
Arka w ciągu czterech dni zdążyła rozegrać 120 minut w Pucharze Polski i 90 w Fortuna 1 Lidze. W pierwszym meczu odpadła z rozgrywek po serii jedenastek, a w drugim zwyciężyła aż 5:0. Czy to znak, że Arkowcy w końcu zaczną być skuteczni?
Łęczna lepsza w karnych
W czwartek o godzinie 19:29 Arka podejmowała u siebie drużynę Górnika Łęczna. Było to spotkanie w ramach 1/32 Pucharu Polski, a godzina rozpoczęcia meczu nie była przypadkowa. 1929 rok to oficjalna data założenia klubu, który wtedy nosił nazwę Klub Sportowy Gdynia. Trener Tarasiewicz podczas przedmeczowej konferencji otwarcie mówił o tym, że główne rozgrywki, na których się skupia to liga. Dodał jednak, że w żadnym wypadku nie odpuszcza Pucharu i chce w nim zajść jak najdalej.
Na mecz z Górnikiem trener wystawił w połowie rezerwowy skład, czego nie dało się nie zauważyć. Dopiero po zmianach w drugiej połowie gra Arki zaczęła wyglądać tak jak w poprzednich spotkaniach. Na boisku pojawili się między innymi Haydary, Czubak i Adamczyk, którzy wnieśli dużo jakości do gry gdynian. Pomimo tego podstawowe 90 minut jak i dogrywka zakończyły się bezbramkowym remisem. To oznaczało tylko jedno – tę rywalizację rozstrzygną rzuty karne.
Chwilę przed zakończeniem dogrywki trener Tarasiewicz dokonał ciekawej zmiany. Na boisku pojawił się podstawowy bramkarz Żółto-niebieskich Kacper Krzepisz, który zastąpił, broniącego dotychczas w tym meczu Michała Molendę. Krzepisz bardzo dobrze radzi sobie z rzutami karnymi, ale nie oznaczało to, że Arka na pewno wygra. Koniec końców wszyscy czterej zawodnicy Górnika pokonali golkipera gospodarzy, a bohaterem został Maciej Gostomski. Bramkarz gości zatrzymał strzały Haydarego i Stolca, którzy nie najlepiej strzelili z jedenastu metrów.
Arkowcy odpadają z Pucharu Polski już w 1/32 finału. Kibice z Gdyni na pewno liczyli na więcej, bo przecież ich drużyna w ostatnich latach zachodziła daleko w tych rozgrywkach. Żółto-niebieskim nie pozostaje nic innego jak skupić się na meczach Fortuna 1 Ligi i wywalczyć upragniony awans.
Gdyński walec kontra GKS Tychy
Po pucharowych zmaganiach Arkę czekał ligowy mecz z GKS-em Tychy. Kibice z Gdyni w tym sezonie nie doczekali się jeszcze zwycięstwa na własnym stadionie, co było widać na trybunach po ilości zajętych krzesełek. W przeciwieństwie do spotkania w Pucharze Polski, tym razem na boisko wybiegła najmocniejsza jedenastka trenera Tarasiewicza. Można było to zauważyć już od pierwszego gwizdka sędziego. Gra gospodarzy mogła się podobać tym bardziej, że w końcu zobaczyliśmy grad goli.
W 21. minucie meczu wynik otworzył Omran Haydary. Już 2 minuty później było 2:0 dla Arki po kolejnej bramce Afgańczyka. Gdynianie nie zamierzali się zatrzymywać i jeszcze w pierwszej połowie na listę strzelców wpisał się Karol Czubak, który otrzymał podanie oczywiście od Haydarego. Goście byli w tym spotkaniu bezradni, co potwierdziło się także po przerwie. Po raz pierwszy w swojej seniorskiej karierze do bramki trafił Mateusz Stępień, podwyższając wynik na 4:0. Zagubioną defensywę GKS-u po raz drugi tego dnia zaskoczył także Czubak.
Po tej bramce już chyba nikt nie sądził, że ten mecz może zakończyć się inaczej niż zwycięstwem Arki. Tak też się stało, podopieczni Ryszarda Tarasiewicza w końcu byli skuteczni i wykorzystali swoje sytuacje. Z trybun gra gospodarzy wyglądała jak zabawa, zawodnicy cieszyli się tym, że mogą konstruować kolejne okazje i zdobywać bramki. Myślę, że wszyscy zobaczyli na co stać Arkowców i potwierdziło się to, że są oni głównym kandydatem do awansu.
Za nami 9. kolejka, w czubie tabeli bardzo ciasno, Arka zajmuje trzecie miejsce i traci tylko punkt do Ruchu i ŁKS-u. Natomiast dziewiątą Skrę Częstochowa od lidera dzielą jedynie cztery oczka. To właśnie Skra będzie najbliższym przeciwnikiem drużyny z Gdyni. Faworytem będą oczywiście zawodnicy znad morza i jeśli zagrają tak jak w meczu z GKS-em Tychy to trzy punkty wrócą do Gdyni.