Obserwuj nas

Zagłębie Lubin

Zagłębie ulgi

Grafika Zagłebie Lubin

W piłce nożnej o być albo nie być często decydują momenty. Impulsy, które potrafią zupełnie zmieniać naszą optykę, a piłkarzom dawać zastrzyk pozytywnej energii. Dobrze spożytkowana, potrafi zamieniać w słoneczne dni nawet najgorsze ulewy. Oczywiście szczęściu trzeba pomóc bardzo ciężką pracą, nic bowiem nie da zdawanie się tylko na uśmiech złego dotychczas losu. Nam się udało, choć szło nam jak po grudzie. Ot jedno wielkie Zagłębie ulgi.

Każdy szczęściu dopomoże, każdy dzisiaj wygrać może

Kultowy tekst Franka Dolasa (czy jak kto woli Grzegorza Brzęczyszczykiewicza) pasuje tu jak ulał. Ben van Dael w końcu odważniej postawił na młodzież i idę o zakład, że teraz sam ma wielki dylemat, co z tym fantem zrobić. Postawienie od pierwszej minuty na Bartka Slisza przyniosło bowiem NATYCHMIASTOWY efekt. Choć bardzo się o jego występ obawiałem:

Bartek zaczął jednak pewnie. Nie widać było ani bojaźni (jak wcześniej), ani też asekuranctwa. To właśnie po jego odbiorze zaczęła się akcja dająca nam prowadzenie w tym meczu. A jak niezmiernie ważne to było z psychologicznego punktu widzenia, pewnie nie muszę Wam tłumaczyć. Cieszy też fakt, że dalszą część akcji rozprowadził drugi nasz człowiek, czyli Filip Jagiełło.

Dodatkowo świetnie czytał grę. Był tam, gdzie być powinien, co pozwoliło mu posłać choćby doskonałą otwierającą piłkę do Pawłowskiego. Szkoda tylko, że akcję Bohar zmarnował, choć miał idealną okazję do podwyższenia rezultatu. Mając w składzie bardzo szybkich skrzydłowych, takich piłek właśnie trzeba oczekiwać od ludzi odpowiedzialnych za odbiór. Nie ustrzegł się oczywiście też błędów, ale tu patrz tweet powyżej.

Może Zagłębie Sosnowiec szczególnie silną drużyną nie jest, ale zupełnie nie zmienia to faktu, że czasami wystarczy więcej odwagi. Tak Panie van Dael, tej samej odwagi, o której wspominał Pan na konferencjach. Odwagi, aby postawić na młodych i cieszyć się ich dokonaniami. Wszyscy przecież pamiętamy doskonale, co dało choćby wpuszczenie na kilka minut w derbach Pakulskiego.

Nie liczyć na farta

W wywiadzie dla klubowej telewizji wspomniany Slisz mówi:

„Co prawda nie graliśmy swojej piłki, ale mieliśmy ten mecz pod kontrolą”.

Pozwólcie, że się nie zgodzę. O ile rzeczywiście kilka sytuacji, które mieliśmy, powinniśmy zamienić na bramkę i wtedy wspomniana kontrola byłaby pewnie dużo większa, ale przez długie momenty, gdy oddaliśmy kompletnie inicjatywę gospodarzom, wiele nie brakowało, aby sprawy wymknęły się spod kontroli.

Już w 15 minucie Saša Balić bardzo bezmyślnie zaatakował w niegroźnej sytuacji przeciwnika, oglądając za to żółty kartonik. Znając jego charakter, z dużymi obawami podchodziłem do kolejnych minut, czy przypadkiem nie powtórzy się sytuacja z Zabrza. Bardzo groźne piłki z lewej strony dorzucał Mraz, a w takich przypadkach o błąd naprawdę nietrudno. A przecież najpierw Sanogo strzelił nam bramkę po zamieszaniu w polu karnym, a niewiele zabrakło, aby Udoviczić strzelił nam drugą. Ciężko więc mówić o kontroli.

Jeśli rzeczywiście nie chcemy liczyć na farta, musimy zdecydowanie lepiej reagować na wydarzenia na boisku. Życie bowiem uczy, że można być zespołem lepszym, nawet dużo lepszym, a i tak przegrać przez jeden bądź dwa momenty nieuwagi. Wraca też jak bumerang kwestia agresywności. Cofanie się do bardzo niskiego pressingu licząc na kontry, jest dość karkołomnym zadaniem. Szczególnie kiedy wiemy, że przydarza nam się mnóstwo indywidualnych i często zupełnie niewymuszonych błędów.

Poza tym zawsze mnie dziwi, dlaczego zespoły potrafią zmieniać swoją koncepcję gry właśnie wtedy, kiedy boisko pokazuje, że ona się sprawdza.

Zagłębie ulgi

Kamień, który spadł nam wczoraj z serc, był ogromny. Seria ośmiu spotkań bez wygranej, w dodatku z czterema porażkami z rzędu ciążyła bardzo wszystkim kibicom, a i piłkarzom pewnie nieźle pętała nogi. Nic dziwnego, że po ostatnim gwizdku sędziego słychać było jedno wielkie „Uff”. W świetle innych wyników (wygrana Górnika i Cracovii) sytuacja robiła się już naprawdę podbramkowa.

Skoro jednak wygrać się udało, koniecznie trzeba pójść za ciosem. Sytuacja nie poprawiła się na tyle, aby można było w tabelę spoglądać bez obaw. W stronę czerwonego pola mamy bowiem dokładnie tyle samo, ile do miejsca dającego grę w górnej ósemce. Niestety to ona będzie w tym sezonie naszym głównym celem. Przyznał to poniekąd nawet prezes Zagłębia, kiedy w tygodniu udzielał mi wywiadu:

Założenia, które zrobiliśmy przed sezonem, odnośnie do pierwszej drużyny, wymagają korekty, która tak naprawdę już została zrobiona.

Gdzie szukać optymizmu? Skoro zawodnicy zapewniają, że widać poprawę, w tym samym tonie wypowiada się Ben van Dael, a także prezes Miedziowych musimy mieć nadzieję, że tak właśnie jest.

Kliknij by skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Reklama

Musisz zobaczyć

Więcej z Zagłębie Lubin

  • Grafika Zagłebie Lubin Grafika Zagłebie Lubin

    Zagłębie młodzieży

    Nie będę starał się Was przekonać, że to był emocjonujący mecz, bo taki nie...

  • Grafika Zagłebie Lubin Grafika Zagłebie Lubin

    Zagłębie dylematów

    Każdy z Was w życiu stanął choć raz w sytuacji, w której serce podpowiadało...

  • Stadion Zagłębia Lublin Stadion Zagłębia Lublin

    Zagłębie poszukiwań

    Długo zastanawiałem się, co mam o tym meczu napisać. Autentycznie. Wszystko, co przychodziło mi...

  • Stadion Zagłębia Lublin Stadion Zagłębia Lublin

    Zagłębie niemocy

    Łatwo jest poddać się nastrojowi, który towarzyszy nam od wczorajszego meczu. I żeby nie...