Obserwuj nas

Lechia Gdańsk

Lechia nie wykorzystała szansy

Paixcao Lechia

Spotkanie 26. kolejki pomiędzy Zagłębiem Lubin biało-zieloni rozpoczęli bez Flavio Paixao, Filipa Mladenovicia, Karola Fili i Błażeja Augustyna. Warto dodać, że zespół z Gdańska miał za sobą niechlubną serię 5 meczów bez zwycięstwa nad Miedziowymi.

Niezbędny Flavio

Trudno sobie wyobrazić Lechię bez Portugalczyka. Kiedy jest na boisku daje dużo możliwości rozegrania akcji. Ma udział w konstrukcji,  a także w finalizacji akcji. Nie można o nim powiedzieć, że jest klasyczną dziewiątką, bo próbuje częściej rozgrywać, schodzić po piłkę. Bierze grę na siebie, czasami ciężko to się wręcz ogląda. Typowym napastnikiem był Artur Sobiech, lecz już go w Gdańsku nie ma. Wydaję się więc, że Flavio był chyba odpowiedzialny za wszystko – za konstrukcję, kreację i wykończenie. W ostatnich 10 meczach strzelił aż 9 goli. Statystyka ta w czytelny i klarowny sposób pokazuje jak ważnym snajperem jest Portugalczyk dla zespołu Piotra Stokowca.

Kobryń daje gwarancję spokoju  na prawej obronie

Mimo 20 lat na karku można powiedzieć, że łatwo miejsca w pierwszym składzie nie odda. Karol Fila ma godnego przeciwnika w walce o pierwszy skład. Kiedy Lechia rok temu zdobywała trzecie miejsce w lidze, Fila był zmuszony grać wszystko od deski do deski. Wszyscy w klubie wręcz dmuchali i chuchali na niego, by nic mu się nie stało. Nie mieli oni, raz – zmiennika, a dwa – takiego, który byłby w stanie zastąpić Karola. Jesienią wydawało się, że wszystko było po staremu, lecz w niektórych meczach można było zauważyć wariant z Tomaszem Makowskim występującym właśnie na prawej stronie defensywy. Wtedy Kobryń, aż tak dużo szans nie dostawał. Kiedy zespół wrócił po przerwie zimowej , młody obrońca zaczął jednak grać coraz częściej. W rundzie wiosennej zagrał już z Legią Warszawa, Zagłębiem Lubin, Śląskiem Wrocław, Piastem Gliwice i Koroną Kielce. Cztery razy wystąpił w roli prawego defensora, a raz na środku obrony. Dzięki temu może być zmiennikiem dla Karola. W tych spotkaniach, których zagrał, jak na swój wiek prezentował się odważnie, często podłączał się do akcji ofensywnych, uważnie grał  z tyłu, choć czasami przydarzały mu się drobne błędy.

Lechia szybko weszła w mecz

Mimo że pierwszą groźną akcję stworzyli gospodarze, to bramkę zdobyli goście. Już w pierwszej minucie otrzymali rzut wolny, który wykonywał Filip Starzyński, lecz Kuciak zdołał wybronić. Zagłębie chciało szybko zdobyć bramkę, lecz nie wyszło. Odpowiedź biało-zielonych po rzucie wolnym gospodarzy była natychmiastowa. W trzeciej minucie piłka została idealnie wrzucona przez Pietrzaka, który dośrodkował tak precyzyjnie, jak Mladenović. Można było domniemywać czy to nie dobrze, że nie go na murawie skoro trener znalazł następcę. Obrońca gospodarzy tak niefortunnie wybił piłkę, że ta wpadła pod nogi Conrado, który strzelił swojego pierwszego gola  w Ekstraklasie.

Zagłębie się nie poddawało, ale obrona była dziurawa

Gospodarze próbowali tworzyć akcje. Robili wszystko by zdobyć bramkę. W 15. minucie udało im się to. Baszirow dośrodkował piłkę w pole karne do wbiegającego Balicia, który zdobył gola. Kiedy strzelili wyrównującego gola, chcieli pójść za ciosem, lecz umiejętnie bronili się goście. Tworzyli zagrożenie po dośrodkowaniach Starzyńskiego. Zdobyli dwie bramki w pierwszej części, ale stracili aż  trzy. Biegali jak dzieci we mgle nie wiedząc jak się broni. Lechia wykorzystywała złe ustawienie, a także złą organizację w tyłach.

Dwa rzuty karne i osiem bramek

W 23. minucie, gdy Conrado w polu karnym oddał strzał, trafiony w rękę został Guldan. Na początku sędzia za bardzo się nie przejął tą sytuacją. Po chwili został został poinformowany, aby się przyjrzeć temu strzałowi. Po wideoweryfikacji  podyktował rzut karny, który na bramkę zamienił Łukasz Zwoliński i również było to jego pierwsze trafienie w tym sezonie. Podobna sytuacja była po drugiej stronie w 39. minucie, gdy strzał oddawał Żiwec, a ruch ręką, aby uchronić swój zespół od straty bramki, wykonał  Makowski. Jeżeli w poprzedniej akcji był rzut karny, to tak samo tym razem. Do jedenastki podszedł Starzyński, który nie myli się z karnych, bo na 8 prób wszystkie wykorzystał. W 41. minucie z głębi pola piłkę zagrał Zwoliński do wybiegającego Conrado, a Brazylijczyk do Mihalika, który strzelił gola. Elektryzująca pierwsza część współpracy Conrado i Mihalika świetnie się układała. Słowak swoją drugą  bramkę zdobył w sposób trochę samolubny, ale skuteczny. Emocji mieliśmy co niemiara. Cztery minuty później piękną akcję stworzyli gospodarze. Na lewej stronie groźnie zaatakowali Drażić,  Bohar i Starzyński. Na początku Drażić podał do wybiegającego Bohara, a następnie zagrał  w pole karne do Starzyńskiego, który nie dał szans Kuciakowi. Po zdobyciu tej trzeciej bramki, gospodarze wykazywali większą chęć do gry, byli konkretniejsi. Udało im się to w 83. minucie po szybko wykonanym rzucie rożnym aktywny całe spotkanie Drażić minął z dużą łatwością dwóch rywali, oddał strzał, który został jednak wybity. W niefortunny sposób obrona wybiła piłkę  tuż pod nogi Bartosza Białka. Młodzieżowiec wyrównał stan rywalizacji. Bardziej zasłużyli na ta bramkę gospodarze niż goście.

Świetny mecz dwóch skrzydłowych

Na początku dał o sobie znać Conrado strzelając bramkę. Następnie po jego strzale został podyktowany rzut karny. Co strzelał, wpadało w bramkę. W 41. minucie wykorzystując swoją szybkość podał wzdłuż bramki do lepiej ustawionego Mihalika. Było to tylko preludium do świetnie układającej się  współpracy między nimi. Brazylijczyk dał się poznać nie tylko jako struś pędziwiatr, lecz jako cierpliwy rozgrywający, kiedy w środku pola na jeden kontakt wyszedł z Makowskim spod pressingu. Gdy Słowak zdobył swoją drugą bramkę, znowu ostatnie podanie zanotował Conrado. Jeszcze dużo dobrego będą w stanie razem zdziałać.

Kliknij by skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Reklama

Musisz zobaczyć

Więcej z Lechia Gdańsk