Connect with us

1. liga

Wieści z zaplecza #1: 1. kolejka Fortuna I Ligi 2020/21

Witamy w cyklu „Wieści z zaplecza” w którym zapoznamy was z tym co się działo w danej kolejce w Fortuna I Lidze. Za nami emocjonująca kolejka w której zobaczyliśmy powroty na ten poziom klubów i piłkarzy świetnie znanych. Większość spotkań w tej kolejce była dosyć jednostronna, ale mieliśmy też kilka spotkań naprawdę wyrównanych. To pora sprawdzić co się w ten weekend zdarzyło na zapleczu?

Odra Opole – ŁKS Łódź 0:4

Pierwszy mecz telewizyjny w tym sezonie okazał się widowiskiem jednostronnym. Spadkowicz z ekstraklasy nie zostawił Odrze złudzeń i zdominował klub z Oleskiej. Już po kilku minutach łódzki klub wyszedł na prowadzenie po bramce Trąbki. Ładne uderzenie z dystansu, piłka trafia w Piotra Żemłę, który kieruje ją do własnej bramki. Można powiedzieć, że były to złe złego początki dla gospodarzy. Po pół godzinie gry z urazem zszedł bowiem Mateusz Kuchta, a zastąpił go Tobiasz Weinzettel, który ostatni mecz zagrał jesienią zeszłego roku w czwartej lidze niemieckiej. Przed przerwą łodzianie podwyższyli prowadzenie po bramce Corrala.

Po przerwie przewaga ŁKS-u tylko rosła, a w 71. minucie po kilku próbach klub z Alei Unii strzelił trzecią bramkę. Autorem trafienia był Pirulo, którego po meczu przyrównywano do Daniego Ramireza. Na takie porównania jest co prawda za wcześnie, ale trzeba przyznać, że Hiszpan zaliczył bardzo dobre spotkanie. W doliczonym czasie gry wynik meczu ustalił Łukasz Sekulski. ŁKS zaliczył mocne wejście do Fortuna I Ligi i pokazał, że na tym poziomie może dzielić i rządzić.

GKS Jastrzębie – Arka Gdynia 0:4

Takim samym wynikiem jak mecz Odry z ŁKS-em zakończyło się drugie z piątkowych spotkań, w którym zmierzyły się GKS Jastrzębie i Arka Gdynia. Celem klubu z Trójmiasta jest szybki powrót do najwyższej klasy rozgrywkowej, a w Jastrzębiu wykonali pierwszy krok. Arka przeszła przed sezonem małą rewolucję i dziś jest tam sporo piłkarzy, którzy z różnych powodów wypadli ostatnio z ekstraklasowego obiegu. Tacy właśnie piłkarze strzelali w tym meczu gole. Dwa razy trafiał Juliusz Letniowski, który odbił się od Lecha Poznań, ale wcześniej z powodzeniem grał w Bytovii. Po jednej bramce strzelali zaś Szymon Drewniak i Kamil Mazek. Ten pierwszy ostatnie dwa sezony grał w Chrobrym, a wcześniej był nazywany jednym z najgorszych transferów Cracovii, po tym jak trafił tam w 2017 roku. Drugi z nich od dawna był wypychany z Zagłębia Lubin, przez cały zeszły sezon rozegrał w PKO BP Ekstraklasie tylko siedem minut.

Jak strzelano w tym meczu? Wynik otworzył Letniowski, który oddał niezły strzał główką po dośrodkowaniu z prawej strony. Trzy minuty później koszmarny błąd popełnił Wolniewicz, podając do Pawełka, do piłki dobiegł Mazek i pokonał zaskoczonego byłego reprezentanta Polski. Przed przerwą na 3:0 podwyższył Letniowski, strzałem zza pola karnego trafiając w okienko. Równie ładny był gol ustalający wynik meczu. Drewniak bardzo dobrze wykonał rzut wolny z szesnastego metra i pozostawił bez szans Pawełka.

Radomiak Radom – Widzew Łódź 4:1

W pierwszym sobotnim meczu, na stadionie Znicza w Pruszkowie spotkały się Radomiak i Widzew. To spotkanie rodziło wiele pytań o to, jak poradzi sobie łódzki beniaminek na tle zespołu, który w zeszłym sezonie doszedł do finału baraży. Spotkanie lepiej zaczęli goście i już po kilku minutach świetne podanie Możdżenia wykorzystał Robak. W pierwszej połowie zresztą Widzew wyglądał na zespół znacznie lepszy.

Przed drugą połową trener Lesisz (prowadzący tego dnia Radomiaka w zastępstwie za trenera Banasika) zmienił nie grającego najlepiej Sokoła na Angielskiego. Okazało się to strzałem w dziesiątkę, bo były zawodnik Wisły Płock potrzebował niespełna minutę by strzelić bramkę. Widzew nie zdążył otrząsnąć się po tym ciosie, a już przyjął kolejny. Tym razem po uderzeniu Podlińskiego fatalnie zachował się Pawłowski i w zasadzie wrzucił piłkę do własnej bramki. Przez kolejne minuty łodzianie próbowali nieudolnie doprowadzić do wyrównania i wtedy spadł na nich kolejny cios. Fatalnie ustawiona obrona zrobiła Leandro taką przestrzeń, że ten mógłby spokojnie postawić na boisku Boeinga 737, a Brazylijczyk nie zmarnował okazji i trafił. Nic nie usprawiedliwia zachowania obrony Widzewa w tej sytuacji, gdyż takie straty bramek nie zdarzają się nawet w okręgówce. W doliczonym czasie wynik ustalił Miłosz Kozak.

Widzew fatalnie przywitał się z rozgrywkami i musi sporo popracować by ich sytuacja poprawiła się w kolejnych meczach. Być może trener Dobi powinien dać w kolejnym meczu szansę Miłoszowi Mleczce, gdyż Wojciech Pawłowski dziś zagrał poniżej swoich umiejętności.

Miedź Legnica – Sandecja Nowy Sącz 3:1

Obie drużyny mają w tym sezonie spore ambicje i nowych trenerów. Celem gospodarzy jest awans i w tym celu zatrudnili Jarosława Skrobacza. Celem Sandecji jest zaś spokojne utrzymanie, ale na pewno miłym dodatkiem byłoby wejście do baraży. To drugie ma zagwarantować Piotr Mandrysz, któremu już trzykrotnie udało się wprowadzić swoje drużyny do ekstraklasy.

Faworytem tego starcia była Miedź i to właśnie klub z dolnośląskiego odniósł sukces. Wynik meczu otworzył nowy zawodnik Miedzi Kamil Zapolnik w 10. minucie meczu. Następnie do siatki trafił Mijusković, a gola do szatni strzelił ponownie Zapolnik. Sandecja do przerwy przegrywała 3:0 i nic nie zapowiadało, że zdąży jeszcze ruszyć w pogoń za Miedzią. Ostatecznie w samej końcówce meczu honorowego gola dla „Sączersów” strzelił wychowanek klubu Kamil Ogorzały.

Górnik Łęczna – GKS Bełchatów 3:0

Osłabiony przed sezonem GKS Bełchatów sezon rozpoczął od wysokiej porażki w Łęcznej. Beniaminek z Lubelszczyzny chce w tym sezonie powalczyć o coś więcej niż utrzymanie i pokazał to już w pierwszym meczu. W Bełchatowie zaś występuje spore zagrożenie spadkiem do II ligi. Ciekawostką jest fakt, że łęcznian prowadzi Kamil Kiereś, a więc szkoleniowiec który w przeszłości pracował w Bełchatowie, wywalczył nawet z tym klubem awans ligę wyżej w 2014 roku. Wraz z GKS-em zresztą awans do najwyższej klasy rozgrywkowej wywalczył wtedy Górnik Łęczna prowadzony przez Jurija Szatałowa. Oba kluby łączy też coś jeszcze – zarówno Górnik jak i GKS tuż po spadku do I ligi spadły o kolejny poziom. GKS do I ligi wydostawał się 3 sezony, Górnik potrzebował dwóch.

Pierwszy gol dla Górnika mógł paść chyba tylko w Polsce. Paweł Sasin dośrodkowuje z prawej strony boiska, robi to jednak nieudolnie i piłka nie trafia do żadnego z jego kolegów, za to wpada do bramki Pawła Lenarcika. Dzięki temu trafieniu Górnik schodził na przerwę prowadząc. Drugi gol dla Górnika to dośrodkowanie z lewego skrzydła idealnie wymierzone na głowę Bartosza Śpiączki, który nie pomylił się i skierował piłkę do siatki. Bramka numer trzy strzelona przez Michała Golińskiego była zaś bardzo podobna do trafienia Marcina Robaka w meczu Widzewa. Górnik udanie zaczął sezon, a niektórzy już podnoszą głowy, że klub z lubelskiego powalczy w tym sezonie o awans. Ciężko jednak wyrokować w tej sprawie po raptem jednym spotkaniu.

Stomil Olsztyn – GKS Tychy 0:0

O tym meczu wystarczyłoby napisać, że się odbył. Jeżeli Stomil będzie grał tak jak w pierwszej kolejce przez cały sezon, nie widzę możliwości by walczyli o cokolwiek więcej niż utrzymanie. To bowiem niesamowite, że olsztynianie przez cały mecz nie oddali celnego strzału. Równie słabo zaprezentował się GKS Tychy który nie potrafił wykorzystać słabości rywala. Jedynym zwycięzcą tego spotkania są ci którzy postawili, że ten mecz zakończy się remisem i wszedł im kupon.

Puszcza Niepołomice – Apklan Resovia Rzeszów 0:3

Puszcza Niepołomice nie należy do mocnych klubów, ot funkcjonują w I lidze, ale raczej nie są faworytem do awansu, ani nie wyglądają na zespół do spadku. Drużynę od lat buduje Tomasz Tułacz, który jest jednym z najdłużej pracujących nieprzerwanie w jednym miejscu trenerów na szczeblu centralnym w Polsce. Resovia wygląda zaś pod względem kadry na murowanego kandydata do spadku. W pierwszej kolejce jednakże rzeszowianie okazali się mocniejszą drużyną od Puszczy.

Wynik meczu w 25. minucie otworzył z rzutu karnego Dawid Kubowicz. Mateusz Górski co prawda wyczuł kierunek w którym leci piłka, ale nie zdołał obronić uderzenia. Już w tym momencie było widać, jak bardzo Puszczy w tym sezonie brakować będzie Karola Niemczyckiego. Druga połowa nie zdążyła się nawet dobrze rozpocząć, a Resovia zdobyła bardzo ważny rzut rożny po którym piłkę do siatki skierował Sebastian Zalepa. Dużo goli w tej kolejce padało w doliczonym czasie gry i tak było również w tym meczu. Karol Twardowski uderzył dość nisko i z dystansu około 20 metrów, Górski miał czas wyczuć to uderzenie, ale nie dał rady. Resovia zasłużenie wygrywa w pierwszej kolejce i pokazuje, że wcale nie muszą być chłopcami do bicia.

Bruk-Bet Termalica Nieciecza – Zagłębie Sosnowiec 1:0

W ostatnim sobotnim spotkaniu na boisku w Niecieczy obejrzeliśmy paździerz. Poziom gry w tym spotkaniu stał na bardzo niskim poziomie i gdyby nie nowoczesny stadion moglibyśmy odnieść wrażenie, że mecz odbywa się dwie, a może nawet trzy ligi niżej. W Niecieczy myślą w tym sezonie o awansie, ale z taką grą to te marzenia będzie trzeba schować w kieszeń. W Sosnowcu muszą mieć baczenie na to by nie być na dnie tabeli. Warto bowiem przypomnieć, że w tym sezonie z Fortuna I Ligi spada tylko jeden zespół. Zagłębie podchodzi do tego sezonu z o wiele mniejszymi ambicjami i to widać po ich słabej grze zarówno w końcówce poprzedniego jak i na starcie tego sezonu.

Jedynego gola w tym meczu po kilku błędach obrony drużyny z Zagłębia Dąbrowskiego strzelił Roman Gergel. Nieciecza zaczyna sezon od zwycięstwa, ale na pewno nie w takim stylu jakby chcieli i czeka ich jeszcze sporo pracy jeśli chcą powalczyć w tym sezonie o awans.

Chrobry Głogów – Korona Kielce 1:1 (mecz kolejki)

Najlepsze spotkanie w tej kolejce zobaczyliśmy na jej zakończenie. Przebudowana Korona przyjechała do Głogowa. Dla Korony był to pierwszy mecz na tym poziomie od jedenastu lat. Do zobaczenia jak wiele czasu minęło wystarczy spojrzeć na kluby, które wtedy grały na tym poziomie. Wówczas na tym poziomie grały chociażby Tur Turek, GKP Gorzów Wielkopolski i Kmita Zabierzów. Przepaść czasowa. Mecz z Chrobrym był więc dla Korony czymś całkowicie nowym.

Od początku widać było, że obie drużyny nie odpuszczą i zapowiada się mecz walki. Moc pokazywał Chrobry, który regularnie dociskał rywali i w końcu pod koniec pierwszej połowy przyniosło im to bramkę. Banaszewski wpadł w pole karne i po chwili padł na ziemię powalony przez Rafała Grzelaka. Do rzutu karnego podszedł Ilków-Gołąb i nie zmarnował szansy. W drugiej połowie Korona wyglądała znacznie lepiej od Chrobrego i mocno pracowała na bramkę, a wyróżniającym się graczem był Emile Thiakane. Ten sam Thiakane jednak w 80. minucie sfaulował we własnym polu karnym Bryłę. Do karnego ponownie podszedł Ilków-Gołąb, ale tym razem trafił w słupek. To jednak nie był koniec, bo dobijać próbował jeszcze Bryła.

Ostatnie minuty to pogoń Korony za bramką. W 90. minucie skrzydłem rzucił się Thiakane, dośrodkował, a piłka trafiła pod nogi Kamila Juraszka, który niczym rasowy napastnik pokonał własnego bramkarza. W doliczonym czasie gry doszło za to do potężnej kontrowersji. Korona ma rzut rożny, piłka trafia do Rafała Grzelaka, a ten pewnie wbija ją głową do bramki. Gol jednak nie zostaje uznany, gdyż sędzia dopatrzył się ręki Szywacza. Ta sytuacja jak na dłoni pokazała dlaczego również w I lidze potrzebna jest wideoweryfikacja. Powtórki świetnie pokazały, że piłka przeleciała około 10 centymetrów nad ręką byłego obrońcy Olimpii Grudziądz. Niestety, ale w efekcie Korona może się czuć okradziona ze zwycięstwa.

Pora na „nagrody” które będę co kolejkę „wręczał”:

Piłkarz kolejki: Juliusz Letniowski

Zaskoczenie kolejki: Resovia

Rozczarowanie kolejki: Widzew Łódź

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

More in 1. liga