Connect with us

1. liga

Ambicje większe niż możliwości i trener out

Szymon Grabowski został zwolniony z Resovii.  To nie pierwszy przypadek w polskiej piłce, gdzie klub zwalnia trenera, który robi wynik ponad stan. Kiedy pojawi się niespodziewany dobry wynik sportowy kluby mają nagle niestworzone ambicje. 

Kopciuszek, który nie miał prawa awansować

W sezonie 2017/2018 Resovia wygrała czwartą grupę 3. ligi i klub wrócił na szczebel centralny. Pierwszy sezon biało-czerwoni skończyli na spokojnym miejscu w środku w tabeli. W następnym sezonie wydarzyło się to, co nie miała prawa się wydarzyć, czyli zespół ze stolicy Podkarpacia wywalczył awans do 1 ligi. Resovia grała odważnie i bez kompleksów. Skład jest bardzo młody, zbudowany z samych Polaków, głównie z Podkarpacia. “Sovia” dała się poznać jako rodzinny i swojski klub. Do tej wizji dobrze pasował trener Szymon Grabowski – bardzo młody i ambitny trener przed czterdziestką. Jest to wychowanek Resovii, ale szybko skończył z graniem piłkę.

Pierwszy awans nie miał prawa się zdarzyć. Wyniki w drugim sezonie były dobre, ale klub nie myślał o kolejnym awansie, bo nie było na to pieniędzy i infrastruktury. Sezon 2019/2020 Resovia skończyła jednak na piątym miejscu i czekał ich baraż. Resoviacy wygrali półfinał i finał baraży po serie rzutów karnych. W obu przypadkach bohaterem był ich młody bramkarz – Marcel Zapytowski (rocznik 2001). Cała piłkarska Polska była w szoku, ponieważ wszyscy obstawiali awans bogatej Stali Rzeszów, a nie tej biednej Resovii. Duża w tym zasługa trenera Grabowskiego, który dokonał prawdziwego piłkarskiego cudu.

Brutalne zejście na ziemię i zamieszanie ze zwolnieniem

Po awansie Resovia nie miała pieniędzy na wzmocnienia. Ma najniższy budżet na zapleczu Ekstraklasy (około 4 miliony). Idąc dalej – nawet z czołówki 2. ligi była najbiedniejsza. Pojawiły się kolejne problemy, np. stadion nie spełniał wymogów. Najpierw piłkarze grali w Stalowej Woli, potem przenieśli się na stadion Stali Rzeszów. Widać jednak, że zespół odstaje od reszty ligi, nie tylko pod względem organizacyjnym, ale przede wszystkim sportowo. Przypomina to przypadek Garbarni, która po niespodziewanym awansie po roku spadła z hukiem. Resovia zakończyła rundę z 9 punktami. To daje jej ostatnie miejsce. Trzeba jednak pamiętać, że w tym sezonie spada jedna drużyna, więc wszystko jest jeszcze możliwe. Włodarze Resovii podjęli jednak niezrozumiałą decyzję, czyli zwolnili trenera Grabowskiego. 1 października klub podał tę informację do wiadomości publicznej. W sieci zawrzało, po interwencji kibiców i sponsorów przywrócono Grabowskiego, ale niesmak pozostał. Za to po dwóch miesiącach znowu zwolniono trenera, tym razem na dobre.

Le cabaret

Ta sytuacja jest groteskowa, a decyzja – skandaliczna. Awans Resovii do 1. ligi nie miał prawa się zdarzyć. Wprawdzie na zapleczu piłkarze przegrywali często, ale próbowali grać swoje. Jednak w klubie zrobiło się nerwowo. To dziwne, bo skoro ma spaść tylko jedna drużyna, to nie było powodów do paniki. Nowy prezes – Jan Bieńkowski, został wybrany na stanowisko 10 lipca. Od początku był przeciwnikiem trenera Grabowskiego, ponieważ szkoleniowiec nie chciał mówić o celach, szczególnie przy tym budżecie i czasach pandemii. Pan Bieńkowski miał jakieś chore wizje, bo oczekiwał od zespołu walki o Ekstraklasę. Może myślał, że Resovia też ma bogatego właściciela jak Stal…?

Ale żarty na bok. Trener Grabowski zdobył osiem punktów. Niby nie dużo, ale ten wynik rekompensują wspomniane zasady systemu spadków. Jednak nowy zarząd uważał, że trener ogranicza ten zespół i jego prawdziwe ambicje oraz potencjał. To jest kuriozum. Wiadomo – pieniądze niby nie grają, ale w prawie każdej lidze zespoły z niskim budżetem, które zrobią niespodziewany awans, później odbiją się od ściany. To nie wina trenera Grabowskiego, że zespół nie został solidnie wzmocniony. On w 2. lidze tym samym zespołem stworzył kolektyw nie do zatrzymania. Jednak w wyższej lidze sama wola walki nie wystarczy. Potrzebne są też umiejętności piłkarskie, a ich w beniaminku brakuje. W dodatku sytuacja ze zwolnieniem szkoleniowca, przywróceniem i ponownym zwolnieniem to kabaret. Zespół pod wodzą nowego trenera – Radosława Mroczkowskiego, na razie zremisował jeden mecz i trzy przegrał. Zmiana trenera nic nie dała. Tu nie Grabowski był problem, a dziwne ambicje działaczy.

Za duże ambicje – problem polskiej piłki

Szymon Grabowski – Resoviak z krwi i kości, który dałby się za ten klub pokroić. Już go nie ma, bo prezes chce walki o Ekstraklasę, a nie “walki” o spadek. Zwalnianie trenerów w polskiej piłce to temat rzeka, który często był wałkowany. Skąd bierze się ten problem, szczególnie w mniejszych klubach? Bierze się z tego, że prezesi najczęściej nie znają klimatu piłkarskiej szatni i uważają, że pieniądze w piłce kompletnie się nie liczą. Nie patrzą na budżet i możliwości, tylko na swoje chore ambicje. To duży problem i choroba polskiej piłki, taka sama jak skupowanie słabych zagranicznych piłkarzy czy patologia na trybunach.

Podbeskidzie – kolejni

Krzysztof Brede został zwolniony z Podbeskidzia i okej – zespół ma najgorszą defensywę w stawce. Jednak w 1. lidze zespół był chwalony za styl. Jest to analogiczna sytuacja jak z trenerem Grabowskim. Tu także nie ma dużej straty i spada jeden zespół. Klub jednak zwolnił trenera, bo pewnie liczył na pewny środek tabeli, choć formacja obronna nie została wzmocniona. Zresztą trener Brede wcześniej został zwolniony z Chojniczanki, bo klub marzył o elicie, a teraz jest w 2. lidze.

Ireneusz Mamrot odchodzi z Arki, która ma cały czas szansę na awans. Zresztą kiedyś Arka podziękowała Leszkowi Ojrzyńskiemu, który wygrywał trofea, ale właściciel chciał, aby zespół grał ładną piłkę. Przykładów jest multum, wystarczy kilka słabszych wyników i już zwalniają. Jestem ciekawy: czy prezesi i właściciele analizują grę i potencjał zespołu czy tylko sprawdzą wyniki na livescore? Trzeba zwracać uwagę, na co klub stać, jakie ma możliwości i kadrę oraz ile trener z niej wyciska. Dobry przykład to Chrobry Głogów. W klubie wiedzą, że stać ich na środek tabeli 1. ligi. Tego więc oczekują od trenerów i dają im spokojnie pracować. Mamrot spędził tam siedem lat, a teraz Ivan Djurdjevic utrzymuje posadę. Za to w innej drużynie, przy tylu porażkach, dawno by go tam nie było. Niech inne kluby wezmą przykład!

 

 

Pasjonat polskiej piłki

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

More in 1. liga