Obserwuj nas

Legia Warszawa

Team, team, team!

Legia wygrała z Lechem Poznań bardzo skromnie. Jednak styl, w jakim to zrobiła podobał się kibicom Legii. Po tylu miesiącach posuchy wreszcie było widać pomysł. Wreszcie piłkarze biegali i mieli chęci, by szybko przebierać nogami. Nie było w tym wszystkim indywidualności i fajerwerków, za to był team, team, team! Zlepek piłkarzy staje się wreszcie na naszych oczach drużyną, a to jedyny sposób by powróciła dobra gra i punkty dające Mistrzostwo Polski. Postawa w meczu z Lechem była efektem kilku tygodni wysiłków trenera Sa Pinto. Można śmiało postawić tezę, że swoją pracę oparł na czterech filarach: selekcja, przygotowanie fizyczne, taktyka i zaangażowanie.

Selekcja

Trener Sa Pinto od momentu przyjścia do Legii dał wykazać się wszystkim piłkarzom. Każdy z zawodników dostał czystą kartę. Nie było w tym nawet ziarenka PR’u, a za słowami poszły czyny. Do drużyny został przywrócony Pasquato, szansę pokazania się mieli młodzi piłkarze, a także przedstawiciel emerytów i rencistów Eduardo. Takie podejście na pewno pokazało, że trener jest sprawiedliwy, w drużynie nie ma świętych krów, a on sam nie ma uprzedzeń. Dzięki selekcji najsłabsze ogniwa odpadały. Philips, Eduardo, Hamalainen, Mączyński to przykłady piłkarzy, którzy na tę chwilę przegrali rywalizację i na pewno mają niskie notowania u portugalskiego trenera.

Bramkarz

Selekcja nie ominęła także pozycji bramkarza. Malarz przegrał na dziś rywalizację z Cierzniakiem, co jest chyba największym zaskoczeniem. Słuszność wyboru potwierdzają natomiast dwa ostatnie mecze. Radosław Cierzniak świetnie czuje się na przedpolu, co pozwala ograniczyć zagrożenie ze stałych fragmentów gry. Po pewnych wyjściach umiejętnie wyprowadza piłkę uruchamiając tym samym szybkie ataki.

Obrona

Największą bolączką Legii była obrona. Sa Pinto dokonał niebanalnego ruchu w tej formacji. Na lidera środka obrony nominował Artura Jędrzejczyka i pomysł wypalił. Tak jak z Cracovią, tak i z Lechem Poznań był świetnie dysponowany. Poprawnie z Lechem zagrał także Wieteska i to on przez najbliższe mecze będzie partnerem Artura na środku obrony. Jeśli środkowi obrońcy dołożą jeszcze coś ekstra przy ofensywnych stałych fragmentach gry może być bardzo dobrze. Prawą stronę obrony natomiast opanował kupiony w ostatniej chwili Stolarski i po meczu z Lechem wiemy, że na długo się tam zadomowi. To były świetne zawody Stolara!

Pomoc

W pomocy na tę chwilę liderem środka pola jest Cafu. Każdy podskórnie czuł i wiedział, że to zawodnik z dużymi umiejętnościami i wreszcie zaczyna to pokazywać. Philips i Mączyński przegrali na tę chwilę plac z Antoliciem, a trener ma jeszcze w obwodzie Portugalczyka Andre Martinsa. Niewątpliwie na ulubieńca Sa Pinto wyrasta Dominik Nagy. Węgier w meczu z Lechem biegał za dwóch i wykręcił świetne statystki pokonanych kilometrów. Po drugiej stronie trener postawił na Kucharczyka, ale tu jeszcze nie doczekaliśmy się fajerwerków.

Atak

W ataku na tę chwilę gra Carlitos z Szymańskim. Kante mimo całkiem niezłej skuteczności musi zadowolić się rolą zmiennika.

Na selekcję nie załapali się Remy, Vesović i Niezgoda. Wszyscy trzej są kontuzjowani i na ich grę musimy jeszcze poczekać. Sam jestem ciekawy jak oni przejdą selekcję i jakie pozycje dla nich wymyśli Sa Pinto.

Przygotowanie fizyczne

Sa Pinto zastał zawodników w bardzo słabej formie fizycznej. Natychmiast podjął decyzje o zwiększeniu liczby treningów, jak i ich intensywności. Odrzucił teorię o mitycznej świeżości i mocno przykręcił śrubę. Zawodnicy odzwyczajeni od takiej porcji treningów zaczęli narzekać na zmęczenie, szukali porad u specjalistów mających swoją siedzibę w oddalonej o 100 kilometrów Łodzi. Za głowę łapali się też polscy specjaliści od przygotowania fizycznego. Poddawali w wątpliwość słuszność takiej intensywności treningów. Wszystko to zweryfikował mecz z Lechem. Drużyna wyglądała bardzo dobrze przez cały mecz. Biegowo była o klasę lepszą niż piłkarze z Poznania. Moim zdaniem Sa Pinto utrzyma intensywność treningów, bo to jedyny sposób na realizację jego założeń taktycznych.

Taktyka

Sa Pinto postawił na stare sprawdzone ustawienie 4-4-2. Drużyna ma mocno pressować i szybko odbierać piłkę po jej stracie. Obrona, aby pomóc w pressingu, ma wychodzić bardzo wysoko, a ataki mają być przeprowadzane bocznymi strefami boiska. Jak już wspomniałem bramkarz ma za zadanie szybkiego uruchamiania ataku i oddalania gry na połowę przeciwnika. Brzmi to całkiem podobnie jak taktyka Stanisława Czerczesowa, nieprawdaż? Na pewno Legię czeka jeszcze dużo do poprawy, jeśli chodzi o ofensywę i stałe fragmenty gry. Jednak ostatnie dwa mecze pokazują, że nastąpiła duża poprawa w grze defensywnej całego zespołu, co przekłada się na coraz większą swobodę ofensywną.

Zaangażowanie

Największym wyzwaniem trenera jest stworzenie z indywidualności drużyny. Najtrudniej jest wskrzesić ducha współpracy i walki. Wszystko to musi iść z poprawą zdolności psychofizycznych i oczywiście z wynikami. Po meczu z Lechem wydaje się, że drużyna zobaczyła światełko w tunelu. Okazało się, że to nie poznańska lokomotywa, a dobra forma, która zbliża się wielkimi krokami. Zaangażowanie trenera, jego dobre i sprawiedliwe decyzje personalne dają paliwo do zaangażowania zawodników. Wydaje się, że Sa Pinto ciężkim treningiem wydobył drużynę z zaklętego koła zamulenia i sprowadził ją na dobrą ścieżkę. Sam jestem ciekawy kolejnego meczu. Chciałbym potwierdzenia formy, chciałbym pewniejszego sygnału na lepszą postawę. Jak będzie? Jestem optymistą, bo widzę, że Sa Pinto ma już zalążki na team!

Kliknij by skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Reklama

Musisz zobaczyć

Więcej z Legia Warszawa