Obserwuj nas

Zagłębie Lubin

Zagłębie tymczasowości

Stadion Zagłębia Lublin

Przed meczem napisałem, że mecze Zagłębie ostatnio przypominają trochę wizytę u dentysty. Wszyscy marzą tylko o tym, aby mieć to już za sobą. Szczególnie że stery objął człowiek, który na każdym kroku powtarza, jak tymczasowa jest jego nowa rola w klubie. Tymczasowa rola, tymczasowego planu. Ot, jedno wielkie Zagłębie tymczasowości.

Czas, którego nie było

Wielu kibiców sporo sobie obiecywało po zwolnieniu trenera Lewandowskiego. Głównie z powodu — jak mniemam — dość naiwnego założenia, że wszystko, co złe w ostatnim czasie w Zagłębiu to jego wina. Przygotowanie fizyczne, taktyka czy praca ze sferą mentalną były złe i winę ponosi trener. Tak mówi podręcznik kibica, punkt 1.

Skoro więc się go pozbyto, część problemów miała razem z nim odejść w niepamięć. Cóż… jeśli mam być szczery, to nawet obudzony w środku nocy i pod przymusem nie przyznałbym, że taka wersja ma wiele wspólnego z rzeczywistością. Może Mariusz Lewandowski najlepszym trenerem świata nie był, ale nawet on musiałby wykazać się niezmierzonymi pokładami złej woli, aby to wszystko tak tragicznie poukładać.

Stało się jednak, co się stało i klub na wysokiego konia wsadził sympatycznego holendra. Ben van Dael doświadczenie w trenerce ma, jak zapewne większość z Was już zdążyła się dowiedzieć, ale to, że zupełnie go nowe wyzwanie zaskoczyło, tajemnica żadną też być nie może. Zresztą zaskoczony nowy tymczasowy trener był wieloma rzeczami, o czym za chwilę. Oddać mu jednak trzeba, że czasu za wiele nie miał, co po meczu w rozmowie podkreślał też mój rozmówca:

Dawid Pakulski: Było to tylko 3-4 dni, więc trener też nie chciał za bardzo narzucać nam czegoś nowego, tylko korygował to, gdzie popełnialiśmy błędy. Teraz jednak będziemy mieli więcej czasu przed meczem na pracę i oby to zaprocentowało.

Oby van Dael miał jakiegoś asa w rękawie, bo presja wcale nie będzie maleć, a fakt, iż wściekły Przodek poprosił na rozmowę piłkarzy, dowodzi, że także oni mają już ku… serdecznie dosyć.

Korona do zapomnienia

O samym meczu wiele napisać nie można, głównie dlatego, że kompletnie nic się nie działo. Dość powiedzieć, że po 15 minutach meczu zadałem na Twitterze dość wymowne pytanie:

I zupełnie nie zmieniało się to z upływem czasu. Szukając na siłę, można by znaleźć jedną lub dwie nasze akcje. I to tyle! Przez cały mecz! Ach, była też sytuacja Tuszyńskiego, który trafił z metra w słupek. Szczęście w nieszczęściu, że była to nasza bramka, więc jego nieskuteczność paradoksalnie działała na naszą korzyść.

Głos z murawy

Skoro nie ma co opowiadać o meczu, pewnie zainteresuje Was choć to, co do powiedzenia po meczu mieli nasi młodzi piłkarze. Poprosiłem więc o komentarz po meczu Dawida Pakulskiego.

Oceń swój występ dzisiejszy.

DP: Jeśli chodzi o mnie to na gorąco ciężko coś powiedzieć. Musiałbym sobie jeszcze to przeanalizować. Tak jak ja czułem z boiska, to fizycznie było dobrze. Szkoda tylko, że zdarzył mi się lekki uraz i nie mogłem dograć do końca. A mecz? Momentami dobrze konstruowaliśmy nasze akcje od tyłu. Dobrze wymienialiśmy podania. Zależało nam na tym, aby grać w piłkę.

No właśnie. W Zabrzu zszedłeś na bardzo sztywnych nogach. Tam to już mięśnie chyba nie dawały rady?

DP: No tak. Było bardzo grząskie boisko i gdzieś nie grałem bardzo długo.

Dziś wszystko fizycznie było ok?

DP: Tak. Dziś fizycznie było właśnie dobrze. Niestety kontuzja.

Dużo się u nas mówi o Akademii, chwalimy się nią, natomiast to wejście młodych piłkarzy jest czasami bardzo trudne. Jak Ty to ocenisz? Wszedłeś trochę w trudnym momencie, nie grasz przecież na swojej nominalnej pozycji. Wrzucony zostałeś mocno na głęboką wodę. W dodatku drużynie nie idzie, co też sprawy nie ułatwia.

DP: Jest ciężki moment, bo nie punktujemy. To prawda, że nie gram na swojej pozycji, ale to nie zmienia niczego. Jeśli trener mnie tam widzi (prawa obrona) i daje mi szansę, to staram się wykonywać na 100% wszystkie założenia taktyczne, no i grać jak najlepiej. A przeskok? Wiadomo, że dla młodego chłopaka nie łatwo jest się odnaleźć, ale starsi zawodnicy jak Guldan czy Dąbrowski — jeśli chodzi o linie obrony — pomagają się ustawiać, co jest dla mnie dużym pozytywem

Teraz dość ciężki temat. Minęło jakieś 20 minut z hakiem, kiedy kibice zaczęli skandować „Zagłębie grać…”. Jak Ty to widzisz z perspektywy piłkarza, bo z 10-8 tys. kibiców na trybunach zjechaliśmy do 3 tys. i nie bardzo można to tłumaczyć spadkiem temperatury na zewnątrz?

DP: Ciężko coś powiedzieć. Wiadomo, że kibice chcieliby, aby ta drużyna punktowała i my też tego chcemy. Wychodzimy zawsze grać o pełną pulę i na pewno zaangażowania nie można nikomu odmówić. Ciężko coś więcej na ten temat powiedzieć.

Co zrobi Dawid Pakulski, aby z Wisłą Kraków było lepiej?

DP: Ja dam z siebie 200%, jeśli tylko wyjdę od pierwszych minut, czy wejdę z ławki. Będziemy znów grali o zwycięstwo i miejmy nadzieję, że odwrócimy tę trudną sytuację.

Plan, którego nikt nie realizował

Ciekawiej było już na konferencji prasowej, na której trener opowiadał dość ciekawe rzeczy (pełny zapis tutaj). Otóż okazuje się, że mimo ciężkiej pracy nad strefa mentalną, trenera zaskoczył brak odwagi w zespole (cokolwiek to znaczy?). Zaskoczyło go też to, że całe przygotowanie do meczu było na marne, gdyż zmiana systemu przez Koronę zupełnie ich zaskoczyła, a z założeń przed meczowych zupełnie się nie wywiązywali. Kiedy dodamy do tego, że według van Daela część zespołu myślała o ofensywie, a część o defensywie mamy kompletną receptę na porażkę. „Porozmawialiśmy o tym w szatni i w drugiej części wyglądało to już nieznacznie lepiej” doda szkoleniowiec.

Skoro wiemy już, co nie działało, i jakie były błędy, proszę nam powiedzieć, jaki był na plan na zwycięstwo, bo według mojej oceny zawinił głównie środek pola?

Ben van Dael: Zaczęliśmy przygotowania od obrony. I tak była ona problemem w pierwszej połowie. Jak Pan zauważył, problemem był też środek pola, ale i wsparcie skrzydłowych. nie graliśmy kompaktowo. Znaczy to, że przy stratach piłki musimy szybciej wracać na swoje pozycje. Druga połowa była w tym elemencie lepsza, bo pierwsza to była katastrofa. Głównym problemem poza detalami w ustawieniu był fakt, że piłkarze chodzili, zamiast biegać, a to tylko ułatwia zadanie przeciwnikowi.

Szok. Kompletnie odjęło mi mowę. Chciałem jeszcze co prawda o coś zapytać, ale po pierwsze bałem się, że znów będzie coś o „grze kompaktowej”, a po drugie w sytuacji, w której trener uderza w zawodników bez pardonu, mówiąc o chodzeniu i kompletnym nierealizowaniu założeń nie było sensu już drążyć tematu.

Zagłębie tymczasowości

Okresy przejściowe rzadko przynoszą coś dobrego. Fakt, że szefowie Zagłębia zanotowali już porażkę, przy pierwszej próbie wdrożenia nowego planu też nie wróżą najlepiej. Wszystko to spowodowało, że utknęliśmy w zawieszeniu na kolejne dwa miesiące. Kolejne dwa miesiące, kiedy nie zrobimy pewnie nawet kroku do przodu, a nawet jeśli, to może się okazać, że nowa miotła wszystko to postawi na głowie.

Marazm, stagnacja i wyczekiwanie, a to jeszcze nie koniec złych wieści. Sporo mówiło się o Adamie Nawałce w kontekście objęcia posady trenera Zagłębia Lubin, ale nawet ten scenariusz zaczyna nabierać tymczasowości. Posadę w Lechu stracił przecież Ivan Djurdjević i istnieje szansa, że bardzo zdeterminowani działacze Lecha zechcą sięgnąć po duże nazwisko, aby wkupić się w łaski swoich kibiców. Jeśli więc dojdzie do swoistego „wyścigu” po względy byłego selekcjonera, siła przebicia Kolejorza może okazać się kluczowa.

Oby do zimy, oby do zimy…

Otwarta przyłbica

Wczoraj zadałem Wam na Twitterze zagadkę:

Rozwiązaniem jej niech będzie pierwszy wers bardzo znanego wiersza Walta Whitmana:

Kapitanie! Mój Kapitanie! Powstań i usłysz dzwon…

Kliknij by skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Reklama

Musisz zobaczyć

Więcej z Zagłębie Lubin