Obserwuj nas

Lechia Gdańsk

Brak trenera Piotra Stokowca dał o sobie znać

Piotr Stokowiec Zagłębie Lubin trener

W niedzielę 10.11.2019 roku Lechia Gdańsk podejmowała na swoim boisku Pogoń Szczecin. Gospodarze podchodzili do tego spotkania bez wygranej w czterech ostatnich ligowych meczach. Mają słabszy okres, ale powinni z tego wyjść. 

Tomasz Makowski zaczął spotkanie nie na swojej pozycji

Makowski zastąpił Karola Filę, który musiał pauzować za nadmiar żółtych kartek (dzięki absencji obrońca może sobie trochę dłużej odpocząć, bo grał do tej pory w każdym meczu). Młodzieżowiec za młodzieżowca. Z konieczności Makowski musiał wystąpić na prawej obronie. Widać było, że nie jest to jego pozycja. Tomasz popełniał głupie błędy i można było to zobaczyć gołym okiem. Jest on graczem ustawianym przeważnie w środku pola. Moim zdaniem trener nie musiał decydować się na taki nieszablonowy wybór, bo na ławce rezerwowych miał do dyspozycji dwóch piłkarzy, którzy mogą występować na boku obrony. Są to: Rafał Kobryń i Paweł Żuk.

Wydaje mi się, że szkoleniowiec zdecydował się na wybór Makowskiego, bo ma on większe doświadczenie na boiskach Ekstraklasy niż Żuk i Kobryń, a także brał udział w Mistrzostwach Świata U-20. W tym sezonie pomocnik rozegrał już 10 spotkań w PKO Ekstraklasie, a wspomniany wcześniej Kobryń tylko jeden mecz, z kolei Paweł Żuk jeszcze ani jednego.

Asystent poprowadził drużynę

Za zespół w meczu z Pogonią Szczecin był odpowiedzialny Łukasz Smolarow. Niestety pierwszy trener miał pewne komplikacje ze zdrowiem. Musiał przejść zabieg laryngologiczny i do jego powrotu asystent będzie opiekował się drużyną. Smolarow mówi, że nie jest to dla niego nowa sytuacja, bo w 2012 roku także zastępował Piotra Stokowca. Nie wiadomo jednak jak długo będzie trwać ta zmiana. Oby szkoleniowiec wrócił jak najszybciej.

Przygotowania do poprzedniego meczu zaplanował Stokowiec. Plan był skrupulatnie realizowany przez cały sztab. Wszelkie decyzje dotyczące wyboru składu zostały ustalone z trenerem dzień przed spotkaniem.

Pan Smolarow „nie żyje” meczem tak bardzo jak pan Stokowiec. Reakcje asystenta były opanowane. Wydaje mi się, że strata pierwszego szkoleniowca była aż nadto widoczna. Wie on w jakich momentach zmobilizować swoich zawodników. Moim zdaniem dzięki temu, że w taki ekspresyjny sposób pokazuje swoje uczucia, dodaje więcej pewności siebie i energii graczom. Sama jego obecność powoduje, że zawodnicy grają lepiej.

Zamiast szybkiego prowadzenia, strata bramki

Lepiej od początku prezentowali się gospodarze. Już w  7. minucie Artur Sobiech nietypowo dla siebie, bo ze środka pola wykonał rewelacyjny przerzut – niczym Grzegorz Krychowiak z najlepszych lat – do Lukasa Haraslina. Słowak miał okazję, którą powinien wykorzystać. W bardzo łatwy sposób wymanewrował dwóch obrońców, dzięki czemu stanął oko w oko z bramkarzem, lecz posłał piłkę ponad poprzeczką. W tamtej chwili już widziałem jak skrzydłowy gospodarzy wyprowadza swoją drużynę na prowadzenie, ale cóż – tym razem się nie udało. Gdyby na miejscu Haraslina znalazłby się Sobiech, może lepiej wykończyłby tę akcję.

Stare piłkarskie porzekadło mówi: „Nie wykorzystane sytuacje się mszczą” i tak też było w tym meczu. Na odpowiedź „Portowców” nie trzeba było długo czekać. Już w 8. minucie wyszli na prowadzenie. Przeprowadzili – jak się później okazało – zabójczą akcję prawą stroną boiska. Brało w niej udział dwóch obcokrajowców. Spiridonović dograł do środka w kierunku Kozulja, który zdobył bramkę. Obrona Lechii nie zdążyła zareagować, doskoczyć, dzięki czemu pomocnik gości mógł bez problemu strzelić gola z dystansu.

Pogoń grała piłką, a Lechia się przyglądała

Po zdobyciu bramki przez Pogoń, gospodarze mieli duże problemy, żeby odebrać piłkę gościom. Brakowało im agresji, ambicji i chęci, że można jeszcze coś zmienić. Zawodnicy ze Szczecina grali z dużą lekkością. Widać było, że mają pomysł na ten mecz. Lechia w wielu momentach w zbyt łatwy sposób pozwalała przeciwnikom dochodzić do sytuacji strzeleckich. Od czasu do czasu biało-zieloni próbowali swoich szans w grze z kontry. Bardzo ciekawą dwójkową akcję potrafili stworzyć Kubicki z Haraslinem, po czym ten pierwszy dośrodkowywał w pole karne, lecz w ostatnim momencie piłkę na rzut rożny wybił Matynia.

Zawodnicy Łukasza Smolarowa w niektórych sytuacjach grali niechlujne inicjując tym samym groźne okazje dla rywali. Po szybkim wyjściu na prowadzenie gracze Kosty Runjaicia zdobyli pełną kontrolę nad meczem. Z minuty na minutę narzucali swój styl. Trzeba też wspomnieć, że gospodarze mieli wyraźny problem, żeby płynnie wyjść z obrony do ataku. Ciekawy pomysł na rozegranie akcji zaprezentowali Mladenović z Haraslinem. Ostatecznie Serb oddał celny strzał. Sam Haraslin miał dwie stuprocentowe sytuacje, z czego przynajmniej jedną powinien wykorzystać.

Gorąco pod bramką Stipicy było w 44. minucie. Po rzucie rożnym wykonywanym przez Daniela Łukasika, Maloca strzelił w słupek. Następnie Wolski próbował pokonać bramkarza z dystansu, lecz strzał został zablokowany. Haraslin po raz trzeci pokazał jak duże ma umiejętności techniczne. W bardzo łatwy sposób potrafił zmylić rywali, lecz celownik miał trochę źle nastawiony, bo tylko raz piłka po jego strzale „szła” w światło bramki.

Wprowadzenie rezerwowych  dało impuls Lechii

W 62. minucie na płycie boiska pojawili się Sławomir Peszko i Flavio w miejsce Macieja Gajosa i Rafała Wolskiego. Jak wcześniej nie podłączał się do akcji ofensywnych Makowski, tak po przeprowadzeniu tej podwójnej zmiany pomocnik starał się częściej zapędzać do przodu. Dwie minuty po przeprowadzeniu roszad młodzieżowiec wykonał wrzut z autu. Następnie Flavio dośrodkował piłkę w pole karne do Haraslina, a skrzydłowy oddał niecelny strzał. Można było zaobserwować, że praktycznie od razu uaktywniła się prawa strona drużyny z Gdańska. Od 62. minuty w akcjach gospodarzy było widać większą chęć zdobycia gola. Zaczęli ciekawiej grać, stwarzać sobie coraz to groźniejsze sytuacje. Doprowadzenie do remisu było na wyciągnięcie ręki.

Trzecia zmiana została przeprowadzona w 80. minucie. Wszedł Jakub Arak w miejsce Lukasa Haraslina. Parę minut później Sobiech dograł do Mladenovicia, który za głęboko dośrodkował w pole karne. Od ponad kwadransa gospodarze zaczęli szybciej grać piłką, co spowodowało, że z łatwością dochodzili do sytuacji. Po akcji wszystkich trzech rezerwowych Sławomir Peszko mógł pokonać Dante Stipicę. Najpierw Arak dograł do Flavio, który podał „na kontrę” do rozpędzającego się Peszki, lecz w ostatnim momencie został zablokowany.

W końcówce Lechia była zdeterminowana, żeby odwrócić niekorzystny wynik. Praktycznie co chwilę przeprowadzała huraganowe ataki. Z tego powodu piłkarze zasłużyli chociaż na jedno trafienie. Niestety piłka nie chciała wpaść do bramki. Szkoda, że mecz z Pogonią jest piątym  ligowym spotkaniem Lechistów bez zwycięstwa. Wierzę, że będzie lepiej. Zawodnicy muszą tylko ciężko pracować, by wrócić do optymalnej formy.

1 komentarz

1 komentarz

  1. Pingback: "Biała Gwiazda" gaśnie #MinąłWeekend 15. kolejka | WATCH EKSTRAKLASA

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Reklama

Musisz zobaczyć

Więcej z Lechia Gdańsk