Connect with us

Jagiellonia Białystok

Punkt do punkta, a zbierze się mistrzostwo

W 32. kolejce PKO Ekstraklasy Legia Warszawa mierzyła się na wyjeździe z Jagiellonią Białystok. Po 90. minutach gry na tablicy wyników widniał wynik 0:0. Tym samym podopieczni Aleksandara Vukovicia zdobyli cenny punkt i mają już 11 „oczek” przewagi nad Lechem Poznań i broniącym tytułu Piastem Gliwice.

Plaga kontuzji na finiszu rozgrywek

Już w trakcie meczu ze Śląskiem Wrocław kibice warszawskiego zespołu wiedzieli, że kadra staje się coraz bardziej uboga. Boisko z powodu kontuzji opuścili Jose Kante oraz Marko Vesović. Jak się później okazało, Gwinejczyk doznał urazu stawu skokowego i nie zagra do końca sezonu. Za to sytuacja z Vesoviciem jest dużo poważniejsza, bowiem Czarnogórzec odniósł kontuzję kolana i musi przejść operację. Na domiar złego pół roku przerwy czeka także Vamarę Sanogo, który niedawno powrócił do grania i nawet zaprezentował się z dobrej strony strzelając gola Arce Gdynia.

Trener Vuković przed meczem w Białymstoku miał do dyspozycji dwóch nominalnych napastników – Thomasa Pekharta i Macieja Rosołka. Postawił na bardziej doświadczonego gracza, który… jakże by inaczej… także dostał urazu. Pech chciał, że kontuzja odniesiona w trakcie rozgrzewki nie pozwoliła Pekhartowi na uczestnictwo w spotkaniu. Na jego miejsce został desygnowany Walerian Gwilia.

Strzały w światło bramki? A co to?

Pomimo że spotkania „Jagi” z Legią nieraz obfitowały w wielkie emocje, tym razem było inaczej. Pierwszą połowę można uznać wręcz za senną. Sponsorem tej części gry była cyfra „0”. Właśnie tyle strzałów łącznie oba zespoły oddały w światło bramki przez 45 minut. Jednak mecz mógł potoczyć się zupełnie inaczej chociażby za sprawą Pospisila. Czech już na samym początku miał szansę otworzyć worek z bramkami.

Trzeba przyznać, że Legia starała się kreować jakiekolwiek okazje. Jednak wyglądało to tak, jakby jej piłkarze starali się zdobyć punkty jak najmniejszym nakładem sił. Grali zachowawczo i nie chcieli odkryć się całkowicie. Jestem zdania, że powinni nieco bardziej przycisnąć Jagiellonię od pierwszych minut, aby po ewentualnym zdobyciu bramki mieć większą kontrolę nad całym spotkaniem. Niestety było inaczej…

Mateusz Cholewiak – zadaniowiec

Druga połowa również nie należała do zachwycających. Jednak po „krótkiej” 45 – minutowej drzemce mogliśmy w końcu zobaczyć strzały celne w tym meczu. Chociaż nie ma co przesadzać, ponieważ w całym spotkaniu było ich zaledwie 4. Uwagę mógł przykuć jedynie Mateusz Cholewiak, który zagroził bramce strzeżonej przez Węglarza. Za pierwszym razem uderzył w boczną siatkę. Natomiast jego drugą próbę można nazwać albo nieudanym strzałem albo podaniem do Wszołka. Tu już musicie wybrać sami.

Trzeba oddać Cholewiakowi, że jest zawodnikiem uniwersalnym. Bez względu na pozycję, którą zajmie na boisku, będzie harował jak wół na konto całego zespołu. Tak było i tym razem. Legionista kilka minut przed rozpoczęciem meczu – przez kontuzję Pekharta – został przesunięty na pozycję nr „9”. Było widać, że nie jest to optymalna pozycja Polaka i lepiej radzi sobie na lewym skrzydle. Jednak być może jest on zawodnikiem, o którego Vukoviciowi chodziło w maju zeszłego roku. Takiego, który musi po prostu zapieprzać.

Każdy punkt na wagę złota

Gdybym nie spojrzał na wyniki innych spotkań grupy mistrzowskiej 32. kolejki, byłbym lekko zawiedziony bezbramkowym remisem w Białymstoku. Jednak strata punktów przez Piasta oraz remis Lecha dają powody do optymizmu. Trzeba szanować każdy punkt w drodze po tytuł. Historia pokazuje, że każdy z nich w końcowej fazie rozgrywek jest na wagę złota.

Patrząc w kierunku weekendu, Legioniści przy ewentualnej wygranej i tak nie będą mogli świętować tytułu w sobotę przy Łazienkowskiej 3. Muszą poczekać na rozstrzygnięcia w meczu niedzielnym. Bowiem Lech musi przegrać bądź zremisować ze Śląskiem Wrocław, aby już w ten weekend Legia została mistrzem. A wystarczyło tylko wywieźć o 2 punkty więcej z Białegostoku, aby ceremonia mistrzowska odbyła się w domu…

Jagiellonia Białystok – Legia Warszawa 0:0

Jagiellonia: Węglarz – Wójcicki (Arsenić 57′), Tiru(Ż), Runje, Kadlec – Bida(Ż), Romanczuk, Pospisil, Borysiuk (Imaz 60′), Makuszewski(Ż) (Prikryl 84′) – Puljić(Ż)

Legia Warszawa: Majecki – Stolarski(Ż), Lewczuk, Wieteska, Karbownik – Wszołek, Antolić (Martins 74′), Luquinhas (Rosołek 67′), Slisz(Ż), Gwilia – Cholewiak

Sędzia: Jarosław Przybył (Kluczbork)

Fot. Mateusz Kostrzewa / Legia.com

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

More in Jagiellonia Białystok