Obserwuj nas

Ruch Chorzów

Niebieska fala podtopiła krakowską Wisłę

Wisła Kraków

Musimy przyznać, że ten mecz nie był naszym pierwszym wyborem. Swój weekendowy tour po stadionach Ekstraklasy planowaliśmy zupełnie inaczej. W niedzielne popołudnie mieliśmy zjawić się w Gliwicach na meczu tegorocznych pucharowiczów. Rozkład jazdy pociągów zdecydował za nas, ale pomyśleliśmy, że to nawet dobrze, bo na trybunach powinno być znacznie ciekawiej niż w Gliwicach.

Nowy podział

Od rana kręciliśmy się po Rynku Głównym, szukaliśmy znaków nowej kibicowskiej przyjaźni, ale na próżno. Tłumy turystów, fanatyków brak. Kibice Ruchu Chorzów, zgodnie z zapowiedziami o licznym przybyciu, zebrali się dopiero na 2 godziny przed meczem w Rynku Głównym i ruszyli przemarszem w kierunku ulicy Reymonta.

Gospodarze bardzo gościnnie przyjęli nowych przyjaciół z Chorzowa. Kibice obu klubów wspólnie zasiedli na trybunie za bramką w młynie wiślaków. Od początku głośny doping prowadzili na zmianę gniazdowi Wisły i Ruchu. Przed pierwszym gwizdkiem oczywiście było jeszcze wieszanie flag. Pojawiła się nawet flaga uzupełniającego zgodową triadę Widzewa Łódź.

Na boisku lepiej zaczęła Wisła Kraków. Już w 5. minucie wiślaków na prowadzenie wyprowadził Mateusz Zachara. W kolejnych minutach dogodne szanse marnowali Jakub Bartosz i Krzysztof Drzazga. Ruch poważnie bramce Wisły zagroził dopiero w 16. minucie. Patryk Lipski z rzutu wolnego na 25. metrze przed bramką Miśkiewicza, trafił w słupek. Chorzowianie zaczęli atakować coraz śmielej. W 24. minucie ofensywny duet „Niebieskich” Lipski – Stępiński dopiął swego. Ten pierwszy piłkę dośrodkował, a drugi strzałem z woleja pokonał bramkarza „Białej Gwiazdy”.

(NIE)cała Wisła z Ruchem

Na trybunach znowu ożywili się kibice Ruchu. Po bramce niebieska część młyna radośnie ryknęła. W kolejnych minutach na zmianę słyszeliśmy „Hej, Wisła gol!” i „Hej, Niebiescy gol!”. Wspólne śpiewy przestały podobać się pozostałej części trybun. W opozycji do młyna był narożnik, gdzie kibice zaintonowali „Wisła! Kraków!”. Nie przebili się jednak ze swoimi okrzykami na sektor za bramką. Gniazdowi udzielili krótkiej reprymendy i wspólna zabawa rozpoczęła się od nowa.

Spalone mosty barwy

Przed przerwą doszło jeszcze do małego, acz bardzo wymownego incydentu. Kibice Wisły spalili szalik Śląska Wrocław. Jeszcze 3 miesiące temu byli „braćmi”, dziś zielono-biało-czerwone to barwy przy Reymonta zakazane.

Na boisku odpowiedzieć próbowała Wisła, jednak jej atakujący razili ogromną nieskutecznością. Kolejne szanse mieli Bartosz, Drzazga. Trener Wdowczyk nie czekał długo i wobec tylu zmarnowanych okazji, w przerwie zmienił Jakuba Bartosza na Zdenka Ondraska. Po pierwszej połowie 1:1.

Od początku drugiej odsłony przycisnął Ruch. Już minutę po przerwie główkował Ćwielong, jednak prosto w Miśkiewicza. Dziesięć minut później zawodnicy z Chorzowa urządzili sobie grę w zbijaka w polu bramkowym Wiślaków. Zbijanym był Michał Miśkiewicz. W ogromnym zamieszaniu przed bramką strzelić gola próbowali Koj, Konczkowski i Oleksy. Sztuka ta udała się ostatniemu, który się wyłamał i nie trafił w bramkarza „Białej Gwiazdy”, trafił za to do siatki – 1:2 dla chorzowian.

Na trybunach coraz głośniej było słychać oburzenie kibiców z pozostałych sektorów. Gdy w młynie fanatycy wspólnie dopingowali oba zespoły, inne sektory gwizdały.

Wisła na boisku nie potrafiła nawet stworzyć dogodnej sytuacji. Taką miał Ruch w 68. minucie, ale po strzale głową Konczkowskiego piłka wylądowała na słupku bramki.

Ostatni kwadrans w młynie należał do kibiców Ruchu Chorzów. To oni byli głośniejsi, to oni raz za razem intonowali swoje pieśni. Wiślacy do głosu doszli dopiero w samej końcówce, kiedy to na boisku już nic znaczącego się nie działo. Aktywny jedynie był wprowadzony na początku drugiej połowy Ondrasek, ale bramki nie zdobył.

Kiedy w doliczonym czasie gry z boiska schodził strzelec bramki dla Ruchu – Mariusz Stępiński, cały młyn podziękował mu za grę. Wtedy rozległy się największe gwizdy z innych sektorów, które próbowały wyśpiewać hymn Wisły Kraków. Udało się to dopiero po chwili, kiedy do śpiewu włączył się młyn.

Niebieska fala na Wiśle

Szymon Marciniak skończył mecz po trzech doliczonych minutach. 3 punkty z Krakowa wywozi Ruch. Ale to nie wynik ani piękne akcje zapadną nam w pamięci. Kiedy będziemy wspominać to spotkanie pierwszą myślą będzie to jak Wisła kibicowsko dała się zdominować u siebie. Przy Reyomonta głośniejsi byli chorzowscy fanatycy. Do tego spalony szalik Śląska Wrocław… To tyle znaczą te zgody, układy, przyjaźnie? „Dzisiaj wrogu, wczoraj bracie” – to hasło z flagi Wiślaków „WIERNOŚĆ”.

Kliknij by skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Reklama

Musisz zobaczyć

Więcej z Ruch Chorzów