Obserwuj nas

Zagłębie Lubin

Zagłębie wniosków

dzieci Zagłębie Lubin eskorta

Pewnie wielu z Was się ze mną nie zgodzi, ale zupełnie serio uważam, że odpadnięcie z walki o czwarte miejsce w tym sezonie to żaden koniec świata. Wręcz przeciwnie. Może to być dodatkowy bodziec dla tych zawodników, którzy w przyszłym sezonie będą stanowić o sile tego zespołu. Trzeba tylko będzie się nad tym na spokojnie pochylić. A że w przekroju całych rozgrywek działo się wiele to i sporo będzie tematów, które trzeba będzie przemyśleć. Ot, jedno wielkie Zagłębie wniosków.

Przegraliśmy ze stadionem

Zanim na boisko wyszli piłkarze, by swoją walkę dopiero rozpocząć, klub swoją właśnie przegrywał. I nie przegrywał jej po zaciętej walce. To był najzwyczajniej brutalny knock-out. Ilość widzów zgromadzonych na trybunach (2911) to już nie jest powód do zmartwień. To już powód do bicia na alarm. Coś, o czym jeszcze wczoraj wczesnym popołudniem pisałem, że będzie smutne, przerosło nawet moje wyobrażenia. Staliśmy się… Płockiem! Niestety, jak pewnie wiecie, nie jest to komplement.

Pisząc przed meczem o straconych duszach (tutaj), nie miałem na myśli — mówiąc brzydko — tylko wypełniaczy stadionowych krzesełek. Nie. Stracone dusze to liczby, których nie da się ignorować. Mogę się nieznacznie mylić, ale nie trzeba być wybitnym analitykiem finansowym, aby wiedzieć, że ocieramy się już o granice, w której klub do organizacji meczów będzie musiał dopłacać. Sami możecie sobie odpowiedzieć na pytanie, czy właśnie tak powinien wyglądać rozwój klubu?

A przecież skoro dzień meczowy generuje straty, to pod wielkim znakiem zapytania stoi cała ta zabawa. Przecież w cywilizowanych ligach dzień meczowy to ważny punkt w budżecie. Sposób, w jaki podchodzimy do niego nie tylko w Lubinie, ale w całej Polsce woła o pomstę do nieba. I wierzcie mi, że wybudowanie kilku punktów cateringowych, o których tak często wspomina Mateusz Dróżdż, nie rozwiąże nawet w małym stopniu tego problemu.

Przegraliśmy na boisku

O samym meczu nie ma sensu rozprawiać zbyt długo. Ci z Was, którzy mieli „przyjemność” go oglądać wiedzą dlaczego, a cała reszta zalicza się do szczęśliwców. Najlepsze podsumowanie:

Co prawda druga połowa była już trochę lepsza, ale to wciąż zdecydowanie za mało jak na drużynę, która na boisko wyszła walczyć o jakiś cel. Po meczu jako pierwszy do kibiców wyszedł Konrad Forenc i w krótkich słowach to wszystko podsumował:

„Bardzo chcieliśmy wygrać, staraliśmy się najlepiej, jak potrafiliśmy. Niestety zawiedliśmy. Cracovii możemy tylko gratulować i życzyć powodzenia”.

Efekty tych starań były jednak mizerne. Po części dlatego, że swojego meczu nie rozgrywali obaj nasi skrzydłowi. Jeśli od tego meczu zależałaby przyszłość obu tych Panów to ani Bartek Pawłowski, ani Damian Bohar wielkiej kariery w piłce raczej by nie zrobili. Ten pierwszy w niczym nie przypominał błyskotliwego pomocnika, którego obawiać powinni się wszyscy defensorzy w lidze. Ten drugi zaś na boisku może i był, ale ustalenie tego faktu zabrało pewnie kibicom dość sporo czasu.

Inna sprawa, że Ban van Dael najwyraźniej bał się zaryzykować. A to już gorsza informacja nawet od tej, że meczu wygrać się nie udało. Jak bowiem oczekiwać, że ryzyko w meczu podejmować będą zawodnicy, skoro ten, który ma do tego dać sygnał, sam się tego obawia. Może i dla sztabu trenerskiego podejmowanie ryzyka nie jest czymś naturalnym i prostym, ale właśnie tego oczekują kibice. Inaczej wszyscy oglądalibyśmy powtórki meczów Karpow — Kasparow.

Po meczu kilka słów powiedział też Filip Jagiełło.

FJ: Źle weszliśmy w ten mecz, tak bez werwy. Cracovia dobrze się ustawiła i kontrolowała mecz. Ciężko było coś zrobić. Od początku meczu nie chcieliśmy ryzykować zbyt bardzo, bo starta bramki bardzo bym sytuacje skomplikowała.

W drugiej połowie trochę to ruszyło i wydawało się, że jest OK. A tu nagle strata bramki i trzeba było gonić. Udało się wyrównać, ale ten remis zupełnie nic nam nie dawał, więc musieliśmy trochę postawić wszystko na jedną kartę. Poszła kontra na 1:2 i szans na czwarte miejsce i puchary nie było już żadnych.

Zagłębie wniosków

Każdy ma prawo popełnić błąd. Mylić się jest przecież rzeczą ludzką. To, co jest naprawdę ważne, to aby z tych porażek umieć wyciągać wnioski. Piłkarze i trenerzy w tym zakresie mają zdecydowanie łatwiej, bo z reguły już za kilka dni jest kolejny mecz, w którym winy można odkupić i swoją wartość udowodnić na boisku. Wystarczy więc po meczu zrobić solidną analizę i skorygować popełnione błędy.

Gorzej w tym zakresie mają klubowi sternicy. Oni możliwości korekt swoich błędów mają zdecydowanie mniejsze. Dyrektor sportowy do dyspozycji ma dwa okna transferowe i jeśli popełni w nich błędy, cały sezon będzie stał pod wielkim znakiem zapytania. Jeszcze trudniej ma prezes, który tak trenera, jak i dyrektora sportowego zatrudnia na dłużej i gdy w tym zakresie popełni błąd, skutki tej decyzji odczuwalne będą jeszcze przez dłuższy czas.

Mecz z Cracovią pokazał też, że podjęcie ryzyka walki o puchary za wszelką cenę było błędem. Ryzykiem, które kompletnie się nie opłaciło. Zostaliśmy bowiem bez pucharów, z przetrzebioną kadrą, nie ogarną młodzieżą i zmęczonymi tym wszystkim kibicami. W dodatku jak mówi sam szef, w kasie nie ma zbyt wiele środków, aby ten stan zmieniać. Może się nie znam, ale nie wygląda to na wesołe perspektywy na przyszłość.

Sytuacja jednak nie jest bez wyjścia. Wystarczy wyciągnąć odpowiednie wnioski.

1 komentarz

1 komentarz

  1. Pingback: Ot, jedno wielkie Zagłębie... | Zagłębie Lubin | WATCH EKSTRAKLASA

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Reklama

Musisz zobaczyć

Więcej z Zagłębie Lubin