Obserwuj nas

Zagłębie Lubin

Wyrazy frustracji, czyli gdzie jest drużyna Stokowca

Piotr Stokowiec

Początkowo ten tekst miał mieć formę listu adresowanego do trenera Piotra Stokowca. Ale tak pomyślałem: i tak go nie przeczyta. Poza tym ma pewnie 1500 100 900 ważniejszych spraw do przeglądu. Obiecałem jednak, że coś o sytuacji Zagłębia napiszę. Oto jestem.

Toczę na Twitterze beznadziejne boje o ocenę i przyszłość Piotra Stokowca i można odnieść wrażenie, że czynię to wbrew życzeniom samego szkoleniowca. Zagłębie Lubin, które on podpisuje, ugrzęzło w bagnie bylejakości nieprzynoszącej punktów, czego symbolem był ostatni mecz z Cracovią. Dzisiaj gramy z Koroną, która na fajnej fali zadziorności i wiary w swoje umiejętności rozbija wszystkich spotkanych na swojej drodze rywali.

Zagłębie „najlepszą” drużyną pod słońcem

Uważam, że okres październikowo-listopadowy powinien być zdelegalizowany. Ciemno, mokro i zimno. Pogoda nie dopisuje do grania w piłkę. I te warunki ewidentnie nie sprzyjają Zagłębiu Lubin.

Wszystkie najgorsze mecze pod wodzą Piotra Stokowca kojarzą się z tym właśnie czasem. Mecz z Piastem w Gliwicach 31 października 2015 roku, mecz pamiętnych 4 środkowych pomocników przegrany 2:0, późniejszy pamiętny przegrany 1:3 mecz z Wisłą Kraków 6 listopada, gdy Konrad Forenc stracił miejsce w składzie zadając cios z wyskoku (Boguskiemu?). A był jeszcze mecz z Lechią w Gdańsku we wrześniu tamtego roku, kiedy pierwszy raz zapytałem: Czy ta formuła ma jeszcze sens. A rok temu? Pamiętasz utracone prowadzenie w derbach i straconą w końcówce bramką strzeloną przez Alvarinho?

Bo chodzi o styl i o barwę

Zresztą nawet nie chodzi o wyniki, bowiem te w naszej lidze są budowane w dużej mierze przypadkiem. Chodzi o styl i o barwę tych meczów. Nie jestem naiwniakiem i wielokrotnie podkreślam w twitterowych bojach, że nie ma jednego ogranego patentu na sprawne przeprowadzenie zespołu od lipca do maja, bez momentów kryzysowych. Kryzysy są, były i będą, często zamieniając się w pochłaniające trenerów rewolucje. Zła, czasem fatalna, dyspozycja zespołu Piotra Stokowca nie naruszyła jego osoby na tyle, aby opuścił on miedziową krainę.

Słaba jesień 15’ została zamazana genialną wiosną 16’. Ale już mocno przeciętna jesień 16’ została niejako potwierdzona fatalną wiosną 17’ i zakotwiczeniem w dolnej połowie tabeli. Moi (i pańscy panie trenerze też) adwersarze chyba celnie zauważają, że obecny stan gry Zagłębia jest kontynuacją dalekiej od chociażby małej satysfakcji dyspozycji. To, co rzuca się na oczy jako pierwsze, to wręcz wrodzona zachowawczość, zwłaszcza po zdobyciu bramki. Chociaż statystyki, które nieco rozjaśniają ogólny obraz, przychodzą trenerowi Stokowcowi z pomocą: na 10 meczów, w których Zagłębie otwierało wynik 6 meczów wygrało, 3 zremisowało i zanotowało 1 porażkę – (ostatni mecz z Cracovią).

Wyciągane przeze mnie mecze letnie, jak ten w Poznaniu czy wręcz wzorowy z Pogonią (wtedy nikt nie wiedział co się stanie z Pogonią) wyglądają jak wypadki przy pracy.

Lato, czasem wiosna. Gdy świeci słońce, Zagłębie gra najlepiej.

Dokąd idziemy?

Kiedyś już zadawałem to pytanie, czas postawić je znowu. Piotr Stokowiec od sezonu 16-17 rozpoczął zupełnie nowy rozdział swojej historii w Lubinie. Przede wszystkim wprowadził nowe ustawienie 3-5-2 a także nowi ludzie dodano mu do składu. Mniej niż pół roku to moim zdaniem zbyt mało czasu, by wszystkie elementy zdążyły się ze sobą zgrać. Mówiąc „elementy” nie mam w zamiarze odczłowieczenia piłkarzy, ale myślę zarówno o ich charakterach jak i o sekwencjach zachowań na boisku.

Zasadna jest zatem narastające zwątpienie w efekty Piotra Stokowca w Lubinie. Chociaż dyskusja w tym temacie przypomina bitwę między argumentami „ogólnego wrażenia” a statystykami. Bowiem sytuacja w tabeli nie jest frustrująca, strata do czołówki nie jest liczona w kilometrach, wystarczą 2-3 zwycięstwa, aby doszlusować do ścisłego czuba.

Zwycięstwa bardzo mozolne

Tylko o te zwycięstwa właśnie się rozchodzi. Ich osiąganie przychodzi Zagłębiu bardzo mozolnie. To ostatnie, z Górnikiem w Lubinie, wydaje się już dosyć odległą perspektywą. Brak zwycięstw obciąża konto Piotra Stokowca, ale uczciwie trzeba przyznać, że złe wyniki mają też inne nazwiska. Guldan, Polaček, świeży reprezentant Jach, w mniejszym stopniu Kopacz. Ich błędy, indywidualne i zbiorowe, podmywają Zagłębie i stoczyły je z miejsc 2-3 na miejsce 7 przed dzisiejszym meczem z Koroną.

Nie lubię wskazywania palcem, ale przecież napisanie, że Lubomir czy Jarek (w klubowej „wersji”) są pod formą to teza jak ta, że dziś jest poniedziałek. Zresztą w łatwy sposób można słabszą formę wytłumaczyć. Kryzys zespołów bierze się z kryzysów piłkarzy, na których musi nadejść moment słabszej formy. Przerwy reprezentacyjne mogą być zbyt krótkim odcinkiem czasu, by złapać potrzebny oddech i dystans.

Daleka od optymalnej forma poszczególnych piłkarzy staje się także przyczynkiem do dyskusji na temat, który w tekstach o Zagłębiu musi się pojawić: młodzież.

Przeciwnicy Stokowca

Podkreślają przeciwnicy Piotra Stokowca, że nie wynalazł kolejnego Jacha, Kubickiego czy Jagiełły. Z trudem szukać młodego piłkarza, którego obdarzył on zaufaniem. Jest to argument celny, ale też podatny na kontestację. Pisałem o tym w poprzednim tekście. Upychanie młodzieży w pierwszym składzie Zagłębia, nie będące wynikiem ich gotowości i umiejętności, byłoby zagraniem marketingowym i nie przyniosłoby oczekiwanego zysku. Być może problemem jest rzeczywisty poziom reprezentowany np. przez Dominika Jończego czy Damiana Oko, jeśli mówimy o zawodnikach predestynowanych do gry w defensywie. Obaj mają 20 lat, w wieku 20 lat Jarosław Jach już grał w pierwszym składzie.

Nie wiemy tego. Osobiście chciałbym wiedzieć jak daleko do pierwszego składu ma Paweł Żyra, którego nie bał się Piotr Stokowiec niemal dwa lata temu postawić w pierwszym składzie w meczu z Bruk-betem Termalicą Nieciecza, nie bał się dać mu szansy w rewanżowym meczu pucharowym z Lechem w Poznaniu.

Wchodzimy tu jednak we wtórna dyskusję o nazwiskach. Fakty są takie, że obraca się Piotr Stokowiec w obrębie kilku tych samych nazwisk i nowych (w sensie młodych) zawodników do pierwszego składu nie dopuszcza.

Nawiasem mówiąc, jeśli mówimy o „nazwiskach”, jest zasadne pytanie: Dlaczego niemal na miesiąc z pierwszej „11” zniknął Alan Czerwiński, który w czasie dobrej gry Zagłębia był jednym z najlepszych, o ile nie najlepszym jego piłkarzem. Wskazywanym jako „odkrycie” ligi. Okej, jest kwestia urazu w meczu w Warszawie, ale były mecze, gdy Alan był wśród rezerwowych, jak chociażby na wyjeździe z Jagiellonią, gdzie jego miejsce zajął będący w przededniu końca swojej kariery w Zagłębiu Aleksandarem Todorovskim.

Pozbawiony wiedzy tzw. „pozaźródłowej” kibic zastanawia się i zadaje pytania. Bo nic więcej mu nie pozostało. Trener komunikuje z kibicami wynikami i gdy jest idzie dobrze – to znaczy, że w zespole wszystko działa właściwie. Kiedy jednak przychodzą takie chwile jak te –  rodzą się wątpliwości.

Najtrudniejsze chwile Stokowca

Postawione na początku pytanie jest zasadne z tego względu, że przed Piotrem Stokowcem chyba najtrudniejsze chwile w Zagłębiu. Jeśli nie uda się awansować do półfinału pucharu Polski, przy tak skonstruowanej drabince, a sytuacja w lidze nie ulegnie znaczącej poprawie, to nie zdziwię się, że przygoda Piotra Stokowca w Lubinie się zakończy już zimą.

Jest jednak kwestia, która w tym kontekście mnie ciekawi. Czy Piotr Stokowiec jeszcze chce? Prawie czteroletnia przygoda w Lubinie zbudowała jego solidną pozycję na rynku, znalezienie nowego pracodawcy nie powinno nastręczać problemów. To nie jest pytanie o brak ambicji a raczej o naturalne znużenie i „zasiedzenie się” w jednym i tym samym środowisku. Więcej w futbolu Mourinhów czy Guardiolów niż Fergusonów i Wengerów. Presja w Zagłębiu, odpowiednio mniejsza od tej w Legii czy Lechu, ale też nieporównywalnie większa niż np. w Nowym Sączu czy Gdyni może wpłynąć na zaangażowanie trenera. Może, choć oczywiście nie musi. Zasłużył jednak Piotr Stokowiec w dyskusjach na temat swojej przyszłości na zastosowanie maksymy: „Quod omnes tangit, ab omnibus tractari et approbari debet”. Czyli „co wszystkich dotyka, przez wszystkich omówione i zaaprobowane być powinno.”

#WatchEsaUczy

PS Kibicowi pozostało coś jeszcze oprócz zadawania pytań. Bilet => Szalik => Trybuny

Bartosz Marchewka

Piszę dla mkszaglebie.pl

Kliknij by skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Reklama

Musisz zobaczyć

Więcej z Zagłębie Lubin