Connect with us

Rozgrywki

Odmieniona Stal #MinąłWeekend – 11. kolejka

#MinąłWeekend

Stal Mielec odniosła pierwsze zwycięstwo pod wodzą Leszka Ojrzyńskiego, Piast wywiózł punkt z Łazienkowskiej, Lech się przełamał, a z Wisły zwolniony został trener Skowronek – to wszystko wydarzyło się w 11. kolejce Esktraklasy.

Mecz kolejki

Legia przez Piasta zatrzymana, a przy okazji z fotela lidera wyrwana

Legia Warszawa 2:2 Piast Gliwice

Mecz zapowiadał się interesująco, choć obie drużyny są na zgoła odmiennych krańcach tabeli. Lecz trzeba pamiętać, że Piast ma patent na Legię, gdy mecze odbywają się przy Łazienkowskiej.

Od początku spotkania swoje warunki narzuciła Legia. Już w 4. minucie Frantisek Plach musiał ratować swój zespół po strzale Michała Karbownika. Legioniści swoją przewagę potwierdzili w 13. minucie. Wtedy to Bartosz Kapustka wykorzystał błąd Jakuba Czerwińskiego i umieścił piłkę w bramce rywali. Pięć minut później gospodarze mogli pójść za ciosem. Paweł Wszołek znalazł się w sytuacji bramkowej, ale uderzył obok słupka. Legia nie podwyższyła prowadzenia, co kilka minut później wykorzystał Piast. Gerard Badia zagrywał z rzutu rożnego. Futbolówka spadła na głowę Pitra Malarczyka, który uderzył przy słupku i doprowadził do wyrównania.

Strata gola, tylko rozochociła Legię, która nie przestawała atakować. Jednakże świetnie w bramce Piasta spisywał się Frantisek Plach. Bramkarz Piasta skapitulował po raz drugi tamtego wieczoru, kiedy po zagraniu ręką Czerwińskiego sędzia podyktował karnego. Do piłki podszedł Tomas Pekhart i Legia ponownie była na prowadzeniu. Ponownie też to prowadzenie straciła. Dziesięć minut przed końcem Jakub Świerczok zdecydował się na strzał zza pola karnego. Świerczok uderzył fantastycznie i jak się potem okazało ustalił wynik spotkania.

Legia straciła fotel lidera, a piast wygrzebał się z ostatniego miejsca w tabeli. Lecz nie ma co się oszukiwać gdyby Legia była tylko bardziej skuteczna to spokojnie wygrałaby to spotkanie.

Zaczęli z wysokiego C, potem też nie było źle

Stal Mielec 3:1 Jagiellonia Białystok

Jagiellonia do meczu ze Stalą przystępowała dość osłabiona kadrowo, zwłaszcza w defensywie. Dość powiedzieć, że parę stoperów tworzyli Ariel Borysiuk i Bodvar Bodvarsson. Problemy te złożyły się na to, że Jagiellonia prezentowała się bardzo słabo w defensywie.

Od pierwszego gwizdka byliśmy świadkami bardzo dynamicznego spotkania. Wynik już w 4. minucie otworzył Marcin Flis, który podczas rzutu rożnego wykorzystał niezdecydowanie zawodników Jagiellonii. Gospodarze z prowadzenia nie cieszyli się zbyt długo, bo już w 6. minucie był remis. Jagiellonia miała rzut rożny. Bartłomiej Wdowik zdecydował się na podanie do ustawionego na szesnastym metrze Przemysława Mystkowskiego. Pomocnik Jagi fantastycznie uderzył z pierwszej piłki i umieścił piłkę w siatce. Przyjezdni chcieli pójść za ciosem i szybko zdobyć drugą bramkę. Przez kilka minut trwał istny ostrzał bramki Stali, ale nic konkretnego z tego nie wynikło. Następnie do głosu doszła Stal. Najlepszą sytuację, piętnaście minut przed końcem pierwszej połowy miał Maciej Domański. Pomocnik Stali ładnie uderzył z rzutu rożnego, ale Damian Węglarz wyciągnął się jak struna i obronił ten strzał.

Druga połowa nie przebiegała może już w aż takim tempie jak pierwsza, ale też było na czym zawiesić oko. W 66. minucie W pole karne jagi dośrodkował Kamil Kościelny, a piłkę głową do bramki wpakował Grzegorz Tomasiewicz. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że Tomasiewicz ma 167 cm wzrostu. Kilka minut później podopieczni Leszka Ojrzyńskiego mogli zamknąć spotkanie, ale Mateusz Mak nie wykorzystał znakomitej sytuacji bramkowej. Ostatecznie zespół Stali ostawił kropkę nad “i” w doliczonym czasie gry. Krystian Getinger dobrze podał do Roberta Dadoka, który uderzył źle, ale na jego szczęście piłka trafiła do Łukasza Zjawińskiego, który ustalił wynik spotkania.

Stal wygrała drugie spotkanie u siebie w tym sezonie. Uczyniła to dzięki debiutanckim bramkom Flisa, Tomasiewicza i Zjawińskiego. Mielczanie wygrali zasłużenie, co przyznał nawet Ariel Borysiuk podczas pomeczowego wywiadu.

Podbeskidzie przeważało, ale nie wygrało

Podbeskidzie Bielsko-Biała 0:2 Śląsk Wrocław

Śląsk nie wygrał na wyjeździe od końca sierpnia. Podopieczni Vitezslava Lavicki przyjechali do Bielska-Białej aby przerwać ta złą serię w delegacji. Podbeskidzie tanio skóry na pewno nie chciało sprzedać, zwłaszcza, że we wtorek z Zagłębiem wreszcie się przełamało i odniosło zwycięstwo.

Spotkanie fantastycznie rozpoczęło się dla gości. Erik Exposito podał na piąty metr do Roberta Picha, który otworzył wynik spotkania. Po zdobyciu bramki Śląsk nastawił się na grę głównie w obronie. Gospodarze chcieli to wykorzystać. Górale oddawali stosunkowo dużo strzałów, ale w bramce zespołu z Wrocławia świetnie spisywał się Matus Putnocky. Jak nie bramkarz, to gości ratowało obramowanie bramki. W 20. minucie Łukasz Sierpina uderzył mocno, ale piłka zatrzymała się na poprzeczce. Po przerwie Górale wciąż przeważali, ale nie potrafili udokumentować tego golami.Wykorzystał to Śląsk, który choć atakował rzadko, to gdy już atakował był bardzo skuteczny. W 66. minucie Kacper Gach nieporadnie wybił piłkę wprost pod nogi Marcela Zylli, który ładnie złożył się do strzału i pokonał bramkarza gospodarzy. Więcej bramek w ty spotkaniu już nie padło.

Podbeskidzie przegrało mecz w którym było drużyną lepszą. Przyczyną tej porażki były na pewno głupie błędy. Trzeba jednak zaznaczyć, że Górale grają dobrą piłkę, ale w ich szeregu brakuje głównie doświadczenia i dlatego mają tylko 9. punktów i są na ostatnim miejscu w tabeli.

 

Skowronek poleciał ze stanowiska

Wisła Kraków 1:2 Zagłębie Lubin

Spotkanie dwóch drużyn które były podrażnione po nieudanych spotkaniach z beniaminkami nie należało do najciekawszych. Pierwsza połowa spotkania nie zasługuje na jakikolwiek komentarz, a druga zasługuje na taki tylko dlatego, że padły w niej bramki. Strzelanie kilak minut po przerwie rozpoczął Felicio Brown Forbes. Wtedy wydawało się, że to Wisła przejęła kontrolę i zdobędzie drugą bramkę. Biała Gwiazda został jednak brutalnie skarcona. W 68. minucie zawsze niebezpieczny podczas stałych fragmentów Lorenco Simić po raz kolejny pokazał swoje atuty i strzelił gola głową. Po bramce rozochociło się Zagłębie, który pod koniec spotkania zdołało przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. W 86. minucie Szasza Zivec pięknie pięknie podał do wbiegającego w pole karne Kacpra Chodyny. Stoper nie bez problemów umieścił piłkę w bramce rywali i dał Miedziowym trzy punkty.

Po tym spotkaniu czara goryczy się przelała i Artur Skowronek został zwolniony. Moim zdanie to bardzo dobra decyzja, zwłaszcza, że w gra Wisły w ostatnich spotkaniach wołała o pomstę do nieba.

Więcej o zwolnieniu Skowronka możecie przeczytać na Watch Esa. (TUTAJ)

 

Cracovia pnie się w górę

Wisła Płock 0:1 Cracovia

Wisła Płock zaliczyła nieudany powrót na ekstraklasowe boiska po blisko miesięcznej przerwie. W ubiegłej kolejce przegrała z Jagiellonią Białystok aż 5:2. O wiele lepsze nastroje panują w obozie Pasów. Piłkarze Michała Probierza mają na koncie 12 punktów (mieliby 17, ale zostali ukarani karą odjęcia 5 punktów na starcie sezonu).

Od początku spotkania to Cracovia jak przystało na faworyta spotkania, prowadziła grę. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Na listę strzelców w 12. minucie wpisał się Florian Loshaj. Goście szybko chcieli podwyższyć prowadzenie, ale bezskutecznie. Jak się później okazało nie było to konieczne. W pierwszej połowie Wisła nie oddała celnego strzału. Pokazuje to obraz gry. Warto odnotować, że Alan Uryga (Wisła Płock) przerwał serię 60 meczów z rzędu rozegranych w pełnym wymiarze czasowym. Wszystko przez zderzenie głową z Cornelem Rapa.

W drugiej połowie gra toczyła się głównie w środkowym sektorze boiska. Gra trochę się zaostrzyła, czego konsekwencją były 3 żółte kartki. Na nieszczęście Płocczan kontuzji doznał Airam Cabrera. W związku z tym, że Nafciarze wykorzystali wszystkie przerwy na zmianę zawodnika, ostanie minuty meczu musieli grać w 10. W doliczonym czasie gry ukarany czerwoną kartką został piłkarz Cracovii Matej Rodin, który sfaulował Merebaszwiliego, który wychodził na czystą pozycję. Jednak wynik nie uległ już zmianie.

Mecz nie stał na wysokim poziomie. Cracovia zdobyła kolejne trzy punkty, które są niezmiernie dla niej ważne. Natomiast Wisła musi naprawdę jeszcze sporo popracować, aby w końcu mogła zadowolić swoich kibiców.

Dobra gra do czasu…

Górnik Zabrze 2:1 Pogoń Szczecin

Obie drużyny przegrały swoje mecze w poprzedniej kolejce. Mecz z Górnikiem dla szczecinian był świetną okazją, aby wyprzedzić ich w ligowej tabeli w przypadku zwycięstwa. Początek spotkania wskazywał na to, że plan może się powieść. Obie drużyny zaatakowały, ale to Pogoń wyszła na prowadzenie w 16. minucie. Gola po stałym fragmencie gry strzelił Maciej Żurawski po wrzutce z rzutu rożnego. Górnik próbował odpowiedzieć, ale nie było to takie proste. Wszystko za sprawą solidnej gry w defensywie Pogoni.

Jednak to był koniec dobrych wieści dla Portowców.  Spotkanie diametralnie zmieniło się w 30. minucie. Hubert Matynia (Pogoń Szczecin) w swoim polu karnym odbił piłkę ręką, która zmierzała w światło bramki. Zawodnik został ukarany czerwoną kartką. Jedenastkę pewnie wykończył Jesus Jimenez. Od tego momentu Górnik szturmował pole karne szczecinian. Do końca pierwszej połowy goście dzielnie bronili wyniku 1:1.

Druga część spotkania to kolejne ataki gospodarzy, które w 60. minucie przyniosły prowadzanie Górnikowi. Bartosz Nowak po ograniu dwóch rywali w polu karnym oddał strzał w kierunku bramki, który zakończył się golem. Piłkarze Pogoni domagali się odgwizdania zagrania ręką podczas przyjęcia piłki przez Nowaka. Sędzia jednak nie zdecydował się na zmianę swojej decyzji. Uważam, że słusznie. Choć możliwość interpretacji zagrania piłki ręką jest tak duża, że nie można się dziwić oburzeniu piłkarzom Pogoni. Ale na koniec i tak trzeba zaakceptować decyzję sędziego.
Ta sytuacja przesądziła o wyniku całego spotkania. Pogoń miała szansę na ugranie choćby jednego punktu, ale błąd z 30. minuty sprawił, że piłkarze wracali do Szczecina z zerowym dorobkiem punktowym.

Raków powraca na fotel lidera

Raków Częstochowa 1:0 Warta Poznań

Faworyt tego spotkania był oczywisty. Raków ma na koncie ma jedną porażkę, co na warunki ekstraklasowe jest rzadkością. Szczególnie kiedy za sobą mamy już rozegranych 10 kolejek. Warta pokazała w tym sezonie, że mimo iż jest beniaminkiem, potrafi pozytywnie zaskoczyć. Tak było choćby tydzień temu, gdzie tylko z piętnastoma zawodnikami w składzie potrafiła wygrać 2:1 z Wisłą Kraków.

Natomiast nic takiego nie miało miejscu na boisku w Częstochowie… przepraszam, w Bełchatowie. Piłkarze Rakowa wciąż czekają na powrót na swój stadion. Od początku drużyny wzajemnie się badały, ale z każdą minutą trwania tego spotkania to zawodnicy Rakowa wykazywali się większą kulturą gry i wyrachowaniem. W pierwszej połowie gospodarze wyszli na prowadzenie, ale sędzia Stefański po analizie VAR anulował bramkę, ponieważ Oskar Zawada znajdował się na pozycji spalonej.

W drugiej połowie Raków wciąż dążył do zdobycia zwycięskiej bramki. Zdecydowana przewaga nie przekładała się na klarowne sytuacje bramkowe. Choćby taką, jaką miał w pierwszej połowie Ivi Lopez. Cierpliwa gra i dążenie do zdobycia bramki przyniosło efekt dopiero w końcówce spotkania. Piłkarze spod Jasnej Góry zdobyli bramkę po rzucie karnym. W szesnastce został sfaulowany Mateusz Spychała, a na listę strzelców wpisał się Vladislavs Gutkovskis.
Raków wraca na fotel lidera PKO BP Ekstraklasy dzięki swojej wygranej, ale także dzięki remisowi w meczu Legii z Piastem.

Skuteczni w końcówce

Lechia Gdańsk 0:1 Lech Poznań

Ostatnie mecze Lecha Poznań dla wielu kibiców są rozczarowaniem. Wszystko za sprawą niefrasobliwej grze w obronie, ale także na innych pozycjach. Konsekwencją tego są m.in. tracone bramki w doliczonym czasie gry. Margines błędu, jaki Lech mógł wykorzystać, jest już praktycznie wyczerpany. Jeśli Kolejorz marzy jeszcze o zakończeniu sezonu choćby w czołowej trójce, musi zacząć punktować. Na drodze nadszarpniętej lokomotywy stanęła Lechia Gdańsk.

Tak naprawdę o pierwszej połowie można zapomnieć. Żadna z drużyn niezaprezentowana nic szczególnego. Jedyny celny strzał na bramkę oddał Pedro Tiba (Lech Poznań). W drugą część spotkania lepiej weszli poznaniacy. Szanse na zdobycie bramki miał m.in. Dani Ramirez. Lechia także próbowała odpowiadać. W 76. minucie Łukasz Zwoliński (zaliczył dobre wejście z ławki rezerwowych) skierował piłkę w stronę bramki. Sędzia po konsultacji z wozem VAR stwierdził, że piłka nie przekroczyła linii bramkowej.

Końcówka wreszcie przebiegła na korzyść poznaniaków. Lechici mogą podziękować Nalepie, który zatrzymał piłkę ręką w polu karnym. Sędzia Łukasz Szczech ukarał zawodnika żółtą kartką. Była to już jego druga żółta w związku z czym musiał opuścić boisko. Rzut karny pewnie wykorzystał Ishak. Kolejorz nie dał już sobie odebrać zwycięstwa i mógł cieszyć się z wygranej pierwszy raz od 4 października. U zawodników Lecha można było zauważyć wielką ulgę oraz radość. Czy lokomotywa wraca na właściwe tory? Na odpowiedź trzeba jeszcze poczekać do kolejnych spotkań.

 

Jedenastka kolejki

Frantisek Plach (Piast Gliwice)

Co prawda przepuścił dwie bramki, ale poza tym był bezbłędny.

Kacper Chodyna (Zagłębie Lubin) – Piłkarz kolejki

Zdobył bramkę na wagę trzech punktów.

Lorenco Simić (Zagłębie Lubin)

Zawsze groźny w polu karnym rywali. Z Wisłą strzelił gola na 1:1.

Kamil Kościelny (Stal Mielec)

Solidny występ, a do tego asysta.

Marcin Flis (Stal Mielec)

Na początku spotkania z Jagiellonią wykorzystał nieuwagę rywali i zdobył swoją pierwszą bramkę w Ekstraklasie.

Szasza Zivec (Zagłębie Lubin)

Wrócił po kontuzji i pokazał jak ważny jest dla Miedziowych.

Grzegorz Tomasiewicz (Stal Mielec)

Wreszcie doczekał się debiutanckiego trafienia w Ekstraklasie.

Bartosz Nowak (Górnik Zabrze)

Bardzo dobry występ przeciwko Pogoni okraszony golem.

Bartosz Kapustka (Legia Warszawa)

Z każdym meczem prezentuje się coraz lepiej. Z Piastem zdobył bramkę.

Robert Pich (Śląsk Wrocław)

Strzelił gola, który dał Śląskowi drugie wyjazdowe zwycięstwo w obecnych rozgrywkach.

Mikael Ishak (Lech Poznań)

W spotkaniu z Lechią mocno zabiegał o gola, którego strzelił pod koniec spotkania.

 

Następna kolejka

GospodarzeGoście
Górnik ŁęcznaLechia Gdańsk
Jagiellonia BiałystokLech Poznań
Stal MielecRadomiak Radom
Warta PoznańZagłębie Lubin
Legia WarszawaRaków Częstochowa
Bruk-Bet Termalica NiecieczaGórnik Zabrze
Śląsk WrocławWisła Płock
Wisła KrakówPogoń Szczecin
Piast GliwiceCracovia

Mecz kolejki: Cracovia – Wisła Kraków

Derby Krakowa, więcej pisać nie trzeba.

 

 

Pasjonat polskiego sportu, zwłaszcza piłkarskiej Ekstraklasy.

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

More in Rozgrywki