Są mecze, które są przysłowiową kroplą przelewającą czarę goryczy. „Widowisko”, jakie zafundowali nam w Niecieczy piłkarze Legii każe wątpić w to, że ktoś nad tym jeszcze panuje. Tu nawet nie chodzi o wyniki, idzie bardziej o styl, o pewne zdarzenia. Nie niepokoi mnie, że Legia przegrywa, bardziej mnie martwi to co się dzieje i w jaki sposób. Pora na kilka pytań.

Pytanie pierwsze – dlaczego biegamy tak wolno, tak jednostajnie i tak bez sensu?

Od zimowego obozu na legijnym Twitterze słychać głosy, że z przygotowaniami do rudny wiosennej jest coś nie tak. Nie ma większego sensu przytaczać wszystkiego co dało się przeczytać, ale przekaz był jasny – coś nie zagrało. Osoby z tzw. „bliższego kręgu” w mig zdementowały pogłoski, ale mleko się rozlało i ziarno wątpliwości zasiano, a że Legia wiosną nie wyglądała z żadnej strony, jak drużyna z rudny jesiennej to trafiło ono na grunt urodzajny. Legia wiosną grała siermiężnie i bez rozmachu, dość powiedzieć, że całość gry wziął na siebie jeden zawodnik. Stawiam tezę, że bez VOO nie byłoby mistrzostwa, a być może też pucharów.

Dziś problem przygotowania fizycznego wraca ze zdwojoną siłą. To jak biegamy, a właściwie jak tego nie robimy, widzi każdy. Jak to możliwe, że w najlepszej formie fizycznej jest Michał Kucharczyk, który najdłużej z legionistów nie trenował? Odpowiedź nasuwa się sama.

Pytanie drugie – dlaczego nie uczymy się na błędach, a je powielamy?

Przed równo rokiem mieliśmy tę samą sytuację. Drużyna zawodziła, skład był pełen niegotowych do gry zawodników. Efekt? Z zespołem pożegnał się trener i wszystko z dnia na dzień się zmieniło. Dziś znowu gramy słabo, by nie napisać dosadniej. Znowu na obozie trenują zawodnicy, którzy dziś nie łapią się do meczowej osiemnastki, a trzon zespołu jest na urlopach lub w notesach i głowach pionu sportowego. Wiem w jakich realiach działamy, ale czym wytłumaczyć to, że przygotowuje się do sezonu zupełnie inny skład personalny, niż ten który mamy dziś?! Rozumiem, że w tamtym roku było Euro, nowy trener, ale co stało na przeszkodzie w tym roku? Puchar Konfederacji, kurwa?!

Pytanie trzecie – co tu się odpier…?

Langil i Chukwu – ktokolwiek widział, ktokolwiek wie. Rozumiem, że jesteśmy finansowym potentatem i stać nas na opłacanie pensji gościom, których pamiętamy z tematów typu: za ciasne obuwie czy granie na lotniskowym pianinie. Stawiam pytanie – gdzie jest Langil i za co mu płacimy?! Stawiam pytanie – czy Chukwu kiedykolwiek zagra i odpracuje sowitą pensję na boisku. Takich personalnych zagadek jest wiele, zbyt wiele jak na aspirujący do europejskiej czołówki klub.

Pytanie czwarte – wino im starsze tym lepsze, ale czy pierwsza jedenastka też?

Kiedy spojrzymy w statystyki okaże się oto, że mamy jedną z najstarszych kadr w Ekstraklasie. Ba, na tle choćby ligi chorwackiej wyglądamy dramatycznie! Jest to pokłosie tego, że stawiamy na tu i teraz, a opowieści o wprowadzaniu młodych zdolnych możemy włożyć między braci Grimm a Andersena. Młodych zdolnych nie mamy, koniec i kropka. Jeden Nagy czy Szymański tego nie zmienią. Czytam wreszcie, że drużynie zostało wyrwane serce – VOO i Rado. Turi – rozumiem twój punkt widzenia – masz pełną rację, ale zrozummy wreszcie – Radović metryki nie oszuka i młodszy nie będzie. Nie opierajmy naszego pomysłu na grę na trzydziestokilkuletnim zawodniku, który w dodatku ma coraz większe problemy ze zdrowiem. To się nie uda, bo nie może się udać. Radko jest wielkim, jak na naszą ligę piłkarzem, ale pora wychować jego następcę i powoli przygotowywać się na erę po Radovicu.

Pytanie piąte – skoro jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle?

Uporczywie czarujemy rzeczywistość, że za chwilę chwyci, że potrzeba jednego dobrego meczu, że nie wyglądamy źle. Rok temu na moje pytanie co się dzieje po meczu z Górnikiem Łęczna w Lublinie trener Hasi odpowiedział „It’s only head.” Dziś uporczywie wiele osób próbuje się łapać tej samej argumentacji. Skoro to tylko w głowach, to czemu Rymaniak jest szybszy niż każdy zawodnik Legii? Czemu nikt nie ma sił gonić za Angulo? Dlaczego nie kreujemy szans? Chcecie przykładu? Proszę – rok temu w przełomowym meczu z Lechią w Warszawie Legia zabiegała Lechię, kreowała okazję za okazją i gdyby wygrała wtedy ośmioma bramkami, to oddawałoby lepiej co działo się na boisku, niż wynik, który padł. Dziś Legia nie kreuje sytuacji. Mamy w meczu okazji tyle, że palców u ręki za dużo, by je liczyć, a te które mamy i tak marnujemy. W obronie gramy niefrasobliwie, w pomocy wolno i przewidywalnie, bez grama agresji. Sadiku może być najlepszym napastnikiem świata, ale co ma zrobić bez podań?

Pytanie szóste – skoro lipiec i sierpień są dla nas najtrudniejsze, to po cholerę nam Puchar Polski?

Wiem, będzie kontrowersyjnie – zbojkotujmy mecz w Puławach i wyjdźmy głębokimi rezerwami, bez presji wyniku. O podobne działania apeluję do Lecha, Jagiellonii i Arki. Tylko w ten sposób możemy skruszyć beton PZPN–owskiego myślenia. Nie rozumiem po co klubom grającym w europejskich pucharach dokładać obowiązek pobiegania sobie w sierpniu i wrześniu na boiskach wsi i miasteczek? W imię czego? Lech i Jagiellonia rozpoczęły sezon w czerwcu (!) więc na dokładkę dołożymy im Puchar Polski, a potem w końcu sierpnia niech jeszcze pokornie zwolnią zawodników na kadrę i reprezentacje juniorskie. Tym sposobem okaże się, że do końca sierpnia znajdą się zawodnicy, którzy będą mogli mieć rozegrane czternaście spotkań o stawkę i do tego zaraz pojadą grać w kadrze. Dla przykładu, w czołowych ligach w tym momencie zawodnicy będą po 3 ligowych kolejkach. Rzeczywiście – przegoniliśmy Europę. Brawo PZPN! Pójdźmy po rozum do głowy i niech zespoły grające w europejskich pucharach do gry wchodzą w październiku, będzie to nie uznaniowe, a poparte wywalczonym wynikiem sportowym.

Pytanie siódme – co dalej?

Rok temu o tej porze połowa legijnego Twittera gnała Besnika Hasiego na zielone pastwiska Albanii. Dziś z jednej strony pojawiają się pierwsze głosy, by to podziękować Magierze, a z drugiej o szacunku dla niego, za legijny rodowód i ostatni rok.

Rozumiem obie strony i ujmę to tak – nie mamy pełnych danych, nie mamy dostępu do statystyk i wyników badań, do jakich ma dostęp sztab i osoby w klubie. Jeśli te nie pozostawią złudzeń, że popełnianie są błędy, to ktoś w końcu zareaguje, ale jeśli te pokazują inny obraz niż wyniki warto poczekać. Dużo pisze się o szacunku – Magiera na szacunek zasługuje to fakt, niemniej trzymanie go na siłę w klubie nie będzie oznaką szacunku, a desperacji. Szacunkiem będzie, jeśli zajdzie taka potrzeba, rozstanie z klasą.

Do przerwy reprezentacyjnej jeszcze sześć spotkań i wyniki trzech ligowych kolejek czy Pucharu Polski niewiele zmienią. O życie, tu nie ma wątpliwości, Jacek Magiera, a z nim cały klub zagra z Sherifem.

1 KOMENTARZ

  1. Bardzo ciekawy artykuł jedyne co można dodać to czas dokonywania transferów. Gramy o lige mistrzów w lipcu i w tym samym miesiącu dokonujemy zakupów. Odchodzi od nas prijovic bo tak mu się podoba to samo voo a teraz ten sam numer chce przecwiczyć gui reakcji klubu nie ma trener też nic nie robi więc szacunek pracownika do pracodawcy zostaje naruszony i zamiast kary w rezerwach nagroda w postaci transferu wymuszonego szantażem

SKOMENTUJ WPIS KIBICA

Zostaw swój komentarz
Please enter your name here