Obserwuj nas

Kibice

Dziennikarze, pismaki, propagandyści – ilu was jeszcze?

Przed nami emocje pierwszej kolejki rundy dodatkowej Ekstraklasy. Ponieważ tym tematem zajęli się już inni, chciałbym wrócić do wczorajszej popołudniowej wymiany uprzejmości na linii kibice-dziennikarze.

Dziennikarz, jaki jest – każdy widzi. To, że akurat ci, a nie inni rozpoczęli wczoraj szturm na oficjalne konto Legii Warszawa, tuż po komunikacie o dystrybucji biletów na finał Pucharu Polski, nie powinno dziwić nikogo. Tak samo nie dziwi obrona tego systemu przez innych publicystów sportowych. To było pewne niczym ułańska fantazja Lorda Koksa lub Jóźwiak bez tryba Hispadona.

O nic nieznaczącym larum podniesionym przez dziennikarzy podczas dystrybucji organizowanej przez PZPN pisał już Paweł Pawłowski, więc nie ma co za bardzo drążyć tematu. Ja ze swojej strony chciałbym dodać jedno. Dzień przed Legią swój system sprzedaży ogłosił drugi finalista Pucharu – Lech Poznań. Pod wpisem znajduje się obecnie 17 komentarzy. Żadnego dziennikarza. Zapytacie czemu? Czy dlatego, że jest to system inny niż Legii? Czy jest to system lepszy lub gorszy? Czy dlatego, że został ogłoszony w godzinach mniejszego natężenia ruchu na Twitterze, parę minut po 13? Raczej żadne z powyższych. Ot zwyczajny, czysty przypadek. Natomiast każdy wpis dziennikarzy dociekających o konkretne ilości biletów dla kibiców Legii spotykał się z odsieczą fanów i pracowników klubu.

Czym była spowodowana taka, a nie inna reakcja? Sprawiedliwością. Najzwyklejszą, międzyludzką chęcią sprawiedliwej oceny tych samych spraw. Bez ściemy, że serwer dał lub nie dał rady. Na ocenę systemów wprowadzonych przez Legię i Lecha przyjdzie jeszcze odpowiednia pora. Dokonają jej przede wszystkim sami kibice, a nie dziennikarze. Na razie nie wygląda to źle. Dzięki Bogu, wieczorem wjechała Liga Mistrzów, bo nie wiadomo, jak długo trwałaby jeszcze ta burza.

Bezstronność to wydmuszka

Od dawna wiemy, że dziennikarze nie są bezstronni. Również ci sportowi posiadają własne sympatie i antypatie. „Swoich” dziennikarzy posiada Ekstraklasa i Polski Związek Piłki Nożnej. Posiadają też kluby, wokół których dziennikarze chadzają na łańcuszku. Nagrodą za to są nie tylko akredytacje. To również możliwość pokazania się w świecie możnych polskiej piłki i okazja do połechtania własnego, czasem rozbuchanego ego. Niekiedy to także okazje do zwiększenia sprzedaży własnych tytułów, czyli większa kasa. Przepływy i transfery dziennikarskie w ostatnich latach są aż nadto widoczne i emocjonują kibiców niewiele mniej niż transfery piłkarzy z klubu A do klubu B. Jeżeli za powstaniem portalu Watch Ekstraklasa nie pójdzie zbyt duża komercja, swoich „dziennikarzy” będą mieli kibice. A może nie dziennikarzy, a prawdziwych pasjonatów polskiej piłki. Nieliczących na prezenty, w postaci ułatwienia dostępu do szatni, ale tych, którzy za możliwość obejrzenia nawet słabego meczu, płacą z własnej kieszeni. Którzy chodzą na mecz bez względu, czy przyjeżdża do nich Nieciecza, Lech czy Legia.

Przed nami wzruszenia związane z siedmioma dodatkowymi kolejkami. Chwilę później mamy Mistrzostwa Europy. Różnego rodzaju pól do spięć będzie coraz więcej. Jak mawia Zbigniewo Coelho „Więcej luzu i dystansu”. Nie zajmujmy się problemami błahymi i nie dajmy wciągnąć się w wojenkę Ekstraklasy i PZPN.

Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

Zobacz więcej Kibice