Obserwuj nas

Zagłębie Lubin

Zagłębie amnezji

Stadion Zagłębia Lublin

Derbowa porażka, jak można było przypuszczać, dość mocno poruszyła kibicowski Lubin. Gdzie nie przyłożyć ucha, słychać frustrację, złość i narzekanie, czasem tylko przyprawione elementem humoru lub szeroko rozumianej konstruktywnej krytyki. Ot kolejne potwierdzenie tezy, że pamięć kibica jest krótka, niczym lista występów w pierwszym zespole naszych młodzieżowców. Jedno wielkie Zagłębie Amnezji.

Nie będzie też ani słowa o meczu. Obiecuję.

2 + 2 = ?

Z myślami biję się od czasu zakończenia meczu. Łatwo bowiem dać się ponieść fali emocji i krytykować wszystko i wszystkich. Sam byłem mocno krytyczny kilka minut po zakończeniu meczu. Pytanie tylko, czy słusznie?

Każdy, kto choćby w stopniu podstawowym opanował tajniki nauki zwanej matematyką wie, iż wynik sumowania zawsze będzie zależny od jej części składowych. Tak tę naukę wymyślono i basta. A ponieważ w tym równaniu każda kolejne zmienna jest raczej ujemna, o wyniku dodatnim mowy być nie może.

Majowa Rewolucja

To, czego większość kibiców kompletnie zdaje się nie rozumieć lub z uporem maniaka zapomina, to fakt, iż przejmując władzę w maju, nowy zarząd kompletnie nie miał czasu, aby solidnie przygotować się do ważnego okresu w życiu każdego klubu Lotto Ekstraklasy. Letniej przerwy między sezonami. Nawet, mimo że tegoroczna była dłuższa niż zwykle dzięki rozgrywanym w Rosji MŚ.

I akurat zasobność portfela nie jest tu decydująca, choć przyznaję, kilka rzeczy potrafi ułatwić. Skoro zaś czasu było mało, a w klubie do wymiany był jeszcze „drugi po bogu” człowiek (dyrektor sportowy), pole manewru zostało ograniczone z niewielkiego do „hejkum kejkum, Olo ratuj”. A ograniczone pole manewru dla klubu, w którym najwidoczniej potrzebny był wstrząs i to przed samiutkim otwarciem okna transferowego to najczarniejszy koszmar z wszystkich czarnych koszmarów działacza.

Żewłakow znaczy Dyrektor

Łatwego początku nie miał też Michał Żewłakow, o czym najwyraźniej wygodnie jest Wam po prostu zapomnieć. Mnie bowiem nie dziwi, że nie wszedł z przysłowiowymi drzwiami. Poznanie środowiska, zasad, które są specyficzne dla każdego klubu, jak i ogarnięcie, kto z kim i dlaczego, zajmuje zwykle sporo czasu. Dodatkowo trzeba ogarnąć całą tę dumną Akademię i ułożyć relację z piłkarzami.

W międzyczasie wspólnie z trenerem trzeba wypracować jakiś model działania, a fakt, iż Panowie znają się dobrze zdaje się nie mieć tu wielkiego znaczenia. Na dodatek trzeba jeszcze przeprowadzić dokładną analizę rynku, dopasować to do długofalowej wizji rozwoju klubu i przy okazji wpasować się w promowaną od niedawna w mediach koncepcję stawiania na młodych. Matko i córko… węzeł gordyjski przy tym małe miki.

Trener znaczy Legenda

Jeśli wokół panuje ogólna zawierucha, dobrze mieć więc choć jeden punkt oparcia. Jeden stały punkt odniesienia, do którego będzie można dopasowywać kolejne klocki. Tu w sukurs przychodzi trener. Jeśli w dodatku jest to wychowanek, osoba bardzo silnie związana z klubem i miastem, to można mówić o sporym farcie. Takiemu komuś zawsze zależy bardziej, zawsze dołoży od siebie więcej i nawet jeśli popełni jakiś błąd, to swojemu jakoś łatwiej jest wybaczyć niż obcemu.

Ale nawet w tym przypadku nie można zapomnieć, że Lewandowski miał pod górę. Agenci mieszają w głowach piłkarzom, we władzach rotacja, koncepcje zmieniają się z częstotliwością sekundnika w zegarku, a media i kibice tylko czekają na byle potknięcie, by szydzić i poddawać w wątpliwość warsztat i przygotowanie do zawodu. Kyrie eleison.

Zagłębie amnezji

Jeśli więc popatrzymy na wszystko odkładając emocję na bok,  szybko zorientujemy się, że w sytuacji Zagłębia Lubin nie ma w zasadzie nic dziwnego.

Włodarze zapomnieli, że każda rewolucja ma swoją cenę, a te w białych rękawiczkach z reguły najwyższe. Nie pamiętają też, że słowa i obietnice wypowiadane publicznie, wrócą ze zdwojoną siłą, w najmniej dogodnym momencie.

Dyrektor sportowy zdaje się zapominać, że przychodząc do klubu koncepcje pracy i ewentualnych zmian powinien mieć gotowe (najlepiej w kilku wariantach), a nie dopiero je wypracowywać na żywym organizmie z myślą, że jakoś to będzie.

Zapomniał chyba też Mariusz Lewandowski, że z szatnią nie wygra. Nawet jeśli jego pomysły na grę i zespół są wysokiej próby. Jeśli szatnia nie pójdzie za nim w ogień, niewarte są wtedy nawet funta kłaków.

Ostatnie słowo zostawiam dla kibiców. Ich bowiem amnezja dotknęła najbardziej.

Zdajecie się bowiem zapominać, że nasza stabilność finansowa, to w dużej mierze bańka mydlana. Zdajecie się zapominać, że obecny sternik doświadczenia w prowadzeniu spółki (że nie wspomnę o klubie sportowym) nie ma w żadnego. Druga osoba w klubie jest tu zupełnie nowa i jej działania będzie można ocenić dopiero za kilka miesięcy. Nie inaczej jest z trenerem, którego warsztat jest, nawet jeśli bardzo bogaty, to przede wszystkim jeszcze w dużej mierze teoretyczny, a doświadczenie zdobywa z każdym dniem i jego zapasem jeszcze nie dysponuje.

Ale przede wszystkim zapominacie, że jeden mecz nie ma prawa niczego zmieniać. Nawet jeśli są to derby! Jeśli jest w tym klubie jakaś dłuższa wizja, to nie ma prawa być podatna na zmienne nastroje i humorki szanownych Waszmościów.

Co innego pytanie:  To po co nam była cała ta rewolucja?

1 komentarz

1 komentarz

  1. Pingback: Jak uciec spod topora? | WATCH EKSTRAKLASA

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Reklama

Musisz zobaczyć

Więcej z Zagłębie Lubin

  • Stadion Zagłębia Lublin Stadion Zagłębia Lublin

    Zagłębie niemocy

    Łatwo jest poddać się nastrojowi, który towarzyszy nam od wczorajszego meczu. I żeby nie...

  • Stadion Zagłębia Lublin Stadion Zagłębia Lublin

    Zagłębie jednomyślności

    Wiedziałem, że jest rozsianych po zakątkach internetu sporo kibiców Zagłębia, ale nigdy nie sądziłem,...

  • Stadion Zagłębia Lublin Stadion Zagłębia Lublin

    Zagłębie tymczasowości

    Przed meczem napisałem, że mecze Zagłębie ostatnio przypominają trochę wizytę u dentysty. Wszyscy marzą...

  • Stadion Zagłębia Lublin Stadion Zagłębia Lublin

    Zagłębie wyczekiwania

    „Stało się, stało, to co miało się stać” jak śpiewał Kazik Staszewski. Zaczynam od...