak-  motory napędowe Lecha

Na wspomnianych zawodnikach opierał się atak Lecha, który jest połączeniem młodzieńczej fantazji z doświadczeniem. Taką fantazję wnosili  Puchacz i Jóźwiak, a z kolei Ramirez i Tiba to doświadczeni gracze, którzy byli odpowiedzialni za rozgrywanie. Warto też wspomnieć, że Dani Ramirez został nowym nabytkiem Kolejorza w zimowym okienku transferowym. Gdy jeszcze był w ŁKS-sie Łódź, pokazywał duże umiejętności. Na samym początku sezonu odzywały pewnie głosy, że będzie kolejnym zawodnikiem po Vadisie Odjidji-Ofoe, który wyrośnie ponad naszą ligę. Jak Hiszpan był kryty indywidualnie, to nie prezentował już się tak okazale. Można na pewno o nim powiedzieć, że podczas gry ma szeroko otwarte oczy, widzi dużo na boisku. Ramirez jest także skłonny obsłużyć swoich kolegów jakimś nieszablonowym zagraniem, po którym wszyscy będziemy łapać się za głowy. Niby spotkanie z Lechią było debiutem Hiszpana w barwach Lecha, ale jego współpraca z kolegami układała się wprost fantastycznie. Jakby grali ze sobą już kilka lat.

Pech Kuciaka, szczęście gospodarzy

W całym spotkaniu Dusan Kuciak był po prostu niesamowity. Bronił jak w transie. Robił wszystko co mógł, lecz nie ustrzegł swojego zespołu przed stratą bramek. Warto wspomnieć, że od 50. minuty Lechia grała w dziesięciu po tym jak czerwoną kartkę dostał Karol Fila. W bezsensowny sposób osłabił swoją drużynę. Zawodnicy Lechii dzielnie się bronili, lecz w 83. minucie ich bramkarz musiał skapitulować, po tym jak pocisk na bramkę wystrzelił Jakub Moder. Piłka odbiła się od słupka, od pleców bramkarza i wpadła do bramki.

Goście zdołali wykreować sobie w końcówce sytuację, po której po prostu musieli strzelić gola. Dlaczego piłka nie zatrzepotała w siatce wie tylko Patryk Lipski. Pomocnik Lechii podprowadził futbolówkę i zagrał do Mladenovicia. Serb podał w pole karne do Polaka, a ten trafił obok bramki. Dla Patryka strzelenie gola w tej sytuacji było obowiązkiem. Nie wykorzystane sytuacje się mszczą. Lechiści zostali skarceni bramką w ostatnich minutach przez Filipa Marchwińskiego. Sędzia został zmuszony przerwać mecz, ponieważ kibice gości nie potrafili się zachować i rzucali race na murawę. Przerwa trwała 10 minut, aby dym trochę opadł i dało się grać.

 

 

Kliknij by skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Reklama

Musisz zobaczyć

Więcej z Lechia Gdańsk