Connect with us

Minął weekend

Kolejka nudów #MinąłWeekend – 17. kolejka

#MinąłWeekend

W sumie strzelono tylko 12 goli, Lech znów zawiódł, Zagłębie i Raków nadal nie zdobyły w tym roku bramki i po raz kolejny dobry mecz zaliczył Xavier Dziekoński – to wszystko wydarzyło się w 17. kolejce Ekstraklasy.

Mecz kolejki

Dziekoński uratował Jadze punkt

Jagiellonia Białystok 1:1 Legia Warszawa

Spotkanie rozpoczęło się jak u Hitchcocka, od trzęsienia ziemi. Mówiąc jaśniej, od rzutu karnego dla Jagiellonii. Do piłki ustawionej na 11. metrze podszedł Jesus Imaz  i skutecznie wykorzystał „jedenastkę”. W 18. znów był karny, tym razem po drugiej stronie boiska. Błażej Augustyn pokazał, że lubi nie tylko piłkę, ale również zapasy, tyle tylko, że chyba pomylił te sporty. Obrońca Jagiellonii złapał w pół i przewrócił Tomasa Pekhart. Karnego wykorzystał sam poszkodowany. W następnych minutach pierwszej połowy obie drużyny miały znakomite szanse na wyjście na prowadzenie. Najpierw w 32. minucie Filip Mladenović pięknie podał do wychodzącego na czystą pozycję Pekharta, ale Czech trafił tylko w poprzeczkę. Pod koniec pierwszej połowy przed szansą na zdobycie drugiej bramki stanął Imaz, lecz fantastyczną interwencję zaliczył Cezary Miszta.

O ile w pierwszej połowie przewaga mistrzów Polski nie była aż tak widoczna, o tyle w drugiej atakowała praktycznie tylko Legia. Atakowała, ale żaden z ataków nie przyniósł jej drugiej bramki, bo w kolejnym spotkaniu świetnie bronił Xavier Dziekoński.

Legia pozostała na drugim miejscu w tabeli, ale widać, że warszawska ekipa powoli się rozkręca. Cieszyć kibiców Legionistów może również fakt, że w Warszawie dokonano pierwszego zimowego transferu. Do Legii trafił Uzbek Jasur Yakshibaev. Oby bramkarze rywali mieli z nim takie problemy jak kibice z wymową jego nazwiska.

O nowym nabytku Legii możecie przeczytać na naszej stronie. (TUTAJ)

Odmienione Podbeskidzie wciąż zadziwia

Cracovia 1:1 Podbeskidzie Bielsko-Biała

Podbeskidzie – drużyna która jesienią totalnie zawodziła i była typowana jako główny kandydat do spadku. Po zimowej przerwie karta się odwróciła. Górale pod wodzą nowego szkoleniowca Roberta Kasperczyka wygrali dwa spotkania i wygrzebali się z dna tabeli. Z Cracovią beniaminek chciał podtrzymać swoją dobrą passę, zwłaszcza, że Pasy mają swoje problemy i w tym roku nie strzeliły nawet gola.

Przyjezdni od początku rzucili się do ataku, a ich odważna gra przyniosła efekty w 25. minucie. Wtedy to Michał Rzuchowski pięknym podaniem pomiędzy dwoma zawodnikami Cracovii znalazł wychodzącego na pozycję Jakuba Hore. Czech wykorzystał okazję i otworzył wynik spotkania. Dziewięć minut później Górale mogli prowadzić wyżej, ale strzał Rzuchowskiego skutecznie wybronił Karol Niemczycki. Choć goście w pierwszej części gry byli lepsi, to schodząc na przerwę remisowali. W 41. minucie sędzia Jarosław Przybył dopatrzył się faulu bez piłki w polu karnym Podbeskidzia i po obejrzeniu powtórek podyktował rzut karny. W mojej ocenie w tamtej sytuacji faulu nie było, ale sędzia tę sytuację widział najwyraźniej inaczej. Karnego wykorzystał Pelle van Amersfoort.

Po przerwie bramek nie było, były za to dwie czerwone kartki. W 63. minucie Gergo Kocsis obejrzał drugą żółtą kartkę i osłabił swoją drużynę. Cracovia gry w przewadze nie wykorzystała. W 86. minucie siły się wyrównały. Ivan Marquez obejrzał czerwoną kartkę za to, że sfaulował wychodzącego na czystą pozycję Marko Roginicia. Podbeskidzie piłkę meczową miało w trzeciej minucie doliczonego czasu gry, jednak  rezerwowy Dominik Frelek w znakomitej sytuacji trafił tylko w słupek.

Górale mogą czuć niedosyt, ale i tak zdobycie siedmiu punktów w trzech tegorocznych meczach jest zaskakującym rezultatem. Dość powiedzieć, że w ubiegłorocznych 14. kolejkach Podbeskidzie zdobyło tylko 9 punktów. Metody szkoleniowe trenera Kasperczyka dają efekty.

Bezbramkowy hit

Pogoń Szczecin 0:0 Piast Gliwice

Mecz zapowiadał się na hit kolejki. W końcu do liderującej Pogoni przyjechał niepokonany od dziewięciu kolejek Piast. Dodatkowego smaczku dodawał fakt, że w środę w ramach Pucharu Polski Piastunki zwyciężyły Portowców.

Środowy mecz Pucharu Polski nie wpłynął dobrze na szczecińską murawę, która w sobotę wręcz nie nadawała się do gry w piłkę. Nie raz boisko przeszkodziło zawodnikom w rozegraniu składnej akcji. W pierwszej części gry strzały celne oddawała tylko Pogoń. Najlepszą sytuację gospodarze mieli w 31. minucie. Sebastian Kowalczyk wypuścił na czystą pozycję Lukę Zahovicia, jednak Frantisek Plach dobrze skrócił kąt i wybronił strzał Zahovicia.

Druga połowa była bardzo chaotyczna w wykonaniu obu drużyn. W końcówce spotkania szalę na swoją korzyść mógł przechylić Piast. Michał Żyro wykorzystał błąd Benedikta Zecha i stanął oko w oko z Dante Stipicą, lecz w tym pojedynku lepszy był bramkarz gospodarzy.

Bez bramek w Szczecinie. Piłkarzom obu drużyn należą się brawa za to, że na takiej fatalnej murawie próbowali tworzyć jakiekolwiek składne akcje.

Rakowowi strzelać nie kazano

Raków Częstochowa 0:1 Lechia Gdańsk

Obie ekipy do sobotniego spotkania nie przystępowały w dobrych humorach. Raków nie wygrał od trzech spotkań, a w tym roku nie zdobył nawet bramki. Jeszcze gorzej prezentowała się ekipa z Gdańska, która nie zwyciężyła od siedmiu kolejek, a w dodatku odpadła z Pucharu Polski z pierwszoligową Puszczą Niepołomice. W sobotę obie drużyny liczyły na przełamanie, ale udało się to tylko jednej z nich. Lecz, jakby to powiedział Bogusław Wołoszański, nie uprzedzajmy faktów.

Spotkanie rozpoczęło się znakomicie dla podopiecznych Piotra Stokowca. Lechia już w drugiej minucie wyszła na prowadzenie. Kenny Saief odebrał piłkę, wbiegł z nią w pole karne i oddał strzał, który obronił Dominik Holec. Jednakże słowacki bramkarz odbił piłkę przed siebie, gdzie dopadł do niej Jarosław Kubicki i skutecznie ją dobił. Po chwili okazję do wyrównania miał Ivi Lopez, ale jego strzał z rzutu wolnego obronił Dusan Kuciak. Kolejną dobrą okazję Lopez miał w 33. minucie. Hiszpan uderzył fantastycznie, ale jeszcze lepszą interwencją popisał się Kuciak.

Po przerwie Raków dążył do zdobycia pierwszej w tym roku bramki w Ekstraklasie. W 65. minucie David Tijanić dostał świetną piłkę od Vladislavsa Gutkovskisa. Wszyscy widzieli już piłkę w bramce, ale w ostatniej chwili strzał Tijanicia ofiarnie zablokował Kristers Tobers. Tijanić dobrą sytuację miał też pod koniec meczu, ale wtedy trafił wprost w stojącego niemal na linii bramkowej Michała Nalepę.

Nam strzelać nie kazano – ten cytat z „Reduty Ordona” Adama Mickiewicza chyba przyświeca piłkarzom Marka Papszuna. Raków po raz kolejny nie zdobył bramki. W drużynie z Częstochowy zawodzą zwłaszcza liderzy którzy jesienią zapewniali nie raz Rakowowi zwycięstwo. Jeśli chodzi o Lechię, to nie zagrała ona bardzo dobrego spotkania, ale wystarczyło to aby wreszcie wygrać. Piotr Stokowiec na razie utrzymał posadę.

Wolej Trałki, trzy punkty dla Warty

Warta Poznań 1:0 Zagłębie Lubin

Spotkanie to mogło bardzo dobrze rozpocząć się dla Zagłębia. W 4. minucie Jakub Żubrowski ładnie podał do Patryka Szysza, ten wbiegł w pole karne i uderzył z ostrego kąta, ale Adrian Lis sparował piłkę na rzut rożny. W dalszej części pierwszej połowy nie działo się już zbyt wiele. Warte odnotowania jest to, że nie minęło dwadzieścia minut, a kontuzje dopadły Bartosza Kielibe i Kamila Kruka.

Po przerwie było już zdecydowanie ciekawiej. Już w 47. minucie Maciej Żurawski stanął przed stuprocentową szansą, lecz jego strzał obronił Hładun. Dziesięć minut później Żurawski podał zewnętrzną częścią buta do Jana Grzesika, a ten uderzył mocno, ale obok słupka. Na jedyną bramkę w tym spotkaniu trzeba było czekać do 75. minuty. Michał Jakóbowski fantastycznie dośrodkował, a Łukasz Trałka pięknym strzałem z woleja umieścił piłkę w siatce. Zieloni prowadząc utrzymywali się na połowie Zagłębia i ostatecznie dowieźli jednobramkową przewagę do końca spotkania.

Warta bardzo dobrze rozpoczęła ten rok. Podopieczni Piotra Tworka wygrali dwa spotkania i jedno zremisowali. Może i Zieloni nie strzelają wiele bramek, ale zdobywają punkty, a przecież to obecnie dla nich jest najważniejsze. Miedziowi przegrali zasłużenie, nie potrafili zagrozić bramce Lisa, a więc nadal czekają na pierwszego gola w tym roku.

Mecz na śniegu

Śląsk Wrocław 1:1 Wisła Kraków

Spotkanie we Wrocławiu odbyło się w iście zimowej scenerii. Tuż przed meczem była konieczność pomalowania linii na pomarańczowo w związku z obfitymi opadami śniegu. Wisła przystępowała do meczu po zwycięstwie nad Jagiellonią, gdzie także piłkarze musieli zmierzyć się z ciężkimi warunkami boiskowymi. Natomiast Wrocławianie przegrali z Piastem Gliwice. Zwycięstwo nad Wisłą pozwoliłoby im przybliżyć się do czołowej trójki.

Początek spotkania przemawiał na korzyść przyjezdnych, ale nic z tego nie wynikało. Felicio Brown Forbes nie jest ostatnio w dobrej formie, co potwierdził w tym meczu, oddając wiele nieskutecznych strzałów. Natomiast Śląsk wykorzystał jedną z niewielu okazji i w 23. minucie objął prowadzenie po strzale Mathieu Scaleta. Był to premierowy gol gospodarzy w tym roku kalendarzowym. Wisła jednak nie zamierzała odpuścić i już w 31. minucie doprowadziła do remisu po strzale z dystansu Yeboahy. Do przerwy na tablicy wyników widniał rezultat 1:1, ale to Wisła była bliżej prowadzenia.

W drugiej połowie mimo nadal panujących trudnych warunków atmosferycznych Biała Gwiazda starała się zachować styl narzucony przez szkoleniowca Hyballe. Przyjezdni w 57. minucie mogli wyjść na prowadzenie po strzale z rzutu karnego, ale nieskutecznością ponownie popisał się Felicio Brown Forbes. Po kilku minutach pojawiła się kolejna szansa dla Wisły w postaci drugiej żółtej, a w konsekwencji czerwonej kartki dla Marcela Zylli. Nie był to dobry mecz w wykonaniu młodego piłkarza, który wcześniej sprowokował rzut karny.

Wisła nie potrafiła wykorzystać tej przewagi. Można rzec, że w dziesiątkę grało im się zdecydowanie gorzej. Śląsk powinien być zadowolony z tego punktu wywalczonego na własnym terenie. Natomiast Wisła rozegrała kolejny mecz na przestrzeni ostatnich dwóch miesięcy, który nie wygrała, choć miała na to bardzo duże szanse.

Poznańska lokomotywa podąża w złym kierunku

Wisła Płock 1:0 Lech Poznań

Poznaniacy przed spotkaniem w Płocku rozegrali mecz w Pucharze Polski z Radomiakiem Radom. Kolejorz po serii rzutów karnych wymęczył awans do ćwierćfinału. Dla piłkarzy z Wielkopolski ten mecz miał okazać się przełomem, ale na nieszczęście samych zawodników, spotkanie z Płockiem wybiło im tę nadzieję. Na przeciwnym biegunie są płocczanie, którzy wygrali już 3 spotkanie z rzędu.

Pierwsza połowa  to zorganizowana gra obu zespołów w linii defensywnej, co nie przełożyło się na zdobycze bramkowe. W drugiej połowie to Wiślanie prędzej tworzyli sytuację podbramkowe.  Natomiast w zespole Kolejorza wciąż brakuje Mikaela Ishaka, który pauzuje z powodu kontuzji.  Brak Szweda jest odczuwalny, ponieważ nie ma zawodnika, który potrafiłby sfinalizować tworzone sytuację. Choć tych jest jak na lekarstwo, gdyż poznaniacy mają problem z kreowaniem sytuacji podbramkowych. W 73. minucie Patryk Tuszyński podał piłkę do nowego zawodnika Wisły Słoweńca Luki Susnjara, który po szczęśliwym strzale obijającym piłkę o swoje nogi, umieścił futbolówkę w siatce.

Płocczanie nie zagrali fenomenalnego futbolu, ale wykazując się solidną grą w obronie byli w stanie wygrać już czwarty mecz z rzędu. Natomiast Kolejorz, zamiast obrać kurs na europejskie puchary, niespodziewanie zbliża się do strefy spadkowej. Najnowsze wieści płynące z Poznania nie zwiastują zmiany na stanowisku trenera Lecha. Dariusz Żuraw musi szybko doprowadzić grę swoich zawodników do tego, co prezentowali jeszcze na początku sezonu.

Górnicy walczą do końca

Górnik Zabrze 2:1 Stal Mielec

Gospodarze w przypadku wygranej mogli zbliżyć się na jedno oczko do trzeciego Rakowa Częstochowa. Za to goście po zwycięstwie nad Górnikiem mogli wydostać się ze strefy spadkowej. Obie drużyny miały zatem o co walczyć.

Spotkanie rozpoczęło się szczęśliwie dla beniaminka, który w 7. minucie wyszedł na prowadzenie po strzale głową Aleksandra Koleva z rzutu wolnego. Sędzia Stefański długo analizował czy po zagraniu piłki ręką przez zawodnika Górnika nie powinien podyktować rzutu karnego. Ostatecznie zdecydował się na wskazanie rzutu wolnego przy linii pola karnego. Ale to nie przeszkodziło przyjezdnym w zdobyciu bramki. Po stracie gola Górnik z każdą minutą zaczynał grać coraz lepiej, aż do momentu, gdy Aleksander Paluszek sfaulował w polu karnym piłkarza Stali. Do wykonania rzutu karnego podszedł Maciej Domański, ale jego strzał pewnie obronił Martin Chudy. Do przerwy wynik nie uległ zmianie, choć piłkarze obu ekip spróbowali jeszcze kilka razy zaatakować.

W drugiej części gry to Górnik Zabrze zdominował spotkanie. Stal Mielec z każdą minutą zostawała spychana do obrony. Efektem tego była stracona bramka przez Stal, a na listę strzelców wpisał się Przemysław Wiśniewski w 61. minucie, dająca wyrównanie. Górnicy poszli za ciosem. Podania zabrzan nabierały szybkości i dominacja gospodarzy była niepodważalna. Zaprocentowało to zwycięskim golem Piotra Krawczyka w ostatniej minucie meczu. Górnik wygrał pierwszy raz od czterech meczów w Ekstraklasie. Natomiast goście pozostają w strefie spadkowej przynajmniej do następnej kolejki.

 

Jedenastka kolejki

Xavier Dziekoński (Jagiellonia Białystok) – Piłkarz kolejki

Zaliczył kolejne bardzo dobre spotkanie. Swoimi interwencjami mocno przyczynił się do tego, że Legia wywiozła z Białegostoku tylko punkt.

Jan Grzesik (Warta Poznań)

Bardzo aktywny pod bramką Zagłębia. Był blisko strzelenia gola.

Kostas Triantafyllopoulos (Pogoń Szczecin)

Wrócił do składu Pogoni i zagrał solidne spotkanie.

Filip Mladenovic (Legia Warszawa)

Dobrze zaprezentował się w meczu z Jagiellonią. Przy odrobinie szczęścia mógł skończyć ten mecz z golem i asystą.

Michał Rzuchowski (Podbeskidzie Bielsko-Biała)

Asystował przy bramce Jakuba Hory.

Jarosław Kubicki (Lechia Gdańsk)

Jego bramka z początku spotkania zapewniła Lechii trzy punkty.

Maciej Żurawski (Warta Poznań)

Bardzo aktywny w spotkaniu z Miedziowymi.

Łukasz Trałka (Warta Poznań)

Strzelił ładnego gola z woleja.

Michał Jakóbowski (Warta Poznań)

Asystował przy bramce Trałki.

Bartosz Nowak (Górnik Zabrze)

Dobry mecz okraszony asystą.

Jakub Hora (Podbeskidzie Bielsko-Biała)

Zdobył swoją debiutancką bramkę w barwach Podbeskidzia.

 

Następna kolejka

GospodarzeGoście
Wisła KrakówGórnik Zabrze
Podbeskidzie Bielsko-BiałaLechia Gdańsk
Zagłębie LubinJagiellonia Białystok
Raków CzęstochowaCracovia
Piast GliwiceStal Mielec
Pogoń SzczecinLech Poznań
Śląsk WrocławLegia Warszawa
Warta PoznańWisła Płock

Mecz kolejki: Legia Warszawa – Wisła Płock

Derby Mazowsza. W ostatnich pięciu starciach tych ekip trzy razy wygrywała Legia, a dwukrotnie Nafciarze.

 

Autorzy:

Mateusz Bartoszek

Mateusz Adamczyk

Pasjonat polskiego sportu, zwłaszcza piłkarskiej Ekstraklasy.

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

More in Minął weekend